News
James Cameron zdradza, jak jego zdaniem można było przeżyć katastrofę Titanica
James Cameron zdradził, jak według niego można było zwiększyć szanse na przeżycie katastrofy.
Titanic Jamesa Camerona to jeden z najsłynniejszych filmów w historii kina, a sam reżyser był mocno zaangażowany w dzieje statku, kilkakrotnie schodząc pod wodę i eksplorując wrak. W rozmowie z The Hollywood Reporter reżyser podzielił się także swoimi przemyśleniami na temat tego, jak – przy założeniu pewnych warunków – można było zwiększyć szanse na przeżycie katastrofy.
Dziennikarze poprosili go, by wyobraził sobie siebie jako pasażera drugiej klasy (bez przywilejów pierwszej i bez dramatycznych ograniczeń trzeciej, gdzie wielu ludzi zamknięto pod pokładami), podróżującego w pojedynkę. Cameron przyznał, że lubi rozważać scenariusze „co by było, gdyby”, zarówno w skali makro (jak uratować wszystkich, mając wiedzę, którą mamy dziś), jak i bardzo osobistej: Wyobraź sobie, że jesteś podróżnikiem w czasie, wracasz, by zobaczyć zatonięcie, ale coś się psuje i nagle naprawdę jesteś na statku. Musisz się z niego wydostać.

Plan przetrwania Camerona zakłada skok do lodowatej wody w odpowiednim momencie. Większość ludzi nie miała odwagi skoczyć, bo nie wierzyła do końca, że statek naprawdę zatonie. Jeśli jednak wiesz na pewno, że tak się stanie i nie ma już dla ciebie miejsca w szalupie, najlepsze jest wskoczyć do wody tuż obok łodzi w chwili, gdy ta odbija od burty. Dopóki Titanic wciąż jest na powierzchni i wszyscy patrzą, nikt nie pozwoli ci utonąć – załoga wciągnie cię na pokład. Cameron wskazał łódź ratunkową numer cztery jako najbardziej sprzyjającą temu manewrowi.
