nowości kinowe

ŚMIERĆ NADEJDZIE DZIŚ 2. Zadziwiająco udana kontynuacja

Jeśli już wsiadłeś do tego jeżdżącego wkoło ronda szalonego autobusu, zostań w nim nieco dłużej - inni pasażerowie mogą zadziwić cię pomysłowością.

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Pierwsza odsłona tego horroru wpisywała się niejako w nurt posthorrorów, których jedną z cech było korzystanie z elementów kina grozy lub slasherów, ale niejako je wywracając bądź traktując je jako pretekst. Wprawdzie twórcy nawet przez chwilę nie udawali, że ich głównym celem jest przestraszenie widza, ale sam koncept „dnia świstaka” czy „pętli czasowej” nieźle działał na ekranie. Wyobraźcie sobie, że zostajecie zamordowani, a wraz z każdym dopełnieniem śmierci cykl powtarza się na nowo – to chyba gorsze niż sama śmierć. Skoro utrata życia nie jest najgorszą rzeczą, jaka może się przytrafić, to czym te filmy mogą zaciekawić widza? Samoświadomością. A w przypadku sequela jest ona jeszcze większa.

W pierwszym filmie powód, dla którego Theresa wpadła w pętle czasową, nie został wyjaśniony. Wprawdzie dostaliśmy typowy „oczyszczający” zabieg, z którego korzystała chociażby fabuła Dnia świstaka, polegający na tym, że główna bohaterka musi nauczyć się czegoś ważnego na temat życia, aby wyrwać się z piekielnej powtarzalności, ale sam mechanizm pętli pozostał nieznany. W sequelu pętla zdarza się znowu, a sama przypowieść z elementami slashera ustępuje miejsca szalonemu odcinkowi Ricka i Morty’ego, w którym bohaterowie muszą się zmierzyć z powstałymi rzeczywistościami paralelnymi. Theresa, wiedząc już mniej więcej, z jakimi siłami musi się zmierzyć, pragnie naprostować powstałe alogizmy czasoprzestrzeni. Tak oto horror zmienia się w komedię science fiction z elementami fantasy. I… bardzo dobrze.

Bo umówmy się – znowu nie mamy do czynienia z typowym horrorem, ale o ile poprzednik próbował sprzedać wiele swoich elementów w opakowaniu takiegoż, o tyle dwójeczka już się nie bawi w tanie przebieranki. Gdy dostajemy rozwidlenia czasoprzestrzenne, pojawiają się wraz z nimi wszelkie zabawowe narracje z tym związane; gdy bohaterka odnosi się do poprzedniej przygody, mówi o tym językiem świadomym sequelowej eskalacji. Wywodzi się to bardziej z tradycji Powrotu do przyszłości i tego typu podobnego kina nowej przygody, a nie taśmowo produkowanych kontynuacji horrorów klasy B i dziękować trzeba producentom, którzy zgodzili się, aby za tę opowieść odpowiadała dokładnie ta sama ekipa, co poprzednio. Jeśli polubiliśmy jakąś postać w pierwszym filmie, w tym dostaje rozwinięcie swojego wątku (jak na przykład nieźle kumająca, o co w tych pętlach chodzi, postać Ryana Phana), więcej czasu ekranowego i swoje ważne miejsce w budowaniu mitologii świata, w którym morderca nosi maskę dużego bobasa. Kto widział poprzednika (umówmy się – jest to wymagane, aby czerpać z zabawy wszystko, co można), zauważy również bardzo ciekawy zabieg fabularny, nieco reinterpretujący wcześniejszą historię. Wszystkie szalone zabawy konceptem sprawdzają się dzięki umiejscowieniu w samym środku ponownie postaci Theresy, normalnej dziewczyny w nienormalnej sytuacji, co oczywiście nie było niczym nowym w slasherach, ale bohaterka grana przez Jessicę Rothe jest konsekwentna w „nabieraniu mięsa”. Dzięki niej opowieść działa na kilku poziomach: satyry, dramatu młodzieżowego i science fiction, w których centralną częścią są normalsi.

Przedziwny jest to sequel, ponieważ nie obiecując niczego nowego, dostarcza to wypchanymi po brzegi siatkami. Najbardziej dziwi to, że minusy poprzednika, jak na przykład brak napięcia wynikający z morderstw, są przekute w plusy, choć w dalszym ciągu miłośnicy kina gatunkowego mogą czuć się rozczarowani. Śmierć nadejdzie dziś 2 miał pełne prawo stać się katastrofą, a w kategorii B-klasowych horrorów wyprzedza innych zawodników (bo właśnie z takimi się ściga) dzięki nieoczekiwanym manewrom oraz żelaznej konsekwencji, która prowadzi reżysera Christophera Landona w kierunku zamknięcia serii. Coś, co miało pełne prawo się nie udać, zmienia się w festiwal szalonych i poprzednio niewykorzystanych pomysłów, które – paradoksalnie – nadają temu wszystkiemu całkiem satysfakcjonujący sens. Jeśli już wsiadłeś do tego jeżdżącego wkoło ronda szalonego autobusu, zostań w nim nieco dłużej – inni pasażerowie mogą zadziwić cię pomysłowością.

Ostatnio dodane