nowości kinowe

WOŁYŃ. Najgorsze oblicze historii

Wstrząsający i przerażająco współczesny obraz bestialstwa napędzanego przez idee narodowościowe.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Zasiadam do klawiatury (bo przecież nie uwierzycie, że przykładam stalówkę do kartki papieru) pełen niewyobrażalnych emocji po dopiero co zakończonej wrocławskiej premierze Wołynia Wojciecha Smarzowskiego. Wstrząs, szok, niedowierzanie – to słowa, którymi wielu widzów opisywało swój stan po projekcji, i choć sam z niejednego filmowego pieca chleb jadłem, wyszedłem z seansu w podobnej kondycji. Najnowsze dzieło twórcy Wesela i Róży zabiera widza w podróż do miejsca, które mogło mu się przyśnić jedynie w najstraszniejszych koszmarach.

wolyn1

O Wołyniu głośno było od kilku lat – wszak pierwszy klaps na planie filmu padł 19 września 2014 roku, a więc ponad dwa lata temu. Niespełna dwanaście miesięcy później udało się zakończyć zasadniczą część zdjęć, ale na postprodukcję zabrakło już budżetu. Wtedy to twórcy postanowili założyć Fundację na rzecz filmu Wołyń, czyli – innymi słowy – skorzystać z dobrodziejstw crowdfundingu. I choć udało się zebrać zaledwie (lub, jak kto woli, aż) nieco ponad jedną trzecią zaplanowanej kwoty 2,5 miliona złotych, to bez wsparcia entuzjastów tego projektu nie miałby on szans powstania. Nie dziwi więc, że wśród adresatów podziękowań reżysera podczas wrocławskiej premiery darczyńcy znaleźli się na honorowym miejscu – tym bardziej, że ich wsparcie było, odwrotnie niż w przypadku producentów i sponsorów, bezinteresowne i nienastawione na zysk.

Wołyń to zdecydowanie film, który należy oglądać z pełną świadomością ewentualnych konsekwencji emocjonalnych.

Być może między innymi dzięki Tobie, Drogi Czytelniku, udało się stworzyć film, który odziera niechlubny rozdział historii związków polsko-ukraińskich z resztek tajemnicy i społecznej niewiedzy. Choć Smarzowski jest utalentowanym reżyserem i artystą o indywidualnym stylu, funkcja dydaktyczna Wołynia jest nader widoczna, a nawet – wielce pożądana. Nie jest to jednak dydaktyzm spod znaku starych mistrzów, wygładzony i sprofilowany tak, by zastępy uczniów gimnazjów i liceów zapełniały sale kinowe. Wołyń nie zbuduje frekwencji na szkołach. To temat zbyt trudny i kontrowersyjny, a w filmie zbyt drastycznie pokazany, by mogły oglądać go niedojrzałe umysły. Obawiam się, że w nie do końca jeszcze ukształtowanych nastolatkach seans najnowszego dzieła Wojciecha Smarzowskiego mógłby wywołać emocje, które wymagałyby interwencji specjalisty. Tak, Wołyń to zdecydowanie film, który należy oglądać z pełną świadomością ewentualnych konsekwencji emocjonalnych.

wolyn

Niewiele jest bowiem dzieł filmowych, które mógłbym komukolwiek odradzić ze względu na to, że są zbyt dobre. Tak jest jednak z obrazem Smarzowskiego. Jego interpretacja wydarzeń, które do dziś wstrząsają historykami, jest tak dosadna i sugestywna, że oglądanie Wołynia może zaszkodzić co wrażliwszym widzom. Nie chodzi o epatowanie przemocą i wyjątkowo intensywne sceny ludobójstwa, choć tego u Smarzowskiego nie brakuje. Idzie tu raczej o przerażającą konstatację, że to ludzie ludziom zgotowali ten los. Słowa z Medalionów Zofii Nałkowskiej, dotyczące przecież wojennych zbrodni hitlerowskich, doskonale pasują tu do bestialskich aktów nienawiści i przemocy, jakich dopuszczali się mieszkańcy Wołynia na swoich sąsiadach, kolegach, rodzinie. Film Smarzowskiego wpisuje się nieco w retorykę niedawnego Pokłosia, choć u twórcy Domu złego nie ma jasnego podziału na wyłącznie dobrych i całkowicie złych. Każdy tutaj ma coś za uszami – Polacy, Ukraińcy, Żydzi, naziści i Sowieci – ale niewątpliwie to nasi sąsiedzi z południowego-wschodu dopuszczają się najbardziej bestialskich czynów. Sceny, które rozgrywają się na ekranie, przywołują na myśl najbardziej krwawe dokonania kina eksploatacji, lecz tym razem nie jest to kampowa konwencja, lecz wydarzenia historyczne przybierające obrzydliwy, plugawy kształt na ekranie. Gdy w pewnym momencie któryś z Polaków, przerażony bestialstwem Ukraińców, porównuje ich do zwierząt, wcielający się w rolę sołtysa Macieja Skiby Arkadiusz Jakubik mówi: Zwierzęta się nie znęcają.

