Szybka piątka

Filmy, które mogłyby trwać nawet 10 GODZIN

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Są filmy, które dłużą się nawet przy krótkim czasie trwania, ale są na szczęście też takie, które mogłyby trwać godzinami i wciąż sprawiałyby nam radość. Tak przynajmniej uważamy, a swoje przykłady prezentujemy poniżej.

Odys Korczyński

  1. Dzień świstaka – produkcja ta zawsze przypominała mi grę strategiczną z elementami ekonomicznymi. Niezliczoną ilość godzin można oglądać, jak główny bohater uczy się tego wszystkiego, nad czym zwykły człowiek spędza całe życie, mogąc wybrać jedną lub dwie aktywności i być w nich dobrym. Według niektórych szacunków Phis powtórzył jeden dzień w Punxatawney około 12 000 razy, co daje około 30 lat.
  2. Czas apokalipsy – najbardziej kusi w tym filmie tajemnica, podążanie ku niej, ku jądru ciemności, gdzie skrywa się Kurtz. Samo bycie w tej drodze uzależnia, nawet jeśli znamy cenę, którą trzeba będzie zapłacić. W tym cała moc kina Coppoli. Spotkanie z nim, jak również w pewnym sensie z Kurtzem, jest jak wzięcie czerwonej pigułki od Morfeusza.
  3. Hobbit: Niezwykła podróż – doskonałe filmy drogi charakteryzują się tym, że przemierza się szlak wraz z głównymi bohaterami, niespiesznie delektując się każdym elementem świata przedstawionego i za wszelką cenę chcąc odwlec nieunikniony finał. Taki jest Hobbit. Wraz z Bilbem wyruszamy w podróż, która nie może się szybko skończyć, chociaż musi. Peter Jackson nadał tej w sumie niewielkiej opowieści Tolkiena zupełnie nową jakość. Szkoda, że kolejne dwie części nie pozostawiają już takiego wrażenia.
  4. Sanatorium pod Klepsydrą – czytając prozę Brunona Schulza, jeśli tylko nie zniechęcimy się mnogością rzeczowników oraz wielokrotnie złożonych zdań, w końcu wyćwiczymy wyobraźnię na tyle, żeby dostrzec, jak za pomocą słów można odmalować szerokotonalne obrazy, jakich wyświetlanie oferują nam dzisiaj nowoczesne telewizory. Sanatorium pod Klepsydrą Wojciecha Hasa jest w istocie takim obrazem, na dodatek powstałym prawie 50 lat temu.
  5. Pogromcy duchów – a dokładnie nawet 10 godzin mogłaby trwać pierwsza godzina, nim jeszcze film zacznie w szybkim tempie zbliżać się do finału. Produkcja Reitmana jest mistrzowskim przykładem tego, jak połączyć komedię z przygodową historią oraz nadać całości wciągający suspens. Odnajdziemy się w każdym z bohaterów. A kiedy już pozna się ten film bardzo dokładnie, będzie mógł być on idealnym towarzyszem zapełniającym tło, gdy świat zmusi nas do covidowej pracy w domu.

Tomasz Raczkowski

  1. Niebo nad Berlinem – to wspaniałe snucie się Damiela (wybitny Bruno Ganz) po popękanym, brudnym i pięknym zarazem Berlinie mogłoby nigdy się nie kończyć. Z przyjemnością oglądałbym kolejne plany czasowe, sytuacje i miejskie pejzaże, które z takim natchnieniem roztacza przed widzem Wim Wenders.
  2. Cień – może to niepopularna opinia, ale to chyba mój ulubiony z filmów wuxia nakręconych przez Zhanga Yimou. Oczywiście nie odbieram nic Bohaterowi czy Domowi Latających Sztyletów, ale Cień wyróżnia się dla mnie mroczniejszym klimatem, mimo wszystko większą stawką psychologiczną i fenomenalnymi zdjęciami czyniącymi fantastyczne, odjechane aż do granic absurdu sekwencje walki jeszcze bardziej hipnotycznymi. Film ma kilka zwrotów akcji i segmentów, ale nie miałbym nic przeciwko, gdyby było ich jeszcze więcej. Mógłbym chłonąć te intrygi i kreację starożytnych Chin przez długie godziny.
  3. Pewnego razu w Anatolii – kolejny w tym wyliczeniu film de facto o snuciu się, ale tym razem po tureckiej prowincji. Poetyckość i głębia obrazu Nuriego Bilge Ceylana oczarowuje mnie za każdym razem i mimo że to seans obszerny czasowo (ponad 2,5 godziny), za każdym razem mam poczucie, że… za krótki. Chciałbym chłonąć jeszcze więcej geniuszu Ceylana, oglądać jeszcze bardziej „rozwleczoną” opowieść o zbrodni, winie, karze i roztrzaskanej moralności. Na szczęście są jeszcze inne wybitne dzieła Turka.
  4. Sieranevada – prawie trzy godziny gadających przez siebie Rumunów z klasy średniej brzmi jak dłużący się seans? Nic bardziej mylnego. Arcydzieło Cristiego Puiu to operatorski i dialogowy majstersztyk, wciągający choreografią krzątaniny i codziennej groteski. I znów – chciałoby się jeszcze.
  5. Mroczny przedmiot pożądania – ostatni film Luisa Buñuela zabiera w fascynującą podróż po Europie Zachodniej, świecie tamtejszej burżuazji i meandrach psychiki głównego bohatera, opętanego żądzą wobec pewnej dziewczyny. To fascynująca układanka, która nigdy się nie nudzi, a zaraz po zakończeniu seansu kusi, by oglądać ją od nowa. 10-godzinny metraż w tym przypadku by nie zaszkodził.

Ostatnio dodane