nowości kinowe

KIEDY SIĘ POJAWIŁAŚ. Feel good movie z zasłoną śmierci w tle

Prostota może być wtedy siłą, pogodny ton kaloryferem dla duszy, a nieco wymuszane jednak emocje - prawdziwym katharsis.

Autor: Jakub Koisz
opublikowano

Szok, niedowierzanie, zachwianie się fundamentów wiary w celowość życia i apatia – to są stałe elementy, które przychodzą wraz z diagnozą. Nowotwór atakuje znienacka, a kino od jakiegoś czasu gryzie ten problem z różnych stron, jakby starając się znaleźć sens w irracjonalnej przecież chorobie. Oczywiście, że tego sensu nie ma i narracje, które chcá podnieść chorych oraz ich bliskich na duchu, mogą też irytować, jeśli próbują za bardzo. Z tych właśnie powodów reżyser Peter Hutchingsow i scenarzysta Fergal Rock z uwagą snują tę słodko-gorzką opowieść. Widać, że boją się popaść przy tym w sentymentalizm. I słusznie się stało, że wybrali humor jako język tej opowieści. Takie kino jest potrzebne.

Skye, młoda dziewczyna, dowiaduje się, że cierpi na nieuleczalną już formę raka i zapewne nie zostało jej wiele czasu na tym świecie. Jest wprawdzie lista rzeczy, którą ma zamiar zrobić, zanim opuści ten świat, ale nie zachowuje się jak osoba śmiertelnie chora, wręcz przeciwnie. Natomiast Calvin, chłopak, na którego drodze staje Skye w czasie spotkań grup wsparcia, jest książkowym przykładem hipochondryka. Dwie osoby chore, ale tylko jedna na tyle poważnie, że wkrótce może umrzeć. Co z tego wyniknie? Przede wszystkim – kilka młodzieżowych filmów romantycznych, które znamy, wymieszanych w jeden, taki z naprawdę dużym urokiem narracyjnym. Wprawdzie nie pozbawiony problemów, ale też nie punktujący widza poniżej pasa pretensjonalną ckliwością.

Umówmy się – tony, w które uderzają twórcy, są znane, chociażby ze świetnej komedii 50/50 z Sethem Rogenem i Josephem Gordonem-Levittem. Podobnie rozegrano bowiem relacje między bohaterami, gdzie jedna ze stron cierpi po cichu, a druga musi wyjść poza znany sobie dotychczas świat i stać się oparciem. Skye jest przeładowana szokiem, który sprawia, że staje się wobec świata apatyczna i nietrudno się domyślić, że początkowa radość to głośne wołanie o pomoc. Calvin tymczasem jest bohaterem, który potrzebuje w swoim życiu kogoś lekkodusznego, aby pozbyć się fobii i uprzedzeń – niby sztampa, ale działa. Te konstrukcje postaci nie zapowiadają niczego nowego, ale to dzięki rolom coraz popularniejszych Asy Butterfielda (dzięki serialowi Netfliksa Sex Education) oraz Maisie Williams (grająca między innymi w Grze o tron) dostajemy produkcję młodzieżową fabularnie wznoszącą się lekko ponad książeczki young adult. Szczególnie aktorka umiejętnie rysuje progres chorobowy oraz, co za tym idzie, regres pewności siebie. Na papierze oraz w dialogach nic nie zapowiada przychodzących katastrof, ale w realizacji aktorskiego zadania jest duża porcja szczerości. Przychodzą temu z pomocą postacie drugoplanowe, w większości podporządkowane pogodnej tonacji filmu.

Szalony typ „pixie dziewczyny” reprezentowany przez Skye, czyli wyśmiana przez popkulturę impulsywna, pozytywnie nastawiona do świata dziwaczka, nie jest irytujący, kiedy wchodzi w interakcje ze swoim otoczeniem. Największy problem fabularny dotyczy samej listy życzeń, ponieważ Skye zażyczyła sobie robić rzeczy, które nie są akceptowalne społecznie, jak na przykład kradzież sklepowa lub akt wandalizmu. To problematyczna warstwa Kiedy się pojawiłaś. Film w takich momentach trochę za bardzo się asekuruje szokiem, jakiego doznała dziewczyna i zdecydowanie lepiej jest to rozegrane chociażby w Słodkim listopadzie. Czasami dramat, który przeżywają pokiereszowani przez biologię główni bohaterowie, jest otoczony ciepłem bijącym z postaci pobocznych, na szczęście znośnych i dobrze zagranych. Wyróżnia się tutaj starszy brat Calvina, w którego wciela się serialowy Superman, czyli Tyler Hoechlin.

Nieco naiwną i poprawnie skonstruowaną przypowieść o chorobie oraz przezwyciężaniu lęku ogląda się bardzo dobrze głównie za sprawą wspomnianych kreacji aktorskich. Kiedy się pojawiłaś nie wywraca gatunku komedii romantycznych dla nastolatków, nie zaskakuje, nawet przez chwilę nie próbuje rozerwać ram konwencji, ale może być idealnym seansem dla tych, którzy doświadczyli straty oraz czują irracjonalny strach przed chorowaniem. Prostota może być wtedy siłą, pogodny ton kaloryferem dla duszy, a nieco wymuszane jednak emocje – prawdziwym katharsis.

  • TAGI:

Ostatnio dodane