search
REKLAMA
Szybka piątka

Filmy, których mamy DOSYĆ, chociaż NIE MIAŁY jeszcze premiery

REDAKCJA

4 kwietnia 2021

REKLAMA

Filip Pęziński

      1. Czarna Wdowa – jestem dużym fanem Marvela, ale premiera tego wciąż przekładanego filmu o martwej aktualnie postaci, która na swój solowy występ czekała od ponad dekady, wcale nie wydaje mi się czymś atrakcyjnym. Nie pomaga też prawdopodobnie trzymanie się stylistyki podobnej do Kapitana Ameryki: Zimowego Żołnierza. Uwielbiam tamten film, ale serialowy Falcon pokazał, że ta szpiegowsko-sensacyjna część uniwersum robi się już wtórna i nieciekawa.
      2. Avatar 2  to niewiarygodne, że sequel najbardziej dochodowego filmu w historii kina nie powstał dwa, trzy lata po pierwowzorze, ale ma mieć premierę ponad dekadę po nim. Z tego tylko powodu muszę dołączyć do kolegów i napisać, że jestem już drugim Avatarem szalenie zmęczony.
      3. Nie czas umierać – chyba najbardziej głośny tytuł w kontekście przekładanych przez pandemię premier. Nowego Bonda mieliśmy już zobaczyć tyle razy, że pogubiłem się, kiedy miał się odbyć pierwotny debiut filmu na wielkich ekranach, a na kiedy planowany jest aktualny. Wrzućcie to na streaming i dajcie już może umrzeć tej serii…
      4. Morbius – absurdalnego planu Sony ciąg dalszy. W ramach budowania uniwersum Spider-Mana bez Spider-Mana dostać mamy film o trzecioligowym przeciwniku tego herosa, który jest przy okazji… wampirem. Uff… Zmęczony samym opisem.
      5. Uncharted – nie widzę najmniejszego powodu (poza tym oczywistym i finansowym), żeby przenosić na ekran serię gier, której siłą było czerpanie z innych filmów przygodowych. A że przy okazji Sony zabiera się do tego już od długich lat, to trudno mi kryć znużenie.

Łukasz Budnik

    1. Czarna Wdowa – nie mam nic przeciwko postaci Natashy (wręcz przeciwnie), ale uważam, że poświęcenie jej solowego filmu w momencie, gdy w głównej chronologii już nie żyje, jest nietrafioną decyzją. Zakładam, że będzie to przyjemny film i miło spędzę przy nim czas, ale ciągłe przekładanie premiery sprawiło, że w żaden sposób nie wyczekuję seansu.
    2. Nie czas umierać – kolejna ofiara ciągłego przekładania premiery (zresztą to właśnie Bond przetarł szlaki w tym temacie), która sprawiła, że minęło mi jakiekolwiek zainteresowanie nadchodzącym widowiskiem. Wolałbym zresztą zobaczyć już Bonda w nowej interpretacji.
    3. The Batman – był czas, że na The Batman czekałem z dużą niecierpliwością, którą podsycił jeszcze znakomity zwiastun. W tym momencie data premiery została kilkakrotnie przełożona, a w sieci nie raz można było natrafić na kolejne plotki na temat nerwowej atmosfery na planie. Stało się to mocno zniechęcającą mieszanką.
    4. Shazam: Fury of the Gods – zupełnie nie trafiła do mnie część pierwsza i przyznam, że zaskoczył mnie jej powszechnie pozytywny odbiór. Tym bardziej nie czekam na kontynuację, o której zaczyna się coraz więcej mówić.
    5. Diuna – kapitalna obsada, znakomity reżyser i kolejna produkcja, o której w ciągu zeszłego roku mówiło się głównie w kontekście przekładania jej premiery. Miejmy to już za sobą, proszę!
REKLAMA