Recenzje

TYDZIEŃ ŻYCIA. Młodzież z oazy tańczy i śpiewa

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Musical religijny dla nastolatków? Czemu nie, jeśli tylko w ramach swojego gatunku jest kawałkiem dobrego rzemiosła? Generalnie z musicalami zawsze miałem ten problem, że odstręczała mnie w nich nagminnie zastępująca dialogi piosenka. Co innego z tzw. filmem muzycznym, gdzie relacje między postaciami są oparte na dialogach, a kwestie śpiewane jedynie je uzupełniają, a nie są nimi. Niestety, w przypadku Tygodnia życia dialogi są prowadzone bardzo często za pomocą piosenek, na dodatek o dość marnej poetyce i pełnych sekciarskiej nowomowy, więc raczej dobrze pod względem rzemiosła nie jest. Jeszcze gorzej ma się produkcja, gdyby rozważać jej wartość w perspektywie teoriopoznawczej, ale…

Scenariusz filmu jest napisany najpłycej jak się da. Bohaterowie właściwie nie posiadają osobowości.

Szacunek dla twórców za próbę tak otwartego, jak na religijną grę językową, wyjścia do młodzieży. Gdyby chrześcijaństwo faktycznie od zawsze podążało ową ewolucyjną ścieżką, nawet w podobnie wąskim zakresie psychologii, jak jest to przedstawione w filmie, dzisiaj wcale nie byłoby aż tak bardzo wstyd należeć np. do Kościoła Katolickiego. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna, ale próżno szukać w tego typu filmie krytycznej refleksji nad tą instytucją, jak i w ogóle nad rzeczywistością. Ramy zostały narysowane aż nazbyt konkretnie. Przeciśnie się przez nie jedynie wizja człowieka zgodna z odgórnie zaprojektowanym obrazkiem, niestety, niezbyt przystającym do rzeczywistości, podobnie jak bohaterowie filmu.

Zacznę więc od nich. Głównym jest Will Hawkins (Kevin Quinn), podobno zbuntowany nastolatek, któremu grozi poprawczak. Był w kilkudziesięciu rodzinach zastępczych, próbował sprzedać szkołę na aukcji, a nawet ukradł radiowóz. Zakład poprawczy jest według jego kuratora jedynym wyjściem. I tu następuje zgrzyt. Po Willu w ogóle nie widać, że jest zdemoralizowany – nie klnie, nie pali, nie pije, nie są pokazani jego szemrani koledzy. Wyraża się poprawną angielszczyzną. Nie ma w niej nawet śladu jakiegokolwiek slangu. Pokornie akceptuje wzięcie udziału w obozie religijnym – coś w rodzaju naszej polskiej oazy. Często się wzrusza. Tęskni za swoimi rodzicami. Gra na gitarze. Normalny, grzeczny chłopak z problemami, z jakimi mierzą się miliony nastolatków. Nie zdarzają mu się nawet wybuchy złości. Gdzie więc ukryta jest ta jego demoralizacja? No chyba że jest sztucznie dołożona do jego światopoglądu, bo wielkie oburzenie wzbudza wśród obozowej młodzieży, że nie ma ulubionej księgi w Biblii. Zresztą akurat ten fragment pokazuje naiwność refleksji o świecie bohaterów. Ich jedyną perspektywą krytyczną jest wyobrażenie Boga na kształt nawet nie tyle chrześcijański, co katolicki. Freud by powiedział, że to Bóg podtrzymujący w wyznawcach kompleks ojca. Niby jest dobrym dziadkiem w niebie który patrzy, obserwuje, wie wszystko, ale czyni człowieka uległym wobec siebie. Wszelki indywidualizm na obozie właściwie nie istnieje.

Reszta postaci jest podobnie beznamiętna, co Will. W sumie z powodzeniem mogliby odgrywać nie tyle obóz religijny, co typowo komunistyczny zjazd młodzieżówki i śpiewać do portretu Lenina. Różnicy by prawie wcale nie było widać. Na tym polega każda indoktrynacja – najpierw na wykorzystaniu życia osobistego ludzi, często pełnego cierpień, a potem ukazania im jedynej właściwej perspektywy z guru na czele, zawężenia maksymalnie horyzontów do jedynie tych mediów, które są określone jako właściwe i zamknięciu pułapki w ten sposób, że uczy się odruchowo występującego strachu przed nawrotem do poprzedniego życia z powodu wyparcia aktualnie przyjętych ideałów, bo to dzięki nim uzyskało się coś w rodzaju namiastki bezpiecznego i spokojnego domu. Nie byłoby w tym postepowaniu niczego złego, gdyby reedukowani neofici nie przejawiali cech ludzi o zredukowanej zdolności do racjonalnej refleksji nad otoczeniem. Nie będę się wgłębiał w temat, gdyż tekst ten jest recenzją, a nie filozoficzna analizą oazowych czy też wszelkich innych autorytarnych metod prania mózgów.

Warto jednak zwrócić uwagę na zaprezentowany w Tygodniu życia standard. Guru jest mężczyzna, kobieta wychowawczyni nie ma nawet pojęcia, co to jest Czas apokalipsy. Grupy są multirasowe, lecz nie ma mowy o relacjach innych niż heteroseksualne, i to w zakresie ściśle kontrolowanym przez guru. Często pojawia się słowo Bóg, chwała Boga, łaska Boga, lecz to jedynie odmóżdżające slogany, wyśpiewywane jak nie mające sensu sentencje, w które trzeba wierzyć i nie da się ich krytycznie przeanalizować. Generalnie dzieci na obozie uczone są jedynie pracy w grupie i posłuszeństwa. Po cóż im coś więcej, jakiś szerszy namysł nad sobą i konstruktem człowieka? Mają wiedzieć, że mężczyzna walczy, a kobieta służy, a nad tym wszystkim unosi się wszystkowiedzący Bóg.

Abstrahując jednak od kwestii religijnych i światopoglądowych, scenariusz filmu jest napisany najpłycej jak się da. Bohaterowie właściwie nie posiadają osobowości. Bazują na straszliwych stereotypach w postepowaniu oraz dialogach wziętych z mydlanych oper okraszonych chrześcijańską nowomową. Nie da się tego obronić, nawet w zakresie samej filozofii chrześcijańskiej. Dlatego nie mam pojęcia, do jakiego typu widza jest ten film skierowany. Z pewnością nie do w większości laicko myślących nastolatków, gdyż oni mają dużo większą świadomość świata niż młodzież zaprezentowana w Tygodniu życia. Pozostają oazowicze lub osoby wychowywane po katolicku. Film o nich dla nich, z nikłą wartością ewangelizacyjną ze względu na prostackość przekazu.

Niemniej, jak pisałem na początku, szacunek należy się twórcom za wykorzystanie tylu antychrześcijańskich wzorców. Nie będę ich tu wymieniał, bo ciekawiej by było, gdyby sami zainteresowani wgłębili się, w co tak naprawdę wierzą. Może stało się tak ze względu na rozpowszechnioną u nich jednorodność semantyczną przekazu ewangelicznego? No i jeszcze jedna kwestia daje do myślenia. W filmie nie ma księży. Może i dobrze. Dzisiaj łączenie księży i dzieci powoduje wysyp niewybrednych żartów i bynajmniej nie są temu winne dzieci.

Ostatnio dodane