Recenzje

TAJEMNICZY OGRÓD. Pięknie, ale bez tajemnicy

"Tajemniczy ogród" nie jest filmem złym - potrafi zaangażować, poruszyć i rozbawić, wygląda oraz brzmi obłędnie, ale w tym wszystkim brakuje jednak szczypty magii.

Autor: Dawid Konieczka
opublikowano

Do kolejnej adaptacji jednej z najsłynniejszych, najbardziej cenionych i lubianych powieści dziecięcych w historii literatury, Tajemniczego ogrodu, twórcy mogli podejść na różne sposoby. Opowieść o małej, chuderlawej, przeraźliwie rozpieszczonej dziewczynce, która z początku nie ma pojęcia o życiu w przyjacielskich relacjach z innymi ludźmi, a naturę woli oglądać wyłącznie przez okno (a najlepiej wcale), doskonale nadawałaby się na przykład do stworzenia moralizującej wizji opartej na wizerunku młodego pokolenia ze smartfonem niemal przyspawanym do ręki. Tajemniczy ogród mógłby też być nudnawą ekranizacją bez pomysłu, w której Mary Lennox snuje się po ogrodzie porośniętym CGI-roślinami. Film Marca Mundena idzie jednak nieco inną drogą. Reżyser nie stawia na szczególnie wywrotowe zmiany wobec pierwowzoru literackiego, ale rozkłada akcenty tematyczne inaczej niż Burnett.

Punkt wyjścia fabuły jest jednak bliski powieści amerykańskiej autorki. W wyniku splotu nieszczęśliwych wydarzeń, na czele ze śmiercią rodziców, mała Mary Lennox (Dixie Egerickx) przenosi się z Indii Brytyjskich do Anglii. Tam dziewczynka zamieszkuje w wielkiej posiadłości Misselthwaite należącej do jej wuja, pana Cravena (Colin Firth) – stroniącego od towarzystwa, zamkniętego w sobie po śmierci ukochanej żony. Przyzwyczajona do luksusów Mary nie może odnaleźć się w wielkim, pustym domu, w którym mało kto zwraca uwagę na jej rozkazy. Wkrótce jednak odkrywa dwa wielkie sekrety Misselthwaite – ukrywanego przed światem syna pana Cravena, Colina (Edan Hayhurst), który rzekomo jest śmiertelnie chory, a także zamknięty na klucz tytułowy tajemniczy ogród należący niegdyś do pani Craven.

Kadr z filmu Tajemniczy ogród

Frances Hodgson Burnett poruszała w swojej powieści kilka różnych wątków i robiła to w sposób bardzo subtelny, zapewniając każdemu z nich odpowiednią ekspozycję. W swoim filmie Munden podejmuje właściwie większość tematów pisarki, ale szybko okazuje się, że zamierza oprzeć go przede wszystkim na jednym – tkwieniu myślami w przeszłości i destrukcyjnym wpływie, jaki wywiera ono na człowieka. Reżyser wprowadza tym samym wyraźnie poważniejszy ton niż literacki Tajemniczy ogród. Mary bywa tutaj oschła dla innych nie tylko dlatego, że wychowała się wśród potulnie usługującej jej służby, będąc jednocześnie pozbawioną sensownego kontaktu z rówieśnikami, lecz przede wszystkim z powodu poczucia winy wobec tragicznej śmierci matki. Podobny nacisk Munden kładzie zresztą na postaci Colina oraz jego ojca. Wszystko to sprawdza się na ekranie całkiem nieźle (może poza przesadnie efekciarskim finałem) i dodaje całości wyrazistej emocjonalnej głębi.

Problem jednak w tym, że postawienie na jeden główny wątek trochę osłabia pozostałe, które akurat w tym przypadku nie powinny zostać tak bardzo zepchnięte na drugi plan. Co przede wszystkim rzuca się w oczy, to fakt, że tytułowy ogród jest nie tylko niezbyt tajemniczy, ale też prawie niepotrzebny. Munden odziera go z atmosfery niezwykłości ukrytego, zakazanego terenu. Mary nie dowiaduje się bowiem o istnieniu ogrodu aż do momentu, w którym… przypadkiem do niego wchodzi. Reżyser rezygnuje zatem ze stworzenia intrygującej, pobudzającej wyobraźnię tajemnicy z fascynującą historią i domysłami głównej bohaterki (a zarazem odbiorcy) o pięknie skrywanym przez owo miejsce. W efekcie przez pierwsze kilkadziesiąt minut film trochę kluczy bez celu, a Mary jest po prostu smutną, tęskniącą za domem dziewczynką, która nie ma co robić. Kiedy zaś ogród zostaje odkryty, staje się jedynie miejscem spędzania wolnego czasu przez bohaterów.

Dixie Egerickx w filmie Tajemniczy ogród

Sama Mary też nie jest najlepiej napisana. Z początku niby widzimy ją w kilku scenach, w których a to tupnie nogą, a to oburzy się na służącą, ale niedługo potem staje się zupełnie inną dziewczynką. Jej przemiana następuje zupełnie niezauważalnie i bez powodu, co ma również wpływ na wygląd jej relacji z innymi bohaterami. Nieumotywowana niczym zmiana Mary (bo trudno uzasadnić ją pojedynczą wizytą w ogrodzie czy wyzdrowieniem zranionego psa) sprawia bowiem, że jej chęć pomocy wobec wiecznie marudzącego Colina pojawia się właściwie znikąd, podobnie jak jej wiara w zbawienny wpływ przebywania na świeżym powietrzu, w okolicznościach przyrody. Munden nie daje ku temu praktycznie żadnych podstaw, bo dotychczas dziewczynka po prostu wałęsała się po okolicy, od czasu do czasu bawiąc się z sympatycznym bezdomnym psem.

Tegoroczna adaptacja Tajemniczego ogrodu nie zapadnie więc w pamięci widzów tak głęboko, jak wersja nakręcona prawie trzydzieści lat temu przez Agnieszkę Holland.

Są to mankamenty na poziomie konstrukcyjnym, ale sprawiają one, że w Tajemniczym ogrodzie trochę brakuje najważniejszego składnika – zachwytu nad pięknem świata pełnego ciepła i cudów obecnych dookoła nas. Fakt, wersja Mundena potrafi wzbudzić emocje, lecz za sprawą wspomnianego już nacisku na problem niekończącego się rozpamiętywania, a nie tego, co tak zachwyca fanów literackiego pierwowzoru. Tegoroczna adaptacja Tajemniczego ogrodu nie zapadnie więc w pamięci widzów tak głęboko, jak wersja nakręcona prawie trzydzieści lat temu przez Agnieszkę Holland. A szkoda, bo pomijając scenariuszowe niedociągnięcia, nie można zaprzeczyć temu, że prezentuje się wprost znakomicie. Tajemniczy ogród wygląda wspaniale, mieni się przepięknymi kolorami i chociaż wszystko jest nieco podkręcone efektami specjalnymi, to absolutnie nie daje nieprzyjemnego wrażenia, jakby całość została nakręcona wyłącznie w wypełnionym greenscreenami studiu. Kapitalnie wygląda zresztą nie tylko ogród, lecz także wnętrza posiadłości Misselthwaite, skąpane w niebiesko-zielonych barwach i kwietnych wzorach, które zwłaszcza w ujęciach nocnych tworzą niesamowitą, oniryczną atmosferę.

Tajemniczy ogród nie jest bynajmniej filmem złym. Potrafi zaangażować, poruszyć i rozbawić, wygląda, a także brzmi obłędnie, zaś postawienie przez Marca Mundena na jeden z wątków z powieści chroni całość przed byciem zachowawczą, nudną ekranizacją literatury. W tym wszystkim brakuje jednak szczypty magii. Ogród właściwie nie jest tajemniczy, a więc nie możemy czerpać przyjemności z odkrywania ani jego, ani cudownego piękna całego świata w skali mikro, które skrywa.

Ostatnio dodane