Czarno na białym

POKOLENIE. Wajda czerwony jak cegła

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Zgodnie z zasadą, że historię piszą zwycięzcy i decydują o systemach wartości, próbuje się nam dzisiaj wmówić, że wszystko, co wiąże się z naszym poprzednim ustrojem, nie jest nic warte, a nawet że Polski po wojnie w ogóle nie było. Była bez wątpienia i żyli w niej wartościowi twórcy, którzy nie musieli wcale działać przeciwko ludowemu ustrojowi, żeby tworzyć rzeczy piękne i wartościowe. Mało tego, mogli go popierać i czcić, a przy tym być wielkimi artystami. Pod tym względem młody Andrzej Wajda zadebiutował ambiwalentnie i kontrowersyjnie, a przede wszystkim zgodnie z linią partyjną. Pokolenie to laurka dla Gwardii Ludowej – czy faktycznie tak mógłby powiedzieć tylko dzisiejszy prawicowiec lub narodowiec uczulony na wszelkie objawi lewicowości? Czy jednak to moralne przeciwstawianie sobie GL Armii Krajowej i Narodowym Siłom Zbrojnym nie jest po prostu dziejową ideologizacją normalną dla zmieniających się politycznych interesów i upływu czasu? Może Wajda faktycznie nakręcił film o ludziach, których sensowności etycznych decyzji nie można zweryfikować, nie mając za plecami nazistów, a przed sobą setek tysięcy domniemanych wybawicieli z Armii Czerwonej?

Robotnikowi płaci się tylko tyle, by na drugi dzień zregenerował swoje siły do pracy. Nic ponad to. Robili tak naziści, kapitaliści, narodowcy, monarchiści, czyli wszyscy, którym zależało na utrzymaniu klasowej budowy społeczeństwa.

Najpierw wyjaśnijmy sobie coś jasno i racjonalnie, bo ma to pokrycie w fabule Pokolenia. Niezależnie, kim się jest ideologicznie, jeśli w swoim osądzie przyjąć wyłącznie merytoryczne przesłanki, to debiut Wajdy jest nie tylko pochwałą działalności Gwardii Ludowej, ale i w ogóle komunizmu. Wiem doskonale, że i prawicowcy, i kapitaliści niekiedy chorują na coś w rodzaju czerwonej gorączki wbrew racjonalnym faktom, co najczęściej objawia się w utożsamianiu lewicowości z socjalizmem i komunizmem. W przypadku Pokolenia, niezależnie od tego, w co się wierzy, jeśli chce się być obiektywnym, trzeba stwierdzić, że ten film ocieka czerwonym kolorem i pochwałą uciśnionej klasy robotniczej. Nie jest to przypadkowe, to znaczy cały trzon fabuły oparty jest na idei socjalistycznego podziału środków produkcji, a nie jest tylko koniecznym kompromisem w kilku fabularnych miejscach, żeby przepchnąć film przez cenzurę do dystrybucji. Może w czasach stalinizmu żadne dyskusje nie były możliwe? Na szczęście czerwony kolor filmu ani nie umniejsza tragizmu bohaterów, ani nie dewaluuje zadanego przeze mnie na początku pytania: czy w tamtych czasach, czasach upadku wszelkiej etyki, młodzi ludzie mogli rozsądzić, w jakiej organizacji będzie najlepiej walczyć z wrogiem, no i kto, prócz nazistów, jeszcze nim wówczas był?

Nie mogli, co dobitnie pokazuje scena, w której rozmawiają ze sobą Stach (Tadeusz Łomnicki) i Sekuła (Janusz Paluszkiewicz). Czy taka argumentacja przedstawiona przez znacznie starszego i bardziej doświadczonego człowieka nie trafiłaby do szukającego swojego miejsca w wojennej rzeczywistości, biednego i jeszcze niewykształconego młodzika? Sekuła bezlitośnie wyliczył jedynie fakty. Praktycznie zobrazował zyski właściciela stolarni i ich stosunek do dniówki Stacha. Zaprezentował realną sytuację, w której są właściciele środków produkcji nawet w okresie wojny. Wojna się kiedyś skończy. Nawet jeśli wygrają ją Niemcy, sytuacja robotnika się nie zmieni, bo jak kiedyś mądrze stwierdził pewien brodaty człowiek (Marx) – Robotnikowi płaci się tylko tyle, by na drugi dzień zregenerował swoje siły do pracy. Nic ponad to. Robili tak naziści, kapitaliści, narodowcy, monarchiści, czyli wszyscy, którym zależało na utrzymaniu klasowej budowy społeczeństwa.

Abstrahując od komunistycznej wymowy argumentów, trudno odmówić im sensu. Teraz, w czasie wojny, starzy PANOWIE albo uciekli, albo zostali wymordowani przez okupantów. Zostali tylko ci, którzy do tej pory byli śmieciami, uciśnioną masą do pomnażania bogactwa wyżej urodzonym. Zostali ci, którzy nazywają siebie WY. Jak więc teraz, pod okupacją, nie mieli zechcieć wziąć czegoś dla siebie, zwłaszcza że idea zniszczenia przez Niemców inteligencji w polskim narodzie była w jakimś nieludzkim sensie bardzo im przychylna. Zrodzenie się w takim środowisku komunistycznej Gwardii Ludowej okazało się więc paradoksalnie czymś zupełnie naturalnym, bo dookoła działa się na wskroś ideologiczna wojna. Idea rasowej czystości konfrontowała się z klasową rekonkwistą.

W obydwu tych przypadkach grupa, która czuła się wystarczająco silna i wartościowa, chciała podporządkować sobie państwo własne lub zdobyczne. Ideolodzy komunistyczni doskonale wiedzieli, że okres wojny jest najlepszy do zasiania społecznego niepokoju. Zdawali sobie również sprawę, że w dziejach ziemskich społeczeństw i ich podbijania nigdy jeszcze w żadnym z nich nie udało się najeźdźcom zgładzić całkowicie elity intelektualnej. Ona się zawsze odradzała, jeśli nie z pnia szlacheckiego czy mieszczańskiego, to, o ironio, z tzw. plebsu. Dlatego działanie na żywej tkance zdegradowanego wojną narodu dawało największe szanse na zaszczepienie idei socjalistycznej wolności u młodych, którzy spłodzą swoje dzieci już w zupełnie innej, podporządkowanej komunizmowi rzeczywistości. Komuniści jednak nie zdawali sobie sprawy z tego, że osiągnięcie stanu pełnej równości jest niemożliwe, bo tuż przed nastąpi wpierw uformowanie się elity wewnątrz komunistycznej społeczności, a później zarówno jej bunt, jak i sprzeciw szarego narodu wobec jej działań. Zatem komunizm sam z siebie przekształci się w autorytarną formę państwa, dążącego od środka do rewolucji, zresztą podobnej do tej, która wydarzyła się w społeczeństwie burżuazyjnym i doprowadziła do zrodzenia się komunizmu.

Ostatnio dodane