Recenzje

W ODWIEDZINACH U PANA ROGERSA. Lekcja empatii na trudne czasy

Tak, dokument Morgana Neville'a jest laurką – zaadresowaną jednak do osoby, która na takie wyróżnienie w pełni zasługuje.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Miłość jest u źródeł wszystkiego – wszelkiego nauczania, rodzicielstwa, każdej międzyludzkiej relacji. Miłość albo jej brak” – mówi w jednym z archiwalnych wywiadów główny bohater dokumentu Morgana Neville’a. Przez ponad trzydzieści lat Fred Rogers dzielił się swoją miłością ze wszystkimi dookoła za pośrednictwem telewizji. Od 1968 do 2001 roku prowadził autorski program Mister Roger’s Neighborhood, na którym wychowały się miliony Amerykanów.

Na czym polegał fenomen programu Freda Rogersa? Na pierwszy rzut Mister Roger’s Neighborhood wydaje się niesamowicie nieatrakcyjne dla młodego, pożądającego mocnych, szybkich wrażeń widza – niski budżet, brak inscenizacyjnego rozmachu, ręcznie wykonane pacynki i kukiełki zamiast animowanych superbohaterów. Źródeł sukcesu należy więc szukać gdzie indziej – w osobie niezwykłego prowadzącego, który posiadał dar nawiązywania bezpośredniej relacji z każdym ze swoich małych odbiorców.

O jego pochodzeniu, o nim samym krążyło swego czasu dużo dziwnych plotek. Niektórzy mówili, że pod kolorowymi swetrami ukrywa odrażające tatuaże; inni, że w latach młodości był członkiem elitarnego Navy Seals; jeszcze inni uważali go za seryjnego mordercę, który zbudował swój publiczny wizerunek w ramach przykrywki. Prawda jest dużo mniej skomplikowana i sensacyjna – Fred Rogers pochodził z rodziny należącej do amerykańskiej wyższej klasy średniej. Dzieciństwo upłynęło mu pod znakiem samotności związanej z docinkami ze strony rówieśników (jego szkolny pseudonim brzmiał „Fat Freddy”), a młodość – przygotowań do święceń kapłańskich w Kościele Prezbiteriańskim. Duchownym został ostatecznie w 1963 roku, poświęcając się jednak w całości pracy w telewizji, której, co ciekawe, początkowo nie cierpiał, widząc, jak beznadziejnie marnowany jest potencjał tego fantastycznego medium.

Pan Rogers czuł ciężar odpowiedzialności, jaka spoczywała na jego barkach; oswajał swoich odbiorców z mrocznymi stronami dorosłego świata, wiedząc, że prędzej czy później będą musieli się z nimi zmierzyć.

Freda Rogersa poznajemy w filmie Neville’a za sprawą trzech rodzajów materiałów. Najważniejsze są, rzecz jasna, archiwalia, składające się przede wszystkim z obszernych fragmentów Mister Roger’s Neighborhood. Tym, co dla mnie w autorskim programie Rogersa okazało się najbardziej zaskakujące, jest niesamowicie szeroki wachlarz tematyczny. Sympatyczny prowadzący rozmawiał z dziećmi nie tylko o uniwersalnych wartościach, takich jak miłość czy przyjaźń. Często na tapet brane były znacznie poważniejsze, trudne, aktualne tematy – wojna, śmierć, samotność, rasizm, rozwód, a nawet zabójstwo polityczne (w związku z morderstwem Roberta Kennedy’ego). Pan Rogers czuł ciężar odpowiedzialności, jaka spoczywała na jego barkach; oswajał swoich odbiorców z mrocznymi stronami dorosłego świata, wiedząc, że prędzej czy później będą musieli się z nimi zmierzyć. Dobrze, aby byli do takiego nierównego starcia chociaż w pewnym stopniu przygotowani.

Pozostałymi dwoma rodzajami materiałów są wywiady oraz animowane wstawki. Pierwsze z nich pozwalają spojrzeć na Freda Rogersa z perspektywy najbliższej rodziny, znajomych, telewizyjnych współpracowników. Co istotne, większość rozmówców nie ogranicza się jedynie do kolejnych anegdot, opowieści o okolicznościach poznania słynnego prowadzącego. Ich wypowiedzi często ogniskują się wokół tego, jak Fred Rogers wpłynął na ich życia, postrzeganie świata. Emblematyczny niech będzie tutaj przykład François Clemmonsa – czarnoskórego aktora i piosenkarza, który na potrzeby Mister Roger’s Neighborhood wcielał się w policjanta. Gdy pod koniec lat sześćdziesiątych na jaw wyszedł jego homoseksualizm, Fred Rogers nie wyparł się tej „niewygodnej” znajomości, lecz pomógł mu zachować pracę, a później, już po rewolucji obyczajowej, otwarcie wspierał, narażając się w ten sposób na ataki ze strony najbardziej konserwatywnej części społeczeństwa. Kompleksowego portretu tytułowego bohatera dopełniają wreszcie animowane wstawki, w których gospodarz dziecięcego programu przyjmuje formę swojego pluszowego alter ego – Tygrysa Daniela. W ten sposób twórcy wizualizują przede wszystkim dzieciństwo pana Rogersa, będące, dość paradoksalnie, jednym z mniej szczęśliwych okresów jego życia.

Tak, dokument Morgana Neville’a jest laurką – zaadresowaną jednak do osoby, która na takie wyróżnienie w pełni zasługuje. Dobrego sąsiada, utalentowanego kompozytora (piosenki wykorzystywane w programie były jego autorskimi utworami), tolerancyjnego kapłana i zadeklarowanego wegetarianina, który zwykł powtarzać, że „nie potrafi zjeść niczego, co miało matkę”. Cieszy mnie, że pamięć o tak wspaniałych, inspirujących ludziach jak Fred Rogers nie zanika, lecz jest pielęgnowana, przywoływana w trudnych momentach. Dowodem na to jest nie tylko świetny dokument Neville’a, ale również Cóż za piękny dzień – film fabularny, w którym w rolę gospodarza Mister Roger’s Neighborhood wcielił się Tom Hanks.

Ostatnio dodane