Recenzje

TEŻ GO KOCHAM. Coś więcej niż tylko komedia romantyczna

Na całe szczęście obraz autorstwa Jessego Peretza nie jest jedynie kolejną schematyczną komedią romantyczną.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Na zestawienie haseł „Ethan Hawke” oraz „komedia romantyczna” pierwsza na myśl zapewne przychodzi nam miłosna trylogia Richarda Linklatera opowiadająca o losach Jessego oraz Celine. Nic w tym zresztą dziwnego, jednak niedawno do polskich kin trafił obraz, który na dźwięk tych słów-kluczy również powinien natychmiastowo pojawić się w naszych głowach. Mowa tutaj oczywiście o Też go kocham – całkiem udanej ekranizacji prozy Nicka Hornby’ego. Powieść autora takich bestsellerów jak Był sobie chłopiec czy Długa droga w dół na język filmu zdecydował się przełożyć Jesse Peretz, który do tej pory zajmował się głównie realizowaniem seriali. 

Główną bohaterką Też go kocham jest dobiegająca czterdziestki Annie (Rose Byrne). W jej życiu centralne miejsce zajmują partner Duncan (Chris O’Dowd) oraz jego niecodzienna pasja. Mężczyzna zafascynowany jest postacią Tuckera Crowe’a (w tej roli wspomniany na wstępie Ethan Hawke) – gwiazdy rocka, która zaraz po wydaniu swojego debiutanckiego albumu wprost zapadła się pod ziemią. Duncan cały swój wolny czas poświęca zawiadywaniu forum zrzeszającym podzielających jego obsesję fanów muzyka oraz snuciu kolejnych absurdalnych teorii dotyczących tego, co może obecnie dziać się z jego idolem. Przytłoczona pasją partnera Annie w końcu nie wytrzymuje i po odbyciu kłótni z mężczyzną zamieszcza na jego stronie internetowej negatywną recenzję wersji demo jedynej płyty Crowe’a – Juliet, Naked (stąd oryginalny tytuł filmu), która dla Duncana stanowi absolutną świętość. Niespodziewanie z kobietą kontaktuje się sam Tucker zainteresowany jej osobliwym wpisem.

Na całe szczęście obraz autorstwa Jessego Peretza nie jest jedynie kolejną schematyczną komedią romantyczną. To przede wszystkim film opowiadający o ponoszeniu odpowiedzialności za decyzje podjęte w latach młodości oraz konfrontacji wczorajszych wzniosłych oczekiwań z dzisiejszą brutalną rzeczywistością. Annie na początku związku zarzekała się, że nigdy nie będzie chciała mieć dzieci, co było na rękę również jej partnerowi. Dziś marzy o bezwarunkowej miłości – potomstwu, na które kategorycznie nie zgadza się Duncan, wypominając kobiecie jej wcześniejsze deklaracje. Tucker Crowe natomiast, niegdyś wieczny bawidamek oraz wschodząca gwiazda rocka, teraz stara się jak może naprawić błędy popełnione za młodu. Symbolem jego odkupienia staje się najmłodszy syn – Jackson, którego muzyk starannie wychowuje.

Dodatkowym atutem jest bez wątpienia para głównych aktorów: Rose Byrne i Ethan Hawke. Ta pierwsza nareszcie otrzymała szansę zagrania w czymś nie tylko lekkim oraz zabawnym, ale i zmuszającym do refleksji. Annie w jej interpretacji to silna, aczkolwiek niezwykle wrażliwa kobieta. Potrafi twardo postawić się Duncanowi (sytuacja z recenzją płyty), jednocześnie głęboko przeżywając jego niechęć do posiadania potomstwa. Przekonująco wypada również w swojej roli Ethan Hawke. W szczere intencje Tuckera Crowe’a nie wątpimy ani przez sekundę, a jego staraniom poprawnego wychowania Jacksona oraz naprawienia relacji z przez lata zaniedbywaną córką od początku kibicujemy.

Niestety obraz Jessego Peretza ma również swoje wady. Przede wszystkim dość długo nie potrafi się rozkręcić. Przez pierwszą połowę metrażu obserwujemy w zasadzie jedynie codzienne życie Annie oraz Duncana w niezbyt interesującym, nadmorskim angielskim miasteczku. Ekspozycja jest oczywiście niezwykle ważną częścią każdego filmu, ale w przypadku Też go kocham trwa ona zdecydowanie zbyt długo. Kolejny problem stanowi Duncan oraz wcielający się w niego Chris O’Dowd. Być może jest to wina zbyt utalentowanych współpracowników lub nie najlepiej rozpisanej postaci, niemniej efekt jest taki, że mężczyzna przez cały film prezentuje się na ekranie zwyczajnie nijako. Charakteryzuje go jedynie pasja do twórczości Crowe’a, niechęć do posiadania potomstwa (dlaczego?) oraz zainteresowanie szeroko pojętą sztuką (prowadzi wykłady o kinie na uniwersytecie). Niczego więcej się o tym bohaterze nie dowiemy, a szkoda. Mógłby z tego powstać naprawdę ciekawy trójkąt miłosny: Duncan – Annie – Tucker, gdyby tylko pierwsza z tych postaci została nieco lepiej rozplanowana lub wykreowana przez kogoś bardziej charyzmatycznego.

Niech was to jednak w żadnym wypadku nie zniechęci do zakupu biletu na Też go kocham. Ze spokojem możecie się na ten film wybrać w pojedynkę lub też z waszą drugą połówką. Niezależnie od tego który ostatecznie wariant wybierzecie, powinniście się podczas seansu dobrze bawić. Kto wie, być może po wyjściu z sali kinowej sami, biorąc przykład z Annie oraz Tuckera, zastanowicie się nad podjętymi w przeszłości kluczowymi dla waszego życia decyzjami.

Ostatnio dodane