Wywiad

WETERAN TEATRU. Rozmawiamy z Malcolmem Storrym, gwiazdą serialu ŻYWI I UMARLI

Autor: Jan Tracz
opublikowano

Serial Żywi i umarli to udane kino telewizyjne balansujące na pograniczu horroru i dramatu psychologicznego. Nowożeńcy Nathan i Charlotte Appleby odziedziczają farmę po matce tego pierwszego. Zaczyna dochodzić do niewytłumaczalnych zjawisk – być może stoją za nimi siły wyższe, a być może ich źródłem jest ludzka psychika. Dziś rozmawiamy z Malcolmem Storrym – gwiazdą serialu i brytyjskim weteranem teatru, który wystąpił także w takich filmach jak Ostatni Mohikanin (1992) i Czas mroku (2017).

Jan Tracz: Serial Żywi i umarli ma swoją premierę w Polsce cztery lata po tej w Wielkiej Brytanii. Jak wspominasz pracę nad produkcją po tak długim czasie?

Malcolm Storry: Całą przygodę wspominam jako nad wyraz interesującą. Wiadomo, na planie działy się różne rzeczy, raz bywało lepiej, raz gorzej, ale w pamięci zostają te najlepsze momenty. Na początku, po tym, jak otrzymałem scenariusz, musiałem najpierw nieco and nim popracować, zapoznać się z przedstawioną w nim historią. Potem było już tylko dobrze.

Fabuła Żywych i umarłych skupia się na dwóch głównych aspektach: industrialnych przemianach w XIX-wiecznej Anglii, które kontrastują z wiarą prostego społeczeństwa w zjawiska paranormalne. Uważasz te motywy za ciekawe? Co może zainteresować w nich widza?

Serial promowany jest jako „horror”, więc prawdopodobnie to właśnie słowo-klucz, które przyciągnie widza do obejrzenia (przynajmniej) jednego odcinka. Sam nie należę do wielkich amatorów tego gatunku. Ani nie czytam horrorów, ani ich nie oglądam, ale to nie oznacza z góry, że patrzę na nie z wyższością. Nic z tych rzeczy, po prostu ten rodzaj kina kompletnie mnie nie interesuje. Dlatego tak ciekawa okazała się dla mnie przygoda z Żywymi i umarłymi, bo to jedna z nielicznych mroczniejszych historii, która naprawdę mnie wciągnęła. Serial wszczyna dyskusję na temat religii, pogaństwa i zjawisk nadprzyrodzonych. Ludzie zaczynają się pojawiać, znikać, odcinki stawiają coraz więcej pytań bez odpowiedzi, a widz stara się w tym świecie odnaleźć, zrozumieć, co dzieje się na ekranie. Pojawia się kwestia, czy przedstawione wydarzenia związane są z demonami religii chrześcijańskiej, czy problemami psychicznymi mieszkańców tej małej miejscowości. Zadaniem głównego bohatera jest dowiedzieć się, co tak naprawdę jest grane.

Na co dzień jesteś aktorem teatralnym, dopiero od paru lat zmieniłeś nieco tory i grywasz w produkcjach telewizyjnych. Ludzie bardzo cenią sobie twoją rolę!

Zawsze zakładałem, że granie w teatrze to spotykanie się z publicznością od 1,5 do 10 tysięcy osób. I uważałem to za arcyciekawe, bo teatr pozwala na ogromną ekspresję, podczas spektaklu reakcje aktora synchronizują się z reakcjami widza, a zarazem wszystko to jest kameralne. Przejście z desek teatru na ekrany telewizji (podkreślam – telewizji, a nie kina) wprowadza aktora w swoistą konsternację. Dlaczego? Ponieważ to dziwne uczucie robić… praktycznie nic. Sir Alec Guinness powiedział kiedyś, że większość otrzymanych nagród dostał za „nierobienie niczego”. I to „nierobienie niczego” to umiejętność, którą trzeba doskonalić przez wiele długich lat. Ja nadal próbuję ją opanować (śmiech).

Co było dla ciebie największym wyzwaniem na planie filmowym? Znalazły się rzeczy, które zaniepokoiły cię w serialowym materiale?

Wszelkie słabości wiązały się głównie ze mną. Często się rozpraszam, choć przecież zawsze wydaje mi się, że jestem wystarczająco skoncentrowany, by zagrać daną scenę. Poza tym nieczęsto zdarza mi się występować w największych hitach filmowych. Ostatni tytuł, w którym miałem okazję zagrać, to Czas mroku z 2017 roku. Okazało się to naprawdę ekscytującą przygodą! Kręciliśmy na przykład w White Hall w Londynie, gdzie te historyczne wydarzenia miały miejsce. Chodzi o skalę porównawczą: kręcenie Żywych i umarłych wiązało się z chodzeniem na plan liczącym 140 osób. Na planie Czasu mroku było ich znacznie więcej – około 600–700! Współpraca z utalentowanymi reżyserami nieraz mnie ratowała. Ich wskazówki okazywały się bardzo pożyteczne. Zawsze są szczerzy – mówią, kiedy dana scena nie potrzebuje mojego uśmiechu albo kiedy powinienem dodać coś od siebie.

A jak współpracowało ci się z innymi aktorami (Colin Morgan, Charlotte Appleby)? Chciałbyś kiedyś wrócić do serialu? Co prawda BBC go anulowało, ale jak widać, jego popularność ma się całkiem nieźle.

Ciężko stwierdzić, zważywszy na fakt, że [SPOILER] tak wielu bohaterów serialu znika lub umiera, a moja postać, Gideon, jako jedna z nielicznych postaci tak naprawdę „przetrwała”, więc – jak by nie patrzeć – jego powrót jest możliwy [KONIEC SPOILERU]. Współpraca była po prostu sprawna i przyjemna, bo cała obsada okazała się grupką serdecznych, przyjaznych ludzi. Zaznaczę przy okazji, że fenomenalną robotę wykonała ekipa techniczna, dzięki której wszyscy przenieśliśmy się do końcówki XIX wieku. Wyszło to po prostu rewelacyjnie!

kadr-z-serialu-żywi-i-martwi

Jak poleciłbyś Żywych i umarłych polskiemu widzowi? W naszej kulturze duchy i demony mają często znaczenie metaforyczne i patriotyczne konotacje. W serialu są one ucieleśnieniem śmierci, grzechu, szczególnie związane są ze złem. Czemu to wszystko mogłoby się okazać interesujące dla widza z nieco odmiennej kultury?

Osobiście uważam, że nie chodzi tu o całą otoczkę paranormalną, a bardziej o sposób, w jaki serial stara się odpowiadać na poszczególne pytania dotyczące religii. Żywi i umarli mogą okazać się dla polskiego odbiorcy interesujący, ponieważ wprawią go swoją treścią w zakłopotanie. Tym bardziej że jest to naród wierzący – może być tak, że widz jedynie wzmocni swoją wiarę albo wręcz przeciwnie, zakwestionuje zasady, w które dotychczas wierzył.

Serial jest emitowany na kanale Epic Drama. Serdecznie zapraszamy do oglądania!

Ostatnio dodane