Connect with us

Recenzje

Polska premiera HBO Max. Czy PIEKŁO KOBIET to nowy „Król”?

„Piekło kobiet” to przede wszystkim znakomita obsada. Trudno uwierzyć, że w jednej produkcji udało się zgromadzić tak wspaniałych aktorów.

Published

on

piekło kobiet

Dla polskich seriali rok 2026 zaczął się bardzo dobrze. W lutym na Netfliksie oglądaliśmy „Ołowiane dzieci”, które nie tylko wzbudziły dyskusję o PRL-u i epidemii ołowicy wśród śląskich dzieci w latach 70., ale i odkurzyły opowieść o pracy doktor Jolanty Wadowskiej-Król. Przypomniały też dobitnie, że serial fabularny inspirowany prawdziwymi zdarzeniami nie jest dokumentem. W marcu debiutuje, tym razem na HBO Max, kolejna produkcja odwołująca się do naszej przeszłości. Mowa o serialu „Piekło kobiet”, inspirowanym zbiorem felietonów Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Advertisement

Felietony Boya-Żeleńskiego powstały w 1929 roku i opisywały „piekło kobiet” ucieleśnione w postaci zakazu aborcji w jakichkolwiek okolicznościach. Ta sytuacja trwała do 1932, kiedy sytuacja nieco się poprawiła. W gruncie rzeczy jednak, do dzisiaj kwestia aborcji nie znalazła w Polsce rozwiązania, a ustawa z 1993 roku kilka lat temu uległa zaostrzeniu. Z tego powodu serial wydaje się niezwykle współczesny i choć oglądamy w nim dekoracje i kostiumy sprzed stu lat, wiele sytuacji i problemów brzmi niezwykle aktualnie.

piekło kobiet

Serial nie jest w żadnej mierze dydaktyczną pogadanką, co z pewnością zniechęciłoby część widzów. Wszystko zaczyna się w redakcji warszawskiego czasopisma „Fortuna Amandi”, gdzie Helena Wróblewska (Agata Turkot) wraz z mężem Maksymilianem (Mateusz Damięcki) drukują ogłoszenia matrymonialne (wystarczy zapłacić piętnaście groszy od słowa, a ogłoszenie ujrzy światło dzienne dając szansę samotnym na znalezienie wielkiej miłości, albo – co bardziej realne – na małżeństwo, choćby z rozsądku). Przez przypadek Wróblewscy wplątują się w brutalną sprawę kryminalną, która zrewiduje nie tylko ich wyobrażenie o wspólnej pracy, ale i wspólnej przyszłości.

Advertisement

Pani Lwowska zakasała rękawy

Na skutek powikłań po aborcji dokonanej przez szemraną akuszerkę, dochodzi do śmierci młodej kobiety. Początkowo nic nie wskazuje na to, że zgon Heckmannówny spowoduje efekt domina. „Piekło kobiet” (przedpremierowo widziałam cztery z sześciu odcinków) skupia się na kilku wątkach: działalności redakcji „Fortuna Amandi”, prywatnym życiu Wróblewskich, losach kilku młodych kobiet mierzących się z samotnością w Warszawie i śledztwie dotyczącym śmierci młodej Heckmannówny. Spoiwem dla całej historii będzie postać „uczciwego Jana”, o którym wiemy najmniej.

piekło kobiet

Produkcja w reżyserii Anny Maliszewskiej (znanej choćby z „Infamii”) porywa nas na warszawskie ulice, gdzie spotykamy zarówno wyrafinowane damy w pięknych futrach, białych rękawiczkach i z ustami pomalowanymi szminką o barwie krwistej czerwieni oraz idealnie ułożonymi fryzurami, ale i samotne matki ledwie wiążące koniec z końcem, a także tancerki ze spelunek marzące o karierze aktorskiej. Wszystkie łączy jedno – zależą od woli mężczyzn. A tych poznajemy z jak najgorszej strony. Jako cwanych karierowiczów, mężów zdradzających żony, albo skupionych na utrzymaniu wygodnego status quo. Swoje frustracje maskują przemocą, albo pijaństwem. Najczęściej jednym i drugim.

