Recenzje

ZAGINIONA DZIEWCZYNA. Moralny dreszczowiec

Z powolnego tempa i pozornego spokoju, wyrasta organiczne napięcie, czyniące z obyczajowej historii prawdziwy thriller o odrzuceniu i zemście.

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

O odrzuceniu, stygmatyzacji i zemście w kinie mówiono już na niezliczoną liczbę sposobów, na wszystkich szerokościach i długościach geograficznych. Jednak wciąż okazuje się, że są to tematy niezwykle nośne, a możliwości ich przetwarzania wydają się wręcz nieskończone – zwłaszcza gdy pokażemy owe mroczne strony człowieczeństwa w nierozerwalnym związku z dobrocią. Tak właśnie postąpił Kôji Fukada w Zaginionej dziewczynie, ukazując stopniowy proces stopniowego moralnego upadku, sprowokowany przez splot okoliczności i skomplikowaną emocjonalną układankę.

Główną bohaterką – bynajmniej nie tytułową – filmu Fukady jest Ichiko, łagodna i przyjaźnie usposobiona pielęgniarka, opiekująca się codziennie umierającą malarką. Ze względu na swoje usposobienie i sympatyczny charakter kobieta zaskarbia sobie przyjaźń córki i wnuczek podopiecznej, zwłaszcza Motoko, której pomaga w przygotowaniach do egzaminu pielęgniarskiego. Ichiko wiedzie poukładane i porządne życie, spełnia się w pracy, planuje przyszłość i wydaje się wzorem harmonii z bliźnimi. Erozję tej idylli prowokuje porwanie Saki, młodszej siostry Motoko – dziewczyna nagle znika po spotkaniu z siostrą i Ichiko, by zostać odnalezioną po około tygodniu. Choć dramatyczne, zdarzenie nie wydaje się mieć początkowo głębokich konsekwencji, Saki znosi całą sytuację dobrze, a wszystko wraca powoli do normy. Okazuje się jednak, że porywaczem był siostrzeniec Ichiko i fakt ten zawisa nad bohaterkami jak ciemna, gradowa chmura, prowadząc stopniowo do eskalacji zrodzonych pomiędzy nimi napięć.

Choć kołem zamachowym fabuły Zaginionej dziewczyny jest porwanie, rozczarują się ci, którzy spodziewają się po japońskim filmie trzymającej za gardło intrygi czy dynamizujących opowieść zwrotów akcji. W filmie Fukady rozumianej dosłownie akcji jest niewiele – nawet kluczowe, jakby nie było, porwanie wydarza się całkowicie poza kadrem i „trwa” jedynie kilka scen. Całość jest wręcz senna i monotonna – narracja utrzymana jest w niespiesznym tempie, nastawionym na stopniowe odsłanianie poszczególnych elementów fabularnej układanki, a spokojne, momentami wręcz kontemplacyjne, jedynie z rzadka podkreślane muzyką kadry utrzymane są w szarych, nadających całości fatalistycznego posmaku barwach. To wszystko składa się na konsekwentnie budowaną atmosferę niepewności, niejasnego zagrożenia wiszącego nad głową głównej bohaterki, której niejednoznaczny charakter wzmaga dyskretne przeplatanie planów czasowych, ukazujących różne etapy zmagania się przez Ichiko z konsekwencjami czynu jej krewnego i niejednoznacznymi relacjami, w jakie uwikłała się z młodymi dziewczynami.

Już od pierwszych scen widać, że Japończyka najbardziej interesują emocjonalne rozterki, toczące postaci niczym skrywana pod uśmiechniętymi twarzami choroba, a cała opowieść skrojona będzie tak, by zapewnić im możliwie dużo przestrzeni do wybrzmienia, zapętlenia się i przemiany. Fukada lokuje zasadniczą dramaturgię swojego filmu w warstwie bezpośrednio niewidocznej – w sferze moralności. To w niej poszczególne czyny zyskują odpowiednią powagę i generują emocjonalną presję, która rozsadza poukładany świat Ichiko od wewnątrz. W efekcie niemal beznamiętna warstwa wizualna Zaginionej dziewczyny przeradza się niepostrzeżenie w trzymający w nieustannym napięciu thriller, w którym każdy gest i słowo ma potencjalnie moc uderzenia pięścią. Choć więc pozornie niewiele się tu dzieje, film wnika głęboko w skomplikowaną siatkę ludzkich emocji, stając się sceną dla dojmująco dramatycznych przeżyć.

W tak ukierunkowanej opowieści bardzo interesująco rysuje twórca punkt styku jednostki ze społeczeństwem. Sytuacja porwania Saki skraca dystans pomiędzy prywatnym życiem bohaterek a otaczającym je społeczeństwem informacyjnym, pokazując, jak poważne skutki może mieć przenikanie się intymnego doświadczenia z rolą społeczną. Zachodzące na przestrzeni filmów przemiany Ichiko i Motoko są katalizowane przez napór otoczenia, wobec którego zaczynają być rozgrywane napięcia emocjonalne pomiędzy poszczególnymi postaciami i który prowokuje do wątpliwych etycznie postępków. Co więcej, czynniki zewnętrzne okazują się ostatecznie deprawujące dla szczerych i pozytywnych uczuć żywionych względem siebie przez pozbawione złych intencji postaci, nakręcając spiralę odrzucenia, zawiści i zemsty. Zaginiona dziewczyna pokazuje, że relacje tworzone w tak trudnych warunkach są niezwykle kruche i podatne na wstrząsy, a ich rozpad wypycha jednostki ku bolesnej alienacji, której pustkę zagłuszają tylko na moment fantomowe satysfakcje takie jak zemsta.

Zaginiona dziewczyna okazuje się dreszczowcem zatopionym w dalekowschodniej zadumie

Łącząc w swoim filmie kilka poważnych tematów – zemstę, tłamszenie własnych uczuć i drapieżność złaknionej sensacji i krwi opinii publicznej – Fukada momentami zdaje się sam przytłoczony tą mnogością motywów, jakby sam dawał się zaskoczyć, jak wiele napięć pojawia się w tak oszczędnym w środki filmie. Jest w Zaginionej dziewczynie moment, kiedy daje się odczuć pewne zmęczenie splataniem zmierzających już w dość jasnym kierunku wątków, które zaczynają dryfować gdzieś bez większej werwy ku kulminacyjnej konfrontacji. W efekcie nieco „po macoszemu” rozwiązany jest chociażby wątek rodzinny życia Ichiko, a kilka rozwiązań fabularnych ociera się o zgrany schemat, od którego Fukadzie udaje się przez większość filmu sprawnie dystansować. Lecz gdy wydaje się, że Japończyk zwiedzie swój psychologiczny thriller na manowce, ratuje go zwrot ku melancholijnemu liryzmowi, który kojarzy się z kinem twórców zza Cieśniny Koreańskiej – Kim Ki-duka i Changa-dong Lee. W efekcie Zaginiona dziewczyna okazuje się dreszczowcem zatopionym w dalekowschodniej zadumie, co czyni z niej film przynajmniej intrygujący, nawet jeśli niedoskonały.

W polskim tłumaczeniu japoński film dzieli tytuł z pamiętnym thrillerem z Rosamund Pike w roli tytułowej i w obydwu historiach można znaleźć wspólny mianownik w postaci toksycznej degeneracji uczuć i pozytywnych relacji. Dosłowne tłumaczenie tytułu filmu z 2019 roku, Yokogao, brzmiałoby jednak Profil. Ten niuans przekłada się na nieco inne, bardziej adekwatne zaakcentowanie ciężaru dramaturgicznego opowieści, która nie skupia się na porwanej Saki, ale na konsekwencjach tego zdarzenia dla Ichiko, której portret, profil charakterologiczny kreśli reżyser na przestrzeni niecałych dwóch godzin. Zorientowana w ten sposób narracja przede wszystkim wydobywa ze zdarzeń swego rodzaju ciemną stronę reprezentowanych przez Ichiko altruizmu, dobroci i serdeczności, pokazując, jak łatwo mogą one ulec skażeniu i mimo stwarzania kokonu bezpieczeństwa, ostatecznie doprowadzić do cierpienia. Z metodycznych, niespiesznych obserwacji trajektorii życia Ichiko wyłania się frapująca, niejednoznaczna medytacja o zemście, fascynacji i zagubieniu – nie tyle fizycznym, co przede wszystkim duchowym i emocjonalnym.

Ostatnio dodane