Film Smarzowskiego wpisuje się nieco w retorykę niedawnego Pokłosia, choć u twórcy Domu złego nie ma jasnego podziału na wyłącznie dobrych i całkowicie złych.

Losy Zosi Głowackiej, głównej bohaterki Wołynia wspaniale zagranej przez nagrodzoną w Gdyni debiutantkę Michalinę Łabacz, mają w filmie Smarzowskiego znaczenie drugorzędne. Piękna, blondwłosa Polka z Wołynia, która pragnęła jedynie zaznać szczęścia z ukochanym Ukraińcem Petrem, jest jedynie pretekstem do opowiedzenia tragicznej historii tych terenów, targanych konfliktami pomiędzy sąsiedzkimi nacjami. Kolejne nieszczęścia, które spadają na młodziutką dziewczynę, sprawiają, że ciężar emocjonalny Wołynia stopniowo staje się nie do zniesienia. Zosia jest uosobieniem wszelkich dramatów, jakie rozgrywały się na ówczesnym polsko-ukraińskim pograniczu i ofiarą nienawiści rodzącej się pomiędzy narodami. Jej postać jest emisariuszką wizji reżysera i centralnym punktem historii, która w Wołyniu ważniejsza jest od bohaterów.

wolyn2

Smarzowski nakręcił film ogromnie bolesny, ale przygotowany niezwykle rzetelnie i w jak najlepszych intencjach. Reżyser pragnął rzucić wreszcie światło na sprawy, które przez dekady zamiatane były pod polityczny dywan. Wołyń robi ogromne wrażenie nie tylko ze względu na tematykę, ale też inscenizacyjny rozmach – realizacja scenografii i kostiumów zasługuje na największe uznanie, a duża w tym zasługa całego zastępu ekspertów i konsultantów, którzy dbali o to, by Wołyń przedstawiony został jak najwierniej. Smarzowski zdecydował się w swym najnowszym dziele na zastosowanie technik edycyjnych, które przywołują na myśl Eisensteinowski montaż atrakcji – wielokrotnie w filmie mamy do czynienia z nietypowymi zestawieniami kadrów, elipsami i szybkimi cięciami, które nadają Wołyniowi odpowiednią dla tej historii dynamikę. Reżyserowi należą się brawa za to, że – nie chcąc zrobić kolejnej historyczno-filmowej czytanki – miał w sobie odwagę do pewnych eksperymentów formalnych.

Wołyń zapiera dech – najczęściej wtedy, gdy na ekranie oglądamy sadystyczne praktyki Ukraińców lub Polaków, ale także podczas scen zgłębiających ówczesną kulturę wołyńską. Wspaniale prezentuje się niezwykle długa, otwierająca film sekwencja wesela, które przedstawione zostało niezwykle szczegółowo i barwnie. To ona wprowadza większość głównych bohaterów, to podczas niej zapada jedna z najważniejszych dla życia Zosi decyzji. To także podczas sekwencji wesela zdajemy sobie sprawę, że stanowi ona jedynie sielskie preludium do prawdziwego spektaklu zła i niegodziwości, który jest zasadniczą i najważniejszą częścią Wołynia.

korekta: Kornelia Farynowska

wolyn

Ostatnio dodane