Advertisement

Helena Wróblewska wydaje się wyzwolona i świadoma przemian społecznych, które muszą w końcu zajść, ale koniec końców to mąż decyduje o jej przyszłości. Hanna Stalówna (Bogumiła Bajor) upatruje nadziei w nowej pracy, a los zamierza ją po raz kolejny wystawić na trudną próbę. Ogląda się to z zapartym tchem, smutkiem, ale i nadzieją, że w końcu będzie lepiej.

piekło kobiet

Od Tuwima do Boya-Żeleńskiego

Okres międzywojnia to z jednej strony ferment twórczy, rozluźnienie obyczajowe, a z drugiej ucisk kobiet, który zdaje się nie mieć daty końcowej. Twórczynie serialu (za produkcję odpowiada Ewa Puszczyńska, a za scenariusz Magdalena Franczuk i Ewa Popiołek) zadbały o to, aby duch epoki dawał o sobie znać na każdym kroku. Poza zachwycającymi zdjęciami Wojciecha Zielińskiego i wspaniałą scenografią Jagny Janickiej oraz kostiumami (Małgorzata Fudala), jest też muzyka. Miałam przyjemność obejrzeć pierwszy odcinek z muzyką Wojciecha Urbańskiego na żywo i było to zapadające w pamięć doświadczenie. W serialu jego muzyka dopełnia nastrojów bohaterek, wzmaga ich niepokoje i uspokaja, kiedy trzeba. Nie da się przejść wobec niej obojętnie. Nie brakuje też warszawskich szlagierów, jak „Ach, te Rumunki” Tadeusza Faliszewskiego. Otrzymujemy więc muzyczny miszmasz: warszawski folklor i współczesne brzmienia.

Advertisement

„Piekło kobiet” to jednak przede wszystkim znakomita obsada. Trudno uwierzyć, że w jednej produkcji udało się zgromadzić tak wspaniałych aktorów. Agata Turkot znana z „Domu dobrego” zaskakuje zupełnie nowym wcieleniem, mimo że film Smarzowskiego i serial HBO Max łączy temat przemocy wobec kobiet. Turkot udowadnia, że sprawdza się w zróżnicowanym repertuarze, a to przecież dopiero początek jej aktorskiej drogi. Jako pani Wróblewska bywa wyemancypowana i odważna, ale i bezsilna w obliczu prywatnych problemów. Daje się wodzić za nos innym wierząc, że to „w dobrej intencji”.

piekło kobiet

Kim jest „uczciwy Jan”?

Z pewnością zaskoczy także rola Mateusza Damięckiego. Po „Furiozie” i „Prostej sprawie” aktor skutecznie wyskoczył z szufladki „grzecznego chłopca”. Tym razem jego rola jest niejednoznaczna, fascynująca, brawurowa. Damięcki wspina się na wyżyny maestrii. Brawo! Nie mogę też pominąć występu Huberta Miłkowskiego, Katarzyny Herman i Marii Kowalskiej. Są znakomici, a Piotr Polak zwali z nóg wszystkich fanów „The Office PL” i Michała Holca. Rola Polaka na długo zapadnie w pamięć.

Advertisement

W tytule wspomniałam „Króla”, ponieważ podobnie jak serial Jana P. Matuszyńskiego, „Piekło kobiet” stara się wedrzeć w trzewia międzywojennej Warszawy, zagłębić się w życie różnych warstw społecznych i nie odwracać oczu od tych najtrudniejszych spraw. Oglądając „Piekło kobiet” miałam wrażenie, że z jednej z bocznych uliczek może wyłonić się nagle Jakub Szapiro.

Advertisement

„Piekło kobiet” jest brutalne, realistyczne, nie raz zmusi widzów do zaciśnięcia zębów albo zamknięcia oczu. Nie tylko mówi o aborcji, ale też ją pokazuje. Cały czas jesteśmy w Warszawie lat 30. XX wieku, która jest dla nas pięknie wystylizowana, a brud, głód i ubóstwo wygląda spektakularnie, ale serial nie zapomina o tym, co ważne. Mroczne zaułki Warszawy to nie jest bezpieczne miejsca dla samotnych kobiet, a szemrane aborcjonistki niosą śmierć równie często co obietnicę ulgi i „rozwiązania problemu”. Wstrząsające jest to, z jaką łatwością przychodzi mężczyznom dyscyplinowanie kobiet, wmawianie im chorób psychicznych, histerii i braku zdrowego rozsądku. Brzmi znajomo? Niestety to nie jest tylko pieśń przeszłości.

„Piekło kobiet” debiutuje 6 marca, całość liczy sześć odcinków, emisja odbywać się będzie co tydzień.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *