VHS

WAKACJE W KURORCIE. Johnny Depp i biusty

Chutliwe chłopaki i cienkie żarty - zła komedia plażowa.

Autor: Tomasz Bot
opublikowano

Komedie plażowe, określane nierzadko jako „goło i wesoło”, współtworzyły barwny krajobraz ery video. Nie były dla niego tak istotne jak kino akcji, karate czy SF z cyborgami, ale zasadniczo cieszyły się sporą sympatią widzów. Większość tych tytułów poszła już w zapomnienie i pewnie tylko najwięksi maniacy VHS byliby w stanie wymienić z 2-3. Wakacje w kurorcie z Johnnym Deppem i Robem Morrowem – obraz z 1985 roku – stanowiły dekady temu absolutną konieczność dla kasetożerców. Jak film przetrwał próbę czasu?

Ben i Jack przybywają na cztery dni do wielkiego kurortu w Miami. Rzucają się w wir podrywów, obserwowani przez hotelowego detektywa, i wchodzą w konflikt ze złodziejem, który planuje okraść bogatą staruszkę.

Są filmy, które starzeją się jak wino, i takie, które będą przypominać zapomnianą kanapkę, spleśniałą gdzieś w rogu pokoju i nagle odnalezioną. To ten drugi przypadek. Nawet jeśli przyjąć, że komedia plażowa ma dostarczać nieskomplikowanej rozrywki, operując na uproszczonej wizji świata i eksponując przyjemną część egzystencji, to mamy tu pozycję nieznośnie i beznadziejnie infantylną. Niezabawną. Nierozrywkową. I nie, nie niemądrą, tylko głupią. Dodatkowo – głupią w głupi sposób. Jak postać Scooby Doo. Czyli nie jest to odpałowy produkt Neila Breena, żadne tam „tak źle, że aż dobrze”, tylko boleść dla oczu i uszu. No, chyba że lubicie patrzeć, jak pan X wpadnie na pana Y i ten pierwszy ląduje w basenie, a i pewnie kogoś ochlapie przy okazji. Nie zdradzę chyba też zbyt wiele, mówiąc, że ktoś dostanie tortem po twarzy, a i wiadro z farbą uderzy jak rekin w Szczękach. Ależ heca, nie? Na pewno bawi was też – ach, chwyt nieśmiertelny – facet zginający się z bólu, bo otrzymał cios w jądra.

Jednak grzechem byłoby o tej produkcji nie wspomnieć. Jest to przecież ten rodzaj kina, który niemałej części świata zaszczepił pewien model spędzania wakacji, a widzom spoza USA, oglądającym go na zaśnieżonych taśmach, sprzedał wizję Stanów jako kraju erotycznej prosperity, i to na ekskluzywnym tle. Dla ludzi, którzy nie widzieli palm na oczy, a wakacje spędzali na działce, było to mocne, egzotyczne przeżycie.

Na pewno bawi was też - ach, chwyt nieśmiertelny - facet zginający się z bólu, bo otrzymał cios w jądra.

Johnny Depp i Rob Morrow (przyszły doktor Fleischman z Przystanku Alaska) są tu po dwudziestce, choć wyglądają, jakby obaj mieli maksimum szesnaście lat. Pierwszy dopiero co został zaszlachtowany w swym debiucie przez Freddiego Kruegera, drugi właśnie tu zaczął przygodę z kinem. Bohaterowie składają się głównie z gwałtownych hormonalnych pływów i spazmów libido. Ich osobowości zdają się jeszcze w powijakach. Reżyser nieco ich jednak skontrastował. Depp jest tu zdecydowanie większym podrywaczem, istnym przecinakiem w trybie frykcyjnym, a jedynym jego marzeniem jest przejść do czynów. Morrow – choć też podniecony – ma w sobie więcej romantyzmu. Jest też bardziej nieśmiały, co jednak nie przeszkodzi mu zadzierzgnąć znajomości z sympatyczną kelnerką. Nie wiemy, co panowie robią w życiu, gdzie i z kim mieszkają na co dzień. Wiemy, że hipnotyzuje ich co drugie bikini.

Zabawna sprawa, bo młodzi aktorzy mają tu dziwną tendencję, żeby grać z zębami na wierzchu. Zasadniczo szczerzą się jak dzieci, a spojrzenia, którymi raczą płeć przeciwną, nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do ich zamiarów. Ostatecznie obaj ukierunkowują swoje pragnienia na jeden wybrany obiekt, tak jakby końcówka obrazu miała jednak podkreślić, że chuć trzeba kontrolować i realizować monogamiczne opcje seksualne.

Ale zanim twórcy przejdą do tej – podprogowej niemalże – dydaktyki, uraczą nas seriami obrazków budzących wiele wątpliwości. I tak Depp, znawca potrzeb kobiecych, wie, że nic tak nie rozpala damy jak dyskretnie dosypany narkotyk. No, ale co klasa, to klasa; znać tu przyszłego Don Juana DeMarco. Jako że oglądamy komedię, proszek przypadkowo pobudzi pewną panią w jesieni życia, która w mig pokocha tę „boską aspirynę”. Cztery dni to niewiele, więc Depp będzie gotów podawać się też za lekarza, byle tylko przybliżyć się do satysfakcji. Będzie się też ukrywał w szafie i pakował Morrowa w coraz większe tarapaty. Ten z kolei pół filmu spędzi, biegając z gołym tyłkiem po korytarzu hotelowym, a i zdarzy mu się trafić do wanny z facetem biorącym go za kobietę.

Ostatnio dodane