search
REKLAMA
American Film Festival 2021

STILLWATER. Człowiek z krwi i kości

Scenariusz Stillwater został bardzo luźno oparty na słynnej sprawie Amandy Knox – amerykańskiej studentki, która w 2007 roku została oskarżona o morderstwo swojej współlokatorki.

Jan Brzozowski

12 listopada 2021

REKLAMA

Jak wiele jesteś w stanie poświęcić, aby wyciągnąć z więzienia własną córkę? Takie pytanie wisi nad Billem Bakerem (Matt Damon) właściwie przez cały seans Stillwater Toma McCarthy’ego. Seans specyficznego, bo wyjątkowo eklektycznego filmu – korzystającego z narzędzi i rozwiązań charakterystycznych dla kina gatunkowego (zwłaszcza thrillera i kryminału, ale również dramatu obyczajowego, a nawet komedii romantycznej), a jednocześnie twardo stąpającego po ziemi, tak realistycznego, jak to tylko w hollywoodzkich warunkach możliwe.

Scenariusz Stillwater został bardzo luźno oparty na słynnej sprawie Amandy Knox – amerykańskiej studentki, którą w 2007 roku oskarżono o morderstwo współlokatorki, Meredith Kercher. Zanim Amandę uniewinniono, spędziła ponad cztery lata we włoskim więzieniu (co istotne, sama Knox bardzo ostro skrytykowała McCarthy’ego za niepotrzebne rozdrapywanie ran i eksploatowanie jej historii). Zmieniono niemalże każdy szczegół: tożsamość bohaterów, miejsce akcji (z Włoch na Marsylię), okoliczności zbrodni etc. Przede wszystkim przeniesiono jednak środek ciężkości z aresztowanej studentki na jej ojca, który po wypłynięciu nowych dowodów rozpoczyna żmudne prywatne śledztwo.

Bill Baker nie jest urodzonym detektywem. To raczej prosty człowiek, trudniący się pracą na budowie, odpowiadający na każde pytanie grzecznym: „yes, ma’am” lub „no, ma’am”, nierozstający się z ulubioną baseballówką i czarnymi okularami, zawsze pamiętający o modlitwie przed posiłkiem. Najskuteczniejszą bronią Billa nie jest więc, jak to bywało w klasycznych brytyjskich kryminałach, spryt i dedukcja, lecz zawzięcie i upór, przymioty charakterystyczne dla prywatnych detektywów z amerykańskich filmów noir, rozwiązujących sprawy z pistoletem w jednej, a szklanką whiskey w drugiej ręce. Mężczyzna puka od drzwi do drzwi, chodzi od człowieka do człowieka, spotykając się z bardzo różnymi, niejednokrotnie wrogimi reakcjami. Jeżeli nie potrafi czegoś zrobić (np. znaleźć adresu uniwersytetu w internecie), to nie wstydzi się zapytać i w ten prozaiczny, jakże mało filmowy sposób uzyskać potrzebną informację. Gdy natrafia na barierę językową, prosi o pomoc francuską sąsiadkę z hotelu i jej malutką córeczkę – obie stają się wkrótce jego najbliższymi sojuszniczkami w walce o uwolnienie młodej Amerykanki. Zawziętość Billa przynosi oczekiwane efekty, z biegiem czasu mężczyzna znacząco przybliża się do rozwiązania zagadki.

Stillwater to kino w całości skupione wokół głównego bohatera. Bill właściwie nie znika z ekranu, a poziom poinformowania widza jest zawsze równy, co dość charakterystyczne dla kryminałów, z poziomem wiedzy protagonisty – odkrywamy kolejne elementy zagadki razem z nim, krok po kroku. Na barkach Matta Damona spoczywała więc gigantyczna odpowiedzialność – gdyby nie wypadł w roli Billa przekonująco, to cały film byłby nieodwołalnie skazany na porażkę. Tak się jednak, całe szczęście, nie stało. Aktorowi udała się w Stillwater rzecz niezwykła: wykreował na ekranie stereotypowego, posiadającego dwie spluwy (shotguna i glocka), wcinającego krwiste steki i czerwoną fasolkę rednecka, z którym bez wstydu sympatyzujemy, trzymając za niego kciuki przez cały film. Bill z łatwością zagarnia współczucie widza i to nie tylko ze względu na wyjątkowo nieciekawą sytuację, w której się znalazł. Podskórnie czujemy, że to przyzwoity człowiek (gra go w końcu Matt Damon) – może nieco naiwny i prostolinijny, ale przyzwoity, dający z siebie tak wiele, jak to tylko możliwe.

Bill udowadnia, że nasze podejrzenia były słuszne przede wszystkim w drugim akcie filmu – najmniej kryminalnym, a najbardziej obyczajowym. Śledztwo schodzi chwilowo na dalszy plan, na pierwszym natomiast rozgaszcza się wątek patchworkowej rodziny, którą główny bohater zakłada razem z pomocną sąsiadką i jej dziewięcioletnią córką. Miejsce napięcia zajmuje humor, skrzętnie wykorzystujący różnice kulturowe i klasowe pomiędzy bohaterami, którzy z każdą minutą stają się sobie coraz bliżsi. McCarthy w bardzo sprytny sposób odwleka punkt kulminacyjny swojego filmu – pozwala nam lepiej poznać Billa, zżyć się z bohaterem i jego nową rodziną. Ze stereotypowego obrazka, jaki wytworzył się w naszej wyobraźni, nie zostaje praktycznie nic: mamy do czynienia z człowiekiem z krwi i kości.

Idylla na Lazurowym Wybrzeżu nie trwa jednak wiecznie. W finałowej części filmu wszystko, co udało się zbudować Billowi we Francji, zostaje postawione na dramaturgicznej szali, a bohater, mający tym razem znacznie więcej do stracenia, znów staje przed arcyważnym pytaniem: jak wiele jesteś w stanie poświęcić, aby wyciągnąć z więzienia własną córkę? Odpowiedź nie jest już tak jednoznaczna jak na początku.

Janek Brzozowski

Jan Brzozowski

Absolwent poznańskiego filmoznawstwa. Permanentnie niewyspany, bo nocami chłonie na zmianę westerny i kino nowej przygody. Wielki fan umiejętności aktorskich Jamesa Deana i Jimmy'ego Stewarta oraz urody Ryana Goslinga i Elle Fanning. Poza dziesiątą muzą interesuje go również literatura amerykańska (w szczególności proza Huntera S. Thompsona i Philipa Rotha) oraz francuska (zwłaszcza dzieła Marcela Prousta i Alberta Camus), a także piłka nożna (od 2006 roku jest oddanym kibicem FC Barcelony). Ostatnimi czasy odkrywa w sobie ogromne pokłady miłości względem kina dokumentalnego. Żałuje w życiu tylko jednego: że nie jest kimś innym. E-mail kontaktowy: jan.brzozowski@protonmail.com

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA