BATMAN FOREVER - SCORE

MUZYKA: Elliot Goldenthal
ROK PRODUKCJI: 1995
WYTWÓRNIA: Atlantic
CZAS TRWANIA: 44:11 min.


01. MAIN TITLES & FANFARE
02. PERPETUUM MOBILE
03. THE PERILS OF GOTHAM
04. CHASE NOIR
05. FLEDERMAUSMARSCHMUSIK
06. NYGMA VARIATIONS (AN ODE TO SCIENCE)
07. VICTORY
08. DESCENT
09. THE PULL OF REGRET
10. MOUTH TO MOUTH NOCTURNE
11. GOTHAM CITY BOOGIE
12. UNDER THE TOP
13. MR. E'S DANCE CARD (RHUMBA, FOXTROT, WALTZ & TANGO)
14. TWO-FACE THREE STEP
15. CHASE BLANC
16. SPANK ME! OVERTURE
17. HOLY RUSTED METAL
18. BATTERDAMMERUNG



Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że bardzo lubię twórczość pana Elfmana, w tym jego dwie genialne partytury do dwóch pierwszych części "Batmana". Podobał mi się także album do "Batman Forever", któremu (mierząc miarą KMF-u oczywiście :) przyznałbym o jedną gwiazdkę więcej niż widnieje pod recenzją obecną od dawien dawna w dziale. Ale skupmy się na scorze...

Do trzeciej części przygód "latającej myszy" (hehe) muzyką napisał Elliot Goldenthal i ciężko przyznać, że wybór tego kompozytora okazał się strzałem w dziesiątkę. Ciężko, gdyż wypada on raczej blado w porównaniu z partyturami do "Batman" i "Batman Returns", ale też jest to znacznie inna muzyka, która - trzeba przyznać - pasuje do zupełnie innego stylowo filmu. Trzeci "nietoperek" jest bowiem bardziej komiksowy, bardziej kolorowy i teledyskowy, bardziej "na luzie". Mniej więcej takiemu zadaniu pan Goldenthal podołał. Skutki tego są takie, że pierwszych sześć utworów to naprawdę solidna porcja muzyki, miejscami rewelacyjnej, która w bardzo fajny sposób nawiązuje (tudzież korzysta) do tematu przewodniego z części poprzednich. Goldenthal postawił na elektronikę i zrobił bardzo dobrze. Taki zabieg wnosi sporo świeżości i daje pole do popisu - taką muzyką można się... bawić. Niestety, w połowie taka zabawa staje się nudna, a im dalej - tym score staje się nieco męczący, monotonny. Nie jest zły, ale po prostu lepiej, znacznie lepiej wypada w konfrontacji z filmową taśmą, aniżeli na "sucho". Score ten nieco mnie zawiódł, gdyż spodziewałem się czegoś... lepszego - i może w tym sęk, ale nie da się zaprzeczyć, że wspomniana świeżość i innowacja zaciekawia i lepiej wypada tak do połowy czasu trwania płyty, a potem pozostawia puste nadzieje, że może jeszcze będzie lepiej... Tym bardziej, że elektronika staje się (jak już pisałem) męcząca, a słyszalne "zwroty" i "sztuczki" stają się bardzo sztandarowe, i nijak nas - słuchaczy - nie zaskakują czy wciągają. Plusem jest to, że mimo wszystko zbytnio nie odstraszają. Ok, zostawmy już narzekania i przejdźmy do zasadniczych zalet opisywanej ścieżki - trochę ich jest. Po pierwsze - są to pewne rozwiązania. O ile te rozwiązania w utworach cichych i tzw. "przerywnikach" są mało istotne, o tyle te ilustrujące akcję są rewelacyjne bez względu na ich odbiór. Tu warto wymienić jeden z bardziej elektronicznych momentów płyty, czyli "Nygma Variations (An Ode To Science)" - naprawdę ciekawa ilustracja dziwacznej postaci (jaką wykreował Jim Carrey) i jej szaleństw. "Under The Top" - tutaj z kolei w pewnym momencie słyszymy oczko w postaci muzyki dla dzieci (takiej z lunaparków), co daje oczywiste skojarzenia z podobnym figlem Elfmana z "Batman Returns" i interesujący efekt. Dalej "Gotham City Boogie", w którym kompozytor szaleje na całego, a pierwsze wersy w postaci szalonych skrzypiec robią świetne wrażenie. Cały kawałek jest zresztą jednym z ciekawszych na krążku. "Mr. E's Dance Card (Rhumba, Foxtrot, Waltz & Tango)" to z kolei bardzo ciekawa, wpadająca w ucho wariacja na temat tańca w ogóle. Tu także łatwo wyczuć zabawę, jaką kompozytor prowadzi ze słuchaczem/widzem. Z innych "dziwolągów" wymieniłbym "Perpetum Mobile" - krótki i treściwy kawałek, bardzo pozytywnie zakręcony. Z kolei z utworów, które absolutnie mną zawładnęły, wymienię wspomnianą gdzieś na początku akapitu pierwszą szóstkę, czyli od "Main Titles & Fanfare" po "Nygma Variations (An Ode To Science)". Dalej podam fragmenty "Victory" i "Batterdammerung". I to w zasadzie te moje "naj", do których najczęściej powracam i które w dużej mierze wpływają na ocenę końcową.

Do oceny jednak wrócimy, ale należy jeszcze wspomnieć o nowym temacie przewodnim. A jest on dobry, nawet bardzo dobry - myślę, że dorównuje poprzednikom z różnych przygód "Batmana". Został oczywiście znacznie "podrasowany" i jest teraz bardziej drapieżny (poprzednie raczej mroczniejsze), bardziej... "goldenthalowski", że tak to ujmę. Osobiście wolę jednak te autorstwa Elfmana, jednak i ten pana Elliota w jakiś sposób potrafi mnie przyciągać i długo trzymać przy sobie. Tak więc można to uznać za kolejny plus tej ścieżki dźwiękowej.

No i właściwa ocena. Trudno jednoznacznie orzec - musiałem wziąć pod uwagę zarówno powyższe przemyślenia, jak i wcześniejsze kompozycje. Po namyśle postanowiłem przyznać 3 bardzo neutralne gwiazdki, które jednak po jeszcze dłuższym namyśle wzrastają do 3,5. Ale ów krążek chyba zainteresuje tylko nielicznych i tak też jest zaadresowany. Możecie zatem dodawać lub odejmować te pół punktu (do ostatecznej noty 3 lub 4) w zależności od tego, czy przypadnie Wam do gustu mniej czy bardziej. W zależności od tego, czy wypadnie orzeł czy reszka. U mnie moneta zatrzymała się na kancie i dopóki nie przewróci jej na jakąś stronę człowiek w czarnym kostiumie z logo nietoperza na piersi - to długo tak będzie jeszcze stać...

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI