Czarno na białym

MŁODOŚĆ LINCOLNA. 80 lat od premiery

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

„Kręcę westerny” – w taki sposób zwykł się ponoć przedstawiać John Ford. Z tego gatunku twórca Dyliżansu zasłