Recenzje

WSZYSTKO DOBRZE. Film, który dokucza

"Wszystko dobrze" swój tytuł czerpie z zabiegów fabularnych, ale w żadnym wypadku nie jest dobrze - to film męczący, ociężały, a przy tym, bez owijania w bawełnę, zwyczajnie mierny.

Autor: Jan Tracz
opublikowano

Niemiecka opowieść, wszechobecna żałość

Jeden wieczór, jedno niesłychanie głupie niedopatrzenie, a cały świat może legnąć w gruzach. Najczęściej takie rzeczy dzieją się, gdy wszystko idzie w dobrym kierunku – nowa praca, może nowe miejsce zamieszkania, kolejna miłość, która ma szansę zostać tą jedyną; kiedy nasze życie pragnie się z nami skonsolidować, nieustannie coś musi pójść nie tak. Z góry nie zakładajmy, że coś stało się wyłącznie z naszej winy – ekscesy, jakie oferuje nam los, są tak, brzydko powiem, chorobliwie debilne, że często nie mamy na nie wpływu. Takiej napaści ze strony życia musiała sprostać Janne, bohaterka Wszystko dobrze, nowego dramatu od Netfliksa. Cała historia i jej znaczenie są godne poszanowania, ale końcowy efekt, cóż by rzec, woła o pomstę do nieba.

Niestety, masa czynników odpycha odbiorcę filmu i los dziewczyny - choć potwornie to brzmi - pozostaje mu obojętny.

Eva Trobisch pragnie ukazać dramat kobiety zgwałconej, spotęgowany świadomością, iż jest to cierpienie niezawinione. Upojna noc, firmowa impreza, podczas której z dobrej chęci pragnie przenocować szwagra swojego nowego szefa, prędko zamienia się w horrendalny koszmar, kiedy – rzecz jasna, podpity – nowy znajomy usiłuje doprowadzić do stosunku z dopiero co poznaną kobietą. Ona nie chce, on już jest gotowy. Ona z całych sił się opiera, on wykorzystuje krzepę, dającą mu w takich chwilach olbrzymią przewagę. Janne jest bezbronna i od tego czasu – pozostawiona sama sobie niczym jakaś Justyna z Granicy Nałkowskiej. Zmuszona zmierzyć się z konsekwencjami, z dnia na dzień coraz bardziej uzewnętrznia to, co siedzi jej w głowie, przy tym zmuszając widza do zaangażowania się w jej fatalną sytuację. Niestety, masa czynników odpycha odbiorcę filmu i los dziewczyny – choć potwornie to brzmi – pozostaje mu obojętny.

Netflix

Gromada postaci towarzyszących życiu Janne zniechęca do poznawania jej przykrej historii; aktorzy są nijacy, bohaterowie niby to posiadający swoje problemy, ale nic w scenariuszu nie zostało wykonane przykładnie, po prostu aby było, bez większego pomyślunku. Kobieta zamyka się w sobie, jest to – ze względu na wspomniane wydarzenia – rzecz zrozumiała, nie chce narzucać się ze swoim utrapieniem, zresztą może być ono dla niektórych gorszące albo wywołać szok, skandal w środowisku pracy. Nie pragnie konsekwencji dla swego oprawcy, wie, że wtedy wszystko wyjdzie na jaw. To zabieg celowy, zazwyczaj tego typu filmy pragną widza zbulwersować, zaciekawić wartką akcją – najczęściej dochodzi do spraw sądowych, kryzysów rodzinnych. Reżyserka dąży do efektu „dialogu bez słów” między Janne a widzem, jednak robi to w sposób tak nieudolny i męczący, że trudno zainteresować się opowiadaną historią.

Opieszały, chwytający widza za gardło seans staje się jego własnym tyranem.

Największy problem, choć zabrzmi on bardzo dziecinnie, jest tak naprawdę jeden – nic, ale kompletnie nic, nie dzieje się w tej produkcji. Ślimacze tempo nie tylko nie wciąga w seans, ale wręcz sprawia, że staje się on dla odbiorcy torturą. Główny wątek niby jest, ale do kulminacyjnego momentu w żaden sposób nie zaciekawia widza. Historie i otoczka bohaterów zobrazowane są, jakby były kontynuacją filmu sprzed roku, widz musi głowić się, o czym oni wszyscy momentami rozmawiają, ale wierzcie mi, że i tego nie zrobi, bo go to nie będzie w żaden sposób interesowało. Znużenie występujące jeszcze przed połową dzieła nie zostanie niczym zażegnane, nie ma tu ani głębszych relacji, ani nawet ładniejszych kadrów.

Netflix

Często powtarzam, że ja to z filmem pragnę się utożsamiać, czuć go, nie tylko oglądać, ale i dotykać, smakować. Konflikt Janne samej z sobą i gwałt na niej nie będą czymś, z czym mogę się identyfikować, rozumiem to. Ale chciałbym przynajmniej przez chwilę poczuć to, co ona, przeżywać ten cały kryzys wraz z nią, odczuwać ten ból przechodzący przez jej ciało, zatrważający ją i niepozwalający normalnie funkcjonować; i tego nie dostałem, co mnie dosyć smuci, ponieważ Wszystko dobrze miało niebywały potencjał.

Powstała z tego taka wydmuszka, momentami sztuczna, w większości pusta i nic sobą niereprezentująca. Zmarnowany pomysł, nieporadne wykonanie i parę innych kwestii spowodowały, że pewnie szybko wyprę z pamięci ten dokuczliwy seans.

Ostatnio dodane