Recenzje

THE ENDLESS. Koniec, który nie nadejdzie

Zręczna, inteligentna i oryginalna zabawa fantastycznymi motywami, w filmie o sekcie, która w swym szaleństwie może mieć rację.

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Bracia Aaron i Justin uciekli z sekty przed 10 laty. Media nagłośniły sprawę, a starszy Justin wyjawił szczegóły życia we wspólnocie, obrzezanie jako jedną z praktyk, wreszcie fakt, że członkowie wierzą w kosmitów, na koniec planują zaś zbiorowe samobójstwo. Ale po dekadzie „normalnego” życia młodszy z braci zaczyna tęsknić za dawnym miejscem, zwłaszcza po otrzymaniu kasety video, na której koleżanka z sekty, Anna, zapewnia, że wszyscy żyją i są szczęśliwi. Mężczyźni postanawiają pojechać w odwiedziny do obozu i niejako zamknąć ten rozdział w swoim życiu (tak tłumaczy to sobie Justin, niekoniecznie jednak Aaron). Na miejscu odkrywają, że niewiele się tam zmieniło, począwszy od doskonałego jedzenia i piwa, którym członkowie handlują, po przyjazną, „sekciarską” atmosferę. Nawet ludzie wyglądają identycznie jak 10 lat wcześniej. Tak jakby czas ich nie ruszył.

The Endless Aarona Moorheada i Justina Bensona otwiera cytat z Lovecrafta, dając nam jakieś wyobrażenie o inspiracjach twórców, lecz początkowo ważniejsza dla fabuły wydaje się druga myśl, o tajemnicach wśród bliskich, wyjawionych często dopiero na łożu śmierci. Reżyserski duet wie, że nawet najbardziej oryginalny koncept nie może obyć się bez emocjonalnej wędrówki bohaterów. Podróż braci do miejsca, które opuścili lata temu, stwarza szansę ciekawej obserwacji dwójki ludzi wyraźnie zagubionych w życiu. Codzienność przyniosła im rozczarowanie, pustkę i poczucie niespełnienia – w prologu widzimy, jak obaj pracują jako sprzątacze, wciąż odbywają rozmowy z psychologiem, mają problemy z nawiązaniem relacji z kobietami, za to pełną świadomość własnej wartości. Czy zgodzą się, aby kult dał im szczęście nawet za cenę zniewolenia? Zanim Moorhead i Benson odpalą wielkie działa, każą spojrzeć swoim postaciom na samych siebie, sugerując ukryte ambicje Justina oraz cichą desperację Aarona (nieprzypadkowo noszą oni imiona reżyserów, gdyż to właśnie twórcy filmu wcielają się w głównych bohaterów), przede wszystkim jednak poświęcenie starszego z braci, aby młodszy sam mógł wybrać, co jest dla niego najlepsze.

Największa siła filmu tkwi w nieustannym rozbudowywaniu świata przedstawionego, dokładaniu kolejnych cegiełek do niego, co sprawia, że przez całe 111 minut seansu nie przestaje on zadziwiać.

Fabuła szybko daje nam do zrozumienia, że z zastaną rzeczywistością jest coś nie tak. Początkowo mężczyźni tłumaczą to sobie specyfiką kultu, klimatem miejsca. Ale jak wyjaśnić tajemniczą siłę, która podczas codziennego rytuału ciągnie jeden koniec liny, jakby ten zawieszony był w chmurach? Albo rzekomy trik magiczny – rzuconą do góry piłkę, która nie chce spaść na ziemię? W jaki sposób 40-letnia Anna (Callie Hernandez) wygląda na dużo młodszą i dlaczego w pewnym momencie widać na niebie dwa księżyce? Jeśli ktoś widział wcześniejsze filmy duetu Moorhead-Benson, nie będzie zaskoczony pewnym odejściem od realizmu na rzecz fantastyki, a nawet grozy. W debiutanckim Resolution mężczyzna przyjeżdża do swojego przyjaciela narkomana, aby zapewnić mu przymusowy odwyk, ale szybko odkrywa znaki świadczące o tym, że ktoś szykuje im tragiczny koniec. Romans młodego Amerykanina i pięknej Włoszki w urokliwym Spring zmierza ku równie przykrym konsekwencjom dla obojga, bo dziewczyna nosi w sobie potworną tajemnicę. A teraz The Endless, film o sekcie, która w swym szaleństwie może mieć rację.

Twórcom niespecjalnie zależy na napięciu mającym wynikać z niepewności w kwestii prawdziwych intencji gospodarzy, tj. czy mogą oni w jakikolwiek sposób zagrażać głównym bohaterom oraz co kryje się za pozornie przyjaznym zaproszeniem. Moorhead i Benson unikają typowych pytań dla tego typu opowieści, bo i dalsza część filmu do typowych nie należy. Odkrywając kolejne sekrety obozu i pobliskich terenów, Aaron i Justin orientują się, że zawędrowali w miejsce rządzące się własnymi prawami, które będą musieli poznać, jeśli chcą ujść z życiem. Co im grozi? Najprościej powiedzieć, że tajemnica zawarta już w samym tytule, koniec, który nie nadejdzie. I nie ma sensu głowić się teraz nad tą zagadkę, gdyż największa siła filmu tkwi w nieustannym rozbudowywaniu świata przedstawionego, dokładaniu kolejnych cegiełek do niego, co sprawia, że przez całe 111 minut seansu nie przestaje on zadziwiać. Trudno napisać cokolwiek więcej, aby nie zdradzić licznych niespodzianek.

W przypadku The Endless nawet gatunkowość tego utworu jest zastanawiająca. Horror science fiction, w którym najstraszniejsze nie są obrazy, lecz idea; gdzie fantastyka zahacza o rejony nauki i wierzeń, ale wciąż wzbrania się przed odpowiedzią o siłę sprawczą tego świata. Warto nadmienić, świata, który widzieliśmy już wcześniej w Resolution. Nie mamy tu do czynienia z typowym sequelem, lecz raczej kontynuacją motywów znanych z debiutu Bensona i Moorheada, rozwijającą je do rozmiarów wręcz mitotwórczych. Podczas gdy tamten film bawił się myślą, że forma jest wpisana w jego treść, The Endless czyni z tych rozważań jeden z wielu warunków, aby nie zgubić się w miejscu, do którego główni bohaterowie trafili. Porównując oba utwory, debiut jawi się zaledwie jako zręczny szkic, natomiast nowe dzieło jest już obrazem pełnym żywych kolorów i niebanalnych rozwiązań kompozycyjnych. Niepozbawionym jednak pewnych niedociągnięć.

Autorzy – bo trudno inaczej nazwać obu twórców, którzy wspólnie film nakręcili, zmontowali, wyprodukowali, zagrali w nim, choć to sam Benson go napisał, a Moorhead sfotografował – są zbyt zauroczeni stworzoną przez siebie rzeczywistością, zbyt skoncentrowani na jej złożoności, aby całość mogła budzić większe emocje. Konflikt między braćmi ustępuje miejsca tajemnicy, fascynacji nowym światem, a ich dylematy moralne wydają się niewiele znaczyć wobec rewelacji, jakie odkrywają. Również nader częste użycie slow motion, budząca pytania praca kamery, niepokojące dźwięki i mądrze wykorzystane efekty specjalne tworzą dzieło stylistycznie piękne, choć wydające się przykrywać swą formą niejasności fabuły.

Resolution potrafiło wywołać w widzu lęk, lecz The Endless zadowala się stymulującą umysł i trzymającą w napięciu przygodą, autentyczny strach zostawiając sobie dla nielicznych momentów (epizod człowieka w namiocie), które wciąż nie bardzo pasują do tej układanki. Jest to zabawa zręczna, inteligentna i wciąż oryginalna, choć wyraźnie zmierzająca do odsłonięcia kolejnych warstw świata, który nawet dla sekty Aarona i Justina jest czymś niespokojnym i nie do końca pojętym. Być może taki powinien pozostać.

Film obejrzany na pokazie przedpremierowym w Centrum Kultury w Lublinie w ramach Splat! Nights 21 czerwca 2018 r.

Ostatnio dodane