Recenzje

W WYSOKIEJ TRAWIE. „Cube” w polu

Vincenzo Natali znowu kręci „Cube”, tym razem w trawiastej scenerii. Bez satysfakcji.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Twórczość kanadyjskiego reżysera Vincenza Nataliego obraca się wokół tematu przestrzeni – zazwyczaj odrealnionej i fantastycznej – jej wpływu na bohaterów, a przede wszystkim sposobu, w jaki ujawnia ona prawdziwą naturę człowieka. Począwszy od debiutanckiego krótkiego metrażu Elevated o uwięzionych w windzie ludziach, przez głośny Cube, surrealistyczną komedię Wielkie nic, gdzie cała scenografia składała się z białego tła, po horror Istnienie, w którym duch zamordowanej dziewczyny nie może opuścić swego domu – to, gdzie rozgrywa się akcja filmu, jest często ciekawsze od faktycznej fabuły. Cyberpunkowy Cypher ze swym chłodnym, bezbarwnym i sztucznym światem wydawał się mieć niebagatelny wpływ na decyzję głównego bohatera, aby zostać szpiegiem. Nawet w przypadku Istoty, pozornie najbardziej niecharakterystycznej dla Nataliego fabuły, można dostrzec wpływ laboratoryjnego środowiska na wyhodowany organizm i potrzebę pary naukowców, aby w pewnym momencie zmienić tę przestrzeń na bardziej domową. W nowym filmie Kanadyjczyka, W wysokiej trawie, netfliksowej ekranizacji opowiadania Stephena Kinga i jego syna Joego Hilla, oglądamy kolejną dziwną przestrzeń rządzącą się własnymi prawami, jakże jednak znajomą.

Podczas podróży przez Stany ciężarna Becky i jej brat Cal zatrzymują się na poboczu raczej rzadko uczęszczanej drogi. Słyszą błagalne wołanie chłopca, który najwyraźniej zgubił się w okolicznym polu wysokiej trawy. Chwilę później odzywa się matka dziecka, zakazująca mu wzywać pomocy i prosząca rodzeństwo, aby ich nie szukali. Ci jednak decydują się na to i chwilę później sami gubią się w trawiastym labiryncie, który wydaje się nieustannie zmieniać swoje położenie. Strach, zmęczenie i wielki czarny kamień leżący na środku pola zaczynają wydobywać z bohaterów ich mroczną stronę.

Natali zainteresowany jest mniej ludźmi, a bardziej zagadką tytułowego miejsca, groźnego i trudnego do rozszyfrowania, ale fascynującego.

Opowiadanie Kinga i Hilla, dalekie od najlepszych dokonań obu, koncentrowało się niemal wyłącznie na budowaniu klimatu paranoi, opresji i beznadziejności sytuacji, która prowadzi donikąd. Natali nie rezygnuje z co mocniejszych  momentów literackiego oryginału (kanibalizm), dodatkowo dopowiadając to, co tam było jedynie delikatnie zasugerowane, a dotyczyło niemal kazirodczego uczucia. Relacje między Calem, Becky a Travisem, ojcem jej nienarodzonego dziecka, który rusza im na ratunek, to najciekawszy element całego filmu, zwłaszcza że i aktorsko grająca dziewczynę Laysla De Oliveira wypada najlepiej z całej obsady. Szkoda za to Patricka Wilsona w roli ojca i męża zaginionej rodziny, zbyt opanowanego jak na zaistniałe okoliczności. Natali zainteresowany jest jednak mniej ludźmi, a bardziej zagadką tytułowego miejsca, groźnego i trudnego do rozszyfrowania, ale fascynującego. Dzięki (nieobecnemu w opowiadaniu) zabiegowi nakładania się na siebie różnych linii czasowych gmatwa narrację, choć ma to swoje pozytywne strony, bo przede wszystkim uruchamia uwagę widza, starającego się na bieżąco wszystko sobie poukładać.

Dlaczego zatem całość jest tak nieangażująca, skoro Natali wydaje się być w swoim żywiole? Może dlatego, że netfliksowy horror aż za bardzo przypomina jego najsłynniejsze dzieło, Cube, stając się wariacją tamtego filmu. Sześcian zmieniał swoje położenie, podobnie jak tutaj trawa; pobyt w jednym i drugim miejscu przeobraża pozornie normalnych ludzi w potwory; reżyser posuwa się nawet do tego, że kopiuje jedną z kluczowych scen Cube. Równocześnie W wysokiej trawie przedkłada obrazy nad narrację, która od pewnego momentu koncentruje się wyłącznie na ucieczce przed szaleńcem. Wizualna atrakcyjność pozostaje jednak dyskusyjna – rozgrywające się nocą sceny są zbyt ciemne, a efekty specjalne zwyczajnie tanie, aby cokolwiek mogło robić wrażenie. Pod tym względem film Nataliego przypomina surrealistyczny Hellions, horror innego Kanadyjczyka, Bruce’a McDonalda.

Trawiasty labirynt czasu i przestrzeni miał szansę być konceptem o fantastycznym potencjale, ale ani King i Hill, ani Natali nie bardzo wiedzieli, co z tym zrobić. Reżyser znów jest bardziej zainteresowany nieznaną przestrzenią, która wydobywa z człowieka prawdę o nim, lecz nie mówi nic nowego w tym temacie. Udaje mu się za to znaleźć wyjście z zastawionej przez autorów pułapki, doprowadzając tę historię do w miarę satysfakcjonującego zakończenia. To, czy po drodze oszukuje, wydaje się mniej ważne niż wiszące nad bohaterami pytania o to, jacy naprawdę są, które w finale zostają zepchnięte w nicość.

Ostatnio dodane