Recenzje

ZODIAK. Żmudne poszukiwania seryjnego mordercy

Autor: Jacek Hałupka
opublikowano

Kilka lat temu pojawił się młody reżyser David Fincher, debiutując trzecią odsłoną Obcego. Film był bardzo mroczny, miał ciężki klimat i zaskakujące zakończenie. Jakiś czas później ukazała się także reżyserska wersja tego obrazu, uważana przez niektórych za najlepszą część sagi o Ripley i Obcym. Natomiast sam reżyser próbował odciąć się od filmu ze względu na trudności przy realizacji. David Fincher za swój prawdziwy debiut uważa thriller Siedem. Kolejny mroczny, mocny i zaskakujący film z gwiazdorską obsadą. Siedem zostało uznane za klasyk gatunku i określiło styl Finchera na kolejne lata, wyznaczając ramy dla Gry i Podziemnego kręgu. Potem przyszedł czas na Azyl – film dobry, ale zostający nieco z tyłu za wcześniejszymi dokonaniami reżysera. Sporo osób poczuło się rozczarowanych faktem „zwykłej” końcówki bez zwrotu akcji. Azyl ukazał się w 2002 roku, od tego czasu nazwisko Finchera pojawiało się przy różnych planowanych projektach (między innymi Mission: Impossible 3). Ale dopiero rok 2007 przyniósł powrót „króla” thrillerów. Sam należę do grona wielbicieli Finchera, więc z niecierpliwością oczekiwałem nowego dzieła. A czekać trzeba było aż 5 lat, plus ponad 3 miesiące opóźnienia, które zafundował nam dystrybutor w stosunku do premiery amerykańskiej.

Kadr z filmu "Zodiak"

Zodiak jest oparty na faktach i ukazuje historię nigdy nie ujętego seryjnego mordercy, który terroryzował Amerykę od końca lat sześćdziesiątych. Zabijał w brutalny sposób, a potem informował o tym prasę za pośrednictwem zakodowanych wiadomości. Były to czasy, gdy nie było jeszcze rozwiniętych technik CSI, nie było badań DNA, dochodzenie opierało się na zeznaniach świadków, nikłych rysopisach i fragmencie odcisku palca (nie było także komputerowej bazy danych z odciskami). Akcja filmu rozgrywa się w grupie detektywów, którzy bez powodzenia próbują znaleźć podejrzanych (całkowicie zaniedbując prywatne życie) – i pracowników gazety, do której Zodiak przysyła swoje listy. Jednym z nich jest rysownik gazetowych komiksów – Robert Graysmith (Jake Gyllenhaal – postać przez niego odtwarzana to autor książki, na podstawie której został oparty film), który przypadkiem rozwiązuje część zaszyfrowanej wiadomości od Zodiaka, a później wpada w całkowitą obsesję na temat odkrycia prawdziwej tożsamości mordercy. Z drugiej strony jednak dochodzenie detektywów to żmudna i mało efektywna praca. Wiele poszlak prowadzących donikąd, tysiące podejrzanych wskazywanych przez dzwoniących informatorów, rosnące przerażenie mieszkańców miasta. Gdy władze wreszcie trafiają na ślad kogoś, kto wydaje się być poszukiwanym zabójcą, brakuje im dowodów na poparcie swoich oskarżeń. Zodiak bawi się w kotka i myszkę z policją. W końcu, po latach śledztwa, zaniechają poszukiwań na szeroką skalę, jedynie wspominany Graysmith nie daje za wygraną.

Nowy film Davida Finchera jest dość powolnym dramatem z elementami thrillera, który bez pośpiechu ukazuje nam cały proces poszukiwania mordercy. Z racji tego, iż Zodiak nigdy nie został złapany, nie uświadczymy tu obrazu zabójcy, jego życia, bo nic o nim nie wiadomo. Znamy sprawę tylko od strony śledztwa i poszukiwania tożsamości zabójcy przez władzę i prasę. Dość mocno zmienił się tutaj styl Finchera, który przyzwyczaił nas do komputerowego wspomagania swoich filmów (czego największy pokaz dostaliśmy w Azylu, gdzie dzięki komputerom kamera poruszała się przez wszelakie podłogi, barierki, stoły i tak dalej). Tutaj nie uświadczymy takich rarytasów, zdjęcia prowadzone są raczej kameralnie, lecz ze specyficznym klimatem i mrokiem, który w filmach Finchera jest zawsze. Także dawka przemocy jest tu jak najbardziej solidna, sceny zabójstw są niesamowicie realistyczne i kipiące przemocą – przez co stają się jeszcze bardziej wstrząsające. Świetnie spisała się cała obsada z Gyllenhallem, Robertem Downeyem Jr, Markiem Ruffalo oraz wieloma znajomymi twarzami w epizodach tego najdłuższego w dorobku reżysera filmie (niemal 160 minut projekcji!). Całość ma świetny klimat, i – co chyba niestety Fincher przyjął za nową zasadę – brak zwrotu akcji o 180 stopni na samym końcu. Niemniej reżyserowi należy się szacunek, że pragnie od tego uciec. Inny twórca, lubujący się w zaskakujących zakończeniach – M. Night Shyamalan – nadal brnie wyznaczoną ścieżką z coraz słabszym i bardziej żenującym efektem. Co oczywiście nie znaczy, że David Fincher w swoim następnym filmie (kolejna współpraca z Bradem Pittem), nie zaskoczy nas fantastyczną i zakręconą końcówką, finały Azylu i Zodiaka mogą być przecież ciszą przed burzą.

Podsumowując – fani twórczości Finchera oraz mocnych, pozbawionych niemal scen akcji thrillerów będą mocno usatysfakcjonowani, a miłośnicy głośnych wybuchów i strzelanin – zdegustowani. Oby więcej takich obrazów i mniejsze przerwy pomiędzy kolejnymi dziełami spod ręki Finchera, bo 5 lat oczekiwania to naprawdę dużo (choć nie tak dużo, ile każe nam na siebie czekać inny twórca Obcego – James Cameron). Polecam i zapraszam do kin.

Tekst z archiwum Film.org.pl (21.06.2007)

Zapraszamy także do lektury artykułu o Zodiaku

Ostatnio dodane