Recenzje

TAJEMNICE JOAN. Tylko historia może nas osądzić

Wyważony, brytyjski dramat historyczny robi więc dobre wrażenie, a ocena historyczna opiera się na szczęście nie tylko na papierowych nogach bryka szkolnego, ale postaciach z krwi i kości. To nie James Bond, to niestety życie.

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Coś nam ostatnio obrodziło historiami szpiegowskimi, jak gdyby twórcy spostrzegli, że przecież istnieją mniej ważni w annałach historii, ale bardzo istotni w kontekście swoich zadań bohaterowie różnych stron konfliktów. Gdy przewałkowano już większość opowieści i kart postaci, pozostały te bardziej ambiwalentne. Na polskim podwórku gdzieniegdzie hyca jeszcze poprawny, ale tendencyjny Kurier Pasikowskiego, tymczasem Brytyjczycy przypominają o Melicie Norwood, określanej mianem jednego z najbardziej zadziwiających szpiegów z czasów pęczniejącego komunizmu. Oparty na motywach powieści Jennie Rooney film Trevora Nunna wpisuje się więc w nurt „niby się zdarzyło, ale tak nie do końca” oraz „tylko historia może nas osądzić”.

Film rozpoczyna się w roku 2000, kiedy na przedmieściach Londynu aresztowana zostaje starsza pani, Joan Stanley. Oskarżenie? Wieloletnie szpiegostwo na rzecz komunistycznej Rosji. Narracja skacze sobie bardzo przejrzyście między czasami bliższymi współczesności a końcem lat 30. Wtedy właśnie jeszcze młoda Joan, wzorowa studentka fizyki na Cambridge, poznaje uwodzicielskiego Leo, który wtłacza w dziewczynę ideologię komunistów. Wkrótce wybucha II wojna światowa, a Joan, pracując nad projektem bomby atomowej, przekazuje Rosjanom pierwsze ściśle tajne akta. Chociaż dziewczyna zdaje sobie sprawę, że zdradziła swój kraj, wciąż ma nadzieję, że stało się to w imieniu wyższego dobra, a to wrażenie utrzymuje się do późnej starości. Powojenne losy Joan pokazują jednak, że przez całe życie będzie czuła w sobie kłucie związane z tamtym aktem młodzieńczej naiwności. Punktem wyjścia są pytania dotyczące zasadności takiej lustracji oraz kryjących się za nią prawdziwych ludzi, ale twórcy poruszyli też kilka innych ciekawych zagadnień, jak na przykład dotyczące charyzmy oraz młodzieńczej naiwności. Kto nigdy nie czynił głupot z powodu miłości, ten nigdy tak naprawdę nie żył.

Komunizm u Nunna ma look eleganckiego, przystojnego i tajemniczego młodzieńca z książką u boku, w którego wciela się Tom Hughes, wyglądający trochę jak z memów pokazujących, że Stalin w młodości to był naprawdę kawał hispterskiego ciacha. Po drugiej stronie Judi Dench jako przesłuchiwana przez agenturę Stanley u kresu życia oraz jej młodsza, nieopierzona wersja w postaci nierozwijającej aktorskich skrzydeł Sophie Cookson. I ten ogromny rozdźwięk między obiema wersjami dziewczyn działałby może na korzyść tej postaci, ale niestety nie do końca pokazano w filmie momenty przejścia, które zgrabnie, powoli zmieniają rysy jednej aktorki w drugą.

Najciekawszą warstwą jest jednak nie retrospekcja, ale zmagania sądowe oraz powolne odkrywanie przeszłości Joan, która w czasach, gdy Europa stała na krawędzi wojny, była zwyczajną dziewczyną szukającą siebie i choć zabrzmi to jak banał – mającą prawo błądzić. Jedna z najlepszych scen retrospektywnych ukazuje Joan na seansie Pancernika Potiomkina, co w sposób metafilmowy dobitniej komentuje siłę ideologii niż wybiórczo powyciągane z powieści dialogi. Obserwujemy więc konstruowanie bomby atomowej z perspektywy jednej osoby, posiadającej jedynie szczątkowe dane, a nie cały pakiet, co w zestawieniu z postacią Leo (partyjnej marionetki, jak się później okazuje) tworzy patologiczną relację miłosną, która nie oszczędza nikogo. Zwyczajna miłość w bardzo niezwyczajnych okolicznościach.

Reżyser czasami gubi wątki, plączą mu się nogi w tworzeniu niuansów tej dziwnej relacji miłosnej, ale prowadzi zarówno aktorów, jak i fabułę, poprawnie i do celu. Historia zbudowana na zasadzie retrospekcji, przez długi czas każe nam powątpiewać w winę studentki, ale jak się okazuje – wszystko ma swój odcień szarości. Wyważony, brytyjski dramat historyczny robi więc dobre wrażenie, a ocena historyczna opiera się na szczęście nie tylko na papierowych nogach bryka szkolnego, ale postaciach z krwi i kości. To nie James Bond, to niestety życie.

Ostatnio dodane