nowości kinowe

MADAME. Miłość z wyższych sfer

Amanda Sthers z lekkością opowiada prostą historię romansu z pogranicza komedii i melodramatu.

Autor: Dawid Konieczka
opublikowano

Anne Fredericks to zamożna i dumna kobieta, a jej mąż, Bob, choć pozostający w cieniu, także dba o swoje interesy. Pewnego dnia małżeństwo wyprawia w swoim domu przyjęcie dla wysoko sytuowanych znajomych. Są wykwintne potrawy, drogie alkohole i nawet dziewięcioletni wirtuoz fortepianu. Jedyną rzeczą nieprzewidzianą przez Anne jest syn Boba z pierwszego małżeństwa, który na zaproszenie ojca (będące prztyczkiem w nos dla żony) dołącza do uroczystości. Pani domu, nie mogąc znieść pechowej liczby trzynaściorga gości i chcąc odgryźć się złośliwości męża, zmusza swoją gosposię, Marię, by udawała tajemniczą członkinię hiszpańskiej rodziny królewskiej i zlikwidowała nieparzystość. Wszystko pozornie przebiega zgodnie z planem do momentu, gdy poczciwa służąca zakochuje się z wzajemnością w jednym z gości. Kwitnący romans podszyty tajemnicą nie jest jednak na rękę przesadnie dbającej o swój wizerunek Anne. Natomiast dla Marii staje się to najszczęśliwszym okresem w życiu, a jej pogoda ducha udziela się również widzowi.

Amanda Sthers portretuje środowisko współczesnej arystokracji, więc nie obyło się bez oceniania tej grupy. Klasa wyższa jest tu oczywiście pełna zakłamania, uprzedzeń i wzajemnych złośliwości, a do tego pozbawiona wszelkich szczerych uczuć (poza pogardą). Fałszywe uśmiechy, kochanki na boku i dążenie do osiągnięcia poczucia wyższości za wszelką cenę są tu na porządku dziennym. Reprezentantami tej elity są Anne i Bob, których małżeństwo nie jest w najlepszej kondycji. Zdradzają się, nieustannie wbijają sobie szpile i nie potrafią osiągnąć emocjonalnej harmonii — może i mają pieniądze, ale reżyserka pokazuje, że koniec końców bogactwo materialne nie liczy się aż tak bardzo. Ostrze krytyki jest jednak raczej stępione, bo też Madame nie próbuje być wyszukaną drwiną z arystokratów. Wspomniane docinki, choć stanowią istotne tło dla właściwego wątku głównego, pozostają na dalszym planie i mają naprawdę subtelny charakter. Sthers nie chce bawić się we współczesnego Buñuela i wcale nie musi. Jej film to w końcu opowieść miłosna, dla której wyższe sfery stanowią „jedynie” przeszkodę.

Reżyserka doskonale panuje nad dynamiką rozwoju wydarzeń, a umiejscowienie akcji w Paryżu, mieście miłości, dodaje dziełu specyficznego czaru.

Tytułową Madame jest bowiem Maria, gospodyni w domu Fredericksów, którą Anna namawia na udawanie możnej pani. To historia miłości hiszpańskiej pokojówki stanowi główną oś fabularną utworu i decyduje o jego pogodnym nastroju. Reżyserka koncentruje się na utrzymanym w lekkim tonie romansie, noszącym wprawdzie delikatne znamiona mezaliansu, bardziej jednak idącym w kierunku konwencji rodem z Kopciuszka, względnie Brzydkiego kaczątka. Sympatyczna Maria z miejsca zdobywa serce bogatego Davida i w końcu może poczuć się jak człowiek z własną godnością, doceniona i pożądana. W kontraście do prostodusznej Hiszpanki stoi Anna, zazdrosna i fałszywa, a dzięki solidnemu aktorstwu Toni Collette i Rossy de Palmy, a także wzorowo poprowadzonemu, szybkiemu tempu akcji, konfrontacja obu pań nie traci dynamiki (niejako na szkodę nieco zepchniętego na drugi plan Harveya Keitela). Dowcip słowny i sytuacyjny miał co prawda wyraźnie większy potencjał, ale film Sthers stawia bardziej na lekkość i fabularną prostotę niż salwy śmiechu czy błyskotliwe, ostre jak brzytwa dialogi. Mimo wszystko, należy zaznaczyć, że im bliżej zakończenia filmu, tym widoczniejsza staje się chęć reżyserki do nadania swojemu dziełu poważniejszego, mniej przesłodzonego tonu. Francuzka odnosi sukces także i na tym polu — elementy nacechowane tragizmem wprowadza bowiem stopniowo, nie pozbywając się dotychczasowej lekkości.

W jednej ze scen Maria podkreśla, że nie należy krytykować osób, którzy lubią komedie romantyczne. Ekranowe pary kochają się, całują w strugach deszczu, a widzowie to uwielbiają. Trudno nie przyznać jej racji, bo choć Madame nie jest wybitnym reprezentantem wspomnianego gatunku, a w końcówce film wykonuje zauważalny zwrot w kierunku melodramatu, to gwarantuje przyjemny seans z łagodnym poczuciem humoru i jeszcze łagodniejszą satyrą na zakłamanie arystokracji. Reżyserka doskonale panuje nad dynamiką rozwoju wydarzeń, a umiejscowienie akcji w Paryżu, mieście miłości, dodaje dziełu specyficznego czaru.

Ostatnio dodane