Connect with us

Recenzje

KLĄTWA DOLINY WĘŻY z narracją Łony jest jak seans z kumplem [RECENZJA]

„Klątwę Doliny Węży” wraca do kin. Film będzie można oglądać z autorską narracją rapera Łony.

Published

on

Two men in hats walk past a crowded bus or vehicle, faces serious as onlookers crowd in the background.

Istnieją filmy, które wygrywają festiwale, i takie, które budują legendę na własnych niedostatkach. Klątwa doliny węży Marka Piestraka bez wątpienia należy do tej drugiej kategorii. Gdy w 1988 roku polsko-radziecka superprodukcja wchodziła do kin, miała być naszą odpowiedzią na przygody Indiany Jonesa – egzotyczną wyprawą pełną mistycyzmu, tajemnic i efektów specjalnych, które zawładną wyobraźnią mas.

Advertisement

Z perspektywy czasu wiemy już, że „zawładnięcie wyobraźnią” przybrało dość nieoczekiwany obrót. Dziś, po niemal czterech dekadach, dzieło Piestraka wymienia się wśró „najlepszych najgorszych” filmów w historii polskiej kinematografii. Choć krytycy nie zostawili na nim suchej nitki, wytykając efekty specjalne, aktorstwo i scenariusz, widzowie zrobili coś na przekór logice: szczerze ten film pokochali. Teraz zaś mają okazję zobaczyć go znów na ekranach kin, i to w nietypowej formie, bo z narracją popularnego rapera – Adama Zielińskiego, znanego jako Łona.

klątwa doliny węży

Premierowo wersja ta została pokazana w listopadzie 2025 roku na Festiwalu Korelacje, w ramach którego dzieła polskiej kinematografii prezentowane są w nowatorskiej formule – fabułom towarzyszy komentarz stworzony przez zaproszonych do projektu mistrzów słowa. Jak wypada seans Klątwy Doliny Węży w takiej formie?

Advertisement

Najlepiej porównać ten seans do pokazów organizowanych np. podczas Octopus Film Festival z lektorem na żywo – Łona na przestrzeni całego filmu komentuje to, co dzieje się na ekranie (oczywiście z dużym dystansem) i wytyka absurdy towarzyszące dziełu Piestraka. Mówi więc na przykład o tym, że bohaterowie filmu mówią po polsku bez względu na to, skąd pochodzą i gdzie się znajdują. Punktuje ich nieracjonalne zachowania i nawet wchodzi z nimi w dialog, reagując na niesamowite zdania, które wygłaszają postaci (te zresztą zawsze określa nie ich imionami, lecz nazwiskami aktorów). Wytyka błędy montażowe i brak ciągu przyczynowo-skutkowego. Używa przy tym nienagannego języka, co samo w sobie mocno kontrastuje z koślawymi linijkami ze scenariusza. W ten sposób prowadzi nas przez cały film i robi wrażenie kumpla, z którym wspólnie doświadczamy tego wyjątkowego momentu polskiej kinematografii.

Two adults crouching and looking upward with surprised expressions in a dimly lit room; plants visible in the foreground.

Warto przy tym odnotować, że choć Łona ironicznie podchodzi do tego, co dzieje się na ekranie i prześmiewczo wytyka jakość efektów specjalnych, to po prostu czuć u niego sympatię do Klątwy Doliny Węży (a wprost mówi o tym w zakończeniu). Wszelkie wady filmu, a jest ich przecież niemało, ujmuje tak, że trudno nie myśleć o nich jak o – paradoksalnie – największej sile tej produkcji. Do tego nawiązuje do innych dzieł kinematografii (w tym oczywiście do przygód Indiany Jonesa) i dzieli się ciekawostkami zza kulis. Wprowadzenie Klątwy Doliny Węży do kin w takiej formie to zatem gratka zarówno dla nowych widzów, żeby skonfrontowali się z tym filmem (a myślę, że warto dowiedzieć się, dlaczego jest o nim głośno), jak i dla tych, którzy już go znają i mogą w pewnym stopniu odkryć tę historię na nowo.

Advertisement

Ciekawi mnie, czy doczekamy się odświeżenia w takiej formie kolejnych legendarnych produkcji polskiego kina – o tym, że widzowie są chętni na podobne projekty, świadczy choćby popularność kanału Masochista (gdzie lata temu ukazał się zresztą odcinek o Klątwie doliny węży). Trzymam kciuki, żeby tak było. Podobne filmy najlepiej ogląda się w dobrym towarzystwie, a dzięki narracji dodanej do oryginału jeden taki wirtualny towarzysz jest z nami od samego początku seansu.

Advertisement

A sama Klątwa…? No cóż – to po prostu przypadek produkcji, w której ogromna ambicja zderzyła się z brutalnym brakiem budżetu i technologicznymi ograniczeniami epoki, tworząc mieszankę tak kuriozalną, że aż magnetyczną. Monumentalny pomnik filmowej pasji, który mimo swoich wad (a może właśnie dzięki nim), dorobił się statusu dzieła kultowego.

Advertisement

Elblążanin. Docenia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach. Kocha trylogię "Before" Richarda Linklatera. Syci się nostalgią, lubi fotografować. Prywatnie mąż i ojciec, który z niemałą przyjemnością wprowadza swojego syna w świat popkultury.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *