search
REKLAMA
Wywiad

POZNAĆ NASZYCH SĄSIADÓW. Rozmawiamy z Martyną Lach, programerką 6. Festiwalu Filmowego Ukraïna!

Tomasz Raczkowski

14 listopada 2021

REKLAMA

12 listopada w Warszawie rozpoczął się 6. Festiwal Filmowy Ukraïna! – odbywający się w dniach 11–21 listopada również w formule online. Z tej okazji rozmawiamy z programerką festiwalu, Martyną Lach, która opowiada o idei leżącej u podstaw wydarzenia oraz kształcie tegorocznej edycji.

Tomasz Raczkowski: Dzień dobry, chciałbym zacząć od ogólnego pytania, a właściwie prośby, aby opowiedziała Pani o genezie festiwalu Ukraïna!, idei, która mu przyświeca, żeby zaprezentować festiwal osobom, które pierwszy raz się z nim spotykają.

Martyna Lach: Festiwal filmowy Ukraïna! został zapoczątkowany w roku 2016 z inicjatywy Beaty Bierońskiej-Lach. To był czas, kiedy zauważyliśmy, że w Polsce jest coraz więcej Ukrainek i Ukraińców i – ponieważ osoby, które tworzą ten festiwal, są związane na różne sposoby z kulturą, z branżą filmową – zastanawialiśmy się, co my właściwie wiemy na temat kultury ukraińskiej i co wiemy na temat ukraińskiej kinematografii. Okazało się, że my nie wiedzieliśmy zbyt wiele. Właściwie poza jednym filmem, który był w polskiej dystrybucji – to był film Plemię – ukraińskie filmy nie dopływały za bardzo do Polski. Pomyśleliśmy sobie więc, że skoro są to nasi sąsiedzi, jesteśmy bardzo blisko siebie, to warto by poznać tę kulturę – a ponieważ najbliższą nam dziedziną jest film, postanowiliśmy poznać ten obszar i zorganizować festiwal filmowy. Początki oczywiście nie były łatwe, bo dużo osób pytało: „Po co ukraiński festiwal? Czy to się w ogóle sprawdzi?”. Ale w tym roku organizujemy go już po raz szósty. Nie tylko w Warszawie, ale i w innych miastach Polski oraz online. Myślę, że w ciągu tych lat zbudowaliśmy już relację z widownią, mamy stałą rzeszę widzów, którzy przychodzą na nasze filmy, dopytują co roku, co będziemy pokazywać. Myślę, że polska widownia ma już jakąś wiedzę na temat ukraińskiego kina, ale oczywiście naszymi widzami nie są tylko Polacy. Kierujemy nasz festiwal do ukraińskiej społeczności w Polsce, a także do osób z innych krajów, ponieważ duża część naszych filmów jest z angielskimi napisami.

Tomasz Raczkowski: Czyli można powiedzieć, że państwa widownia jest dosyć szeroka i również przekracza granice etniczne i narodowościowe.

Martyna Lach: Tak. Jeśli chodzi o ideę, zależało nam właśnie na tym, żeby poprzez organizację festiwalu filmowego zbliżyć do siebie społeczność polską i ukraińską, żeby nawiązać dialog, a żeby nawiązać dialog, to musimy troszeczkę o sobie wiedzieć nawzajem, prawda? Poprzez festiwal filmowy, poprzez historie, które opowiadają twórcy filmowi, znaleźliśmy po prostu jakiś punkt do startu rozmowy. I wydaje mi się, że tak, jak na początku te rozmowy w kuluarach były może dosyć nieśmiałe, to już po pięciu latach znamy się, lubimy się. Do naszego zespołu dołączyło dużo osób z Ukrainy i myślę, że to działa, że te relacje polsko-ukraińskie poprzez nasz festiwal są jakoś wspierane i rozbudowywane.

Tomasz Raczkowski: Kinematografia ukraińska jest mimo wszystko dosyć młoda, ale też posiada pewne tradycje, związane z kinem sowieckim. Jakie to kino ukraińskie jest dziś? Na ile jest to ważna część kultury naszych sąsiadów, jaka jest charakterystyka, jakie są teraz procesy, które tam zachodzą?

Martyna Lach: Podczas festiwalu, 14 listopada, odbywa się – à propos tego pytania – spotkanie pod tytułem „Trzydzieści lat niepodległości w ukraińskim kinie”. Poprowadzi je dziennikarz Jakub Majmurek i wezmą w nim udział ukraińscy twórcy, których zaprosiliśmy na festiwal, ale też polscy goście. Myślę, że celem naszego festiwalu jest przede wszystkim prezentacja nowego kina ukraińskiego. My się skupiamy na tym, żeby co roku pokazać to, co najlepszego pojawiło się w ukraińskim kinie w roku ubiegłym czy dwa lata temu, i wydaje mi się, że to kino, szczególnie na przestrzeni, powiedziałabym, ostatnich pięciu lat, przeżyło dosyć mocny rozkwit. Filmy ukraińskie są coraz lepsze, powstaje ich więcej niż wcześniej. Myślę, że oczywiście ma na to wpływ to, że po prostu w Ukrainie jest w tej chwili trochę więcej pieniędzy na produkcję filmową. Warto wspomnieć, że pandemia wszystko to trochę pokrzyżowała i dużo filmów, dużo produkcji zostało przełożonych np. na rok następny, ale na pewno można zaobserwować to, że w ostatnich kilku latach wyrosło bardzo dużo nowych postaci w ukraińskim kinie, nowych reżyserek, nowych reżyserów, którzy tworzą filmy głównie o tym, co jest tu i teraz, o tym, co ich dotyka w naszej rzeczywistości. I to są filmy, które poprzez taki właśnie bardzo szczery język są bardzo autentyczne. Jak sądzę, dzięki temu zdobywają coraz więcej nagród na międzynarodowych festiwalach filmowych. Myślę, że warto wspomnieć, że filmy, które my tutaj prezentujemy, zdobywają nagrody i na Berlinale, i w Cannes, i na festiwalu w Wenecji, a obecność kina ukraińskiego na arenie międzynarodowej w ostatnich latach jest coraz mocniej akcentowana.

Tomasz Raczkowski: Jeśli się popatrzy, właśnie tak, jak pani wspomniała, na programy nawet najważniejszych festiwali, to gdzieś zawsze ta Ukraina się pojawia. No właśnie, nowi twórcy, ostatnich, powiedzmy, dziesięciu czy pięciu lat, którzy zdobywają szerszy rozgłos już w obiegu międzynarodowym, też pojawiają się w waszym programie. Jak kształtuje się tegoroczny program – co jest, pani zdaniem, motorem napędowym tej edycji, jak brzmi hasło przewodnie i co ono oznacza dla samej selekcji, dla samego programu?

Martyna Lach: W tym roku naszym hasłem przewodnim jest „obecność”. I to jest obecność rozumiana właściwie na kilka sposobów, bo jest to obecność ukraińskiej społeczności w Polsce, ale jest to też obecność właśnie ukraińskich filmowców na świecie, wreszcie jest to obecność rozumiana jako koncentracja ukraińskich filmowców na opisywaniu naszej rzeczywistości i tego tu i teraz. W tym roku pokażemy na festiwalu 54 filmy. Będą to filmy, fabuły dokumentalne, animacje, filmy krótkometrażowe. Od tego roku startujemy z konkursem na najlepszy film krótkometrażowy. Do udziału zakwalifikowało się 21 filmów, które zostaną ocenione przez jury profesjonalne, w którym będą Tymur Jaszczenko – ukraiński reżyser, Marta Prus – polska reżyserka i Piotr Głowacki – polski aktor. Myślę, że warto wspomnieć o kilku filmach, o kilku tytułach festiwalu. Filmem otwarcia Nosorożec w reżyserii Ołeha Sencowa. Ołeh Sencow to reżyser ukraiński, który został skazany na 20 lat więzienia przez Rosję na podstawie sfabrykowanych dowodów i przez ostatnie lata środowisko filmowe na całym świecie walczyło o jego uwolnienie. I tak się na szczęście stało. Po pięciu latach spędzonych w więzieniu Sencow został uwolniony w 2019 roku i Nosorożec jest jego pierwszym filmem nakręconym po wyjściu na wolność, a sam film opowiada o człowieku – tytułowym bohaterze, Nosorożcu – który dorasta w prowincjonalnym, ukraińskim miasteczku i dość szybko staje się kryminalistą. Film opowiada też o tym, jak w latach 90. powstawały gangi i mafie, co, myślę, jest też bliskie polskiemu widzowi, bo w tamtym czasie u nas też było sporo mafii. Poza tym myślę też, że warto wspomnieć o filmie zamknięcia, Złe drogi, czyli o filmie Natalii Worożbyt. To jest jej debiut fabularny na podstawie sztuki, która była wystawiana z bardzo dużym powodzeniem na deskach londyńskiego teatru i ten film jest ukraińskim kandydatem do Oscara. Jest skonstruowany z czterech historii, które dzieją się na bezdrożach Donbasu. To dosyć mocne kino, które opowiada o tym, jak terror wpływa na nas i jakie są nasze granice, i jak prawda może być definiowana. Poza tym dokumenty: myślę, że w tym roku warto wspomnieć o filmie Sól z Bonneville Semena Mozhowyja. To jest dosyć pogodna historia o dwóch mężczyznach, którzy na sowieckim starym motorze jadą na pustynię w Bonneville wziąć udział w wyścigu. To historia o spełnianiu marzeń i myślę, że wielu widzom przypadnie do gustu. Poza tym mamy w programie film Przystanek Ziemia. Film fantastyczny, debiut Katarzyny Hornostaj, uhonorowany nagrodą na tegorocznym festiwalu Berlinale. To z kolei jest historia o dorastaniu. Przepięknie sfilmowana historia o dorastaniu, o mierzeniu się z problemami wchodzenia w dorosłość, kiedy jeszcze jesteśmy trochę dziećmi, ale już zaczynają się dziać w naszym życiu rzeczy, które świadczą o tym, że za chwilę będziemy osobami dorosłymi, że za chwilę będzie na nas spoczywać odpowiedzialność za nasze życie. To jest też film o pierwszej miłości.

Kolejną ciekawą rzeczą, jaką zaprezentujemy, jest retrospektywa Kiry Muratowej. To reżyserka wyjątkowa, która jest, myślę, troszeczkę niedoceniana w Polsce i dużo osób w naszym kraju nie zna jej twórczości. Kira Muratowa była aktywna właściwie przez pięć dekad, urodziła się na terenie dzisiejszej Mołdawii, przez większość swojego życia była związana z Odeską Wytwórnią Filmową i pokażemy na festiwalu jej cztery filmy.

Tomasz Raczkowski: To, co pani mówi, jest chyba potwierdzeniem wcześniejszych słów, że to kino jest naprawdę ciekawe, coraz ciekawsze i mocne, bo pojawia się w nim bardzo duże spektrum tematyczne i bardzo duże spektrum estetyczne. To jest chyba ważne.

Martyna Lach: Tak, myślę, że tak. Warto też wspomnieć o tym, że w Ukrainie toczy się wojna, która zniknęła z mainstreamowych mediów. Już się o tym nie mówi. Ja się przyglądam w ciągu tych ostatnich kilku lat, jak z tym tematem wojennym mierzy się ukraińskie kino i na ile jest to temat eksploatowany. Można powiedzieć, że co roku w programie mamy filmy, które tej wojny dotyczą, albo w zupełnie bezpośredni sposób, tak jak np. w tym roku film, który pokażemy, dokument Moja wojna opowiadający historię trzech kobiet, które zaciągnęły się na front, ale bardzo często ta wojna może nie zajmuje pierwszego planu w filmie, nie jest głównym tematem, natomiast gdzieś zawsze w tle jest obecna.

Tomasz Raczkowski: Czyli to jest taka wojna, która nie jest może już na pierwszym planie, ale jest tak już wrośnięta w tę tożsamość…

Martyna Lach: Tak. Kilka lat temu te filmy, których tematem była wojna, być może mierzyły się z jeszcze świeżą sprawą. W tej chwili część filmów mierzy się już właściwie z tematem traumy wojennej. Kilka lat już minęło i oczywiście ludzie borykają się z traumami wyniesionymi z frontu czy też… No, to są różne historie, bo tu zarówno mówimy o żołnierzach, jak i o rodzinach żołnierzy, mówimy o partnerkach, które czekają na swoich chłopaków i nie wiedzą, czy są żywi. To jest temat aktualny i obecny też w ukraińskiej kinematografii. Oczywiście nie można powiedzieć, że większość filmów opowiada o wojnie, bo tak nie jest, ale myślę, że ten temat jest w kinematografii ukraińskiej w tej chwili obecny.

Tomasz Raczkowski: Skoro trochę zeszliśmy na te tematy bardziej społeczno-polityczne… Pojawiło się nazwisko chyba dosyć głośne również w Polsce – Ołeha Sencowa – a my rozmawiamy 11 listopada, kiedy niestety pojawiają się gdzieniegdzie hasła antyimigranckie i antyukraińskie, nasuwa mi się w związku z tym pytanie o to, jak pani postrzega ewentualną rolę festiwalu Ukraïna! właśnie w budowaniu dyskursu otwartości i przeciwdziałania pewnym procesom konfliktowym, budowania większej akceptacji, większej nici porozumienia? Czy widzi już może pani jakieś efekty tych sześciu lat? Jakie ma pani z tym nadzieje?

Martyna Lach: Jasne, dla nas to jest bardzo ważne, żeby budować porozumienie, nie dzielić, ale znajdować punkty wspólne. Ważne jest dla nas to, żebyśmy podchodzili do siebie z taką czułością i dobrocią. Myślę, że to, że polska publiczność, polscy mieszkańcy mają dostęp do ukraińskiej kultury, mogą się czegoś dowiedzieć o swoich sąsiadach, o swoich koleżankach i kolegach z pracy, to jest bardzo ważne, bo to już nie jest w tym momencie osoba obca, coś o niej wiemy poprzez jej kulturę. Wydaje mi się, że udaje nam się ten pomost budować, o czym na pewno świadczy publiczność naszego festiwalu – jak duży to jest miks. Ale też to, że coraz więcej osób zwraca się do nas. Mamy bardzo dużo wolontariuszy, którzy są zarówno z Polski, jak i z Ukrainy. No i mogę też powiedzieć, że w ciągu tych kilku lat nawiązały się na festiwalu też przyjaźnie polsko-ukraińskie, takie, które wynikły z jakiejś sprawy festiwalu, ze wspólnej pracy, ale spowodowały, że również poza festiwalem, również w życiu codziennym pojawiły się przyjaźnie. Myślę, że to jest bardzo ważne, i liczę na to, że ten festiwal będzie nadal budował pomost i łączył ludzi po to, żebyśmy się nawzajem znali, szanowali i traktowali na zasadach partnerskich.

Tomasz Raczkowski: W tym roku edycja jest hybrydowa – stacjonarna i online, jak chyba w przypadku większości festiwali. Zakładam, że powrót do festiwali stacjonarnych powitali państwo z radością, ale czy widzi pani jakąś nadzieję, że ta formuła online pozwala docierać do jeszcze szerszej widowni, że otwiera jakieś możliwości…?

Martyna Lach: Jasne. My w zeszłym roku już zorganizowaliśmy festiwal w wersji hybrydowej. Mieliśmy to szczęście, że festiwal odbył się w kinie, mimo że tuż po, jakoś chyba tydzień później, kina zostały zamknięte, ale baliśmy się podejmować to ryzyko, więc zorganizowaliśmy po raz pierwszy festiwal online, co oczywiście wiązało się z wieloma obawami, bo nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. Jednak jak sobie później podsumowaliśmy ten festiwal, który odbył się na platformie mojeekino.pl, to dopiero zrozumieliśmy, że mamy widzów w całej Polsce. I to nie są głównie duże miasta. To są duże miasta, miasteczka, ale to są też wsie. Doszliśmy do wniosku, że należy może to kontynuować, bo możliwość obejrzenia filmów online stwarza warunki do tego, żeby ludzie z całej Polski mogli uczestniczyć w naszym festiwalu. Albo nawet osoby, które nie mogą z różnych przyczyn pojawić się w kinie, mają po prostu dostęp do naszych filmów. Myślę, że to jest fajne i że będziemy w takiej formule kontynuować festiwal.

Tomasz Raczkowski: Widać, że jest to festiwal o zasięgu ogólnopolskim po tym, że wizytujecie inne miasta. To nie jest tylko Warszawa, ale jest też cała seria wydarzeń gościnnych. I to jest chyba coś, co warto podkreślić.

Martyna Lach: Tak, to jest też dla nas ważne, bo właściwie po raz pierwszy jesteśmy w innych miastach Polski. Wcześniej, oprócz Warszawy, byliśmy jeszcze w Lublinie, a w tym roku będziemy w Poznaniu, we Wrocławiu, w Łodzi, w Gorzowie Wielkopolskim, w Gdańsku, w Białymstoku, w Krakowie, Katowicach… Bardzo się cieszę, że będziemy w innym miastach Polski. Robimy to w tym roku po raz pierwszy, zobaczymy, jak to się sprawdzi, ale mam nadzieję, że mieszkańcy tych miast, w których odbędą się repliki, też polubią ukraińskie kino i też będą chcieli do niego wracać.

Tomasz Raczkowski: Dziękuję bardzo, myślę, że to jest wszystko w tej rozmowie. Wydaje mi się, że bardzo fajną zapowiedzią będzie to, co pani powiedziała, i zachęci czytelników po sięgnięcia po ukraińskie kino, bo warto z pewnością.

Avatar

Tomasz Raczkowski

Konsekwentnie poszukuje kina niemieszczącego się w sztywnych ramach, prowokującego i nieoczywistego.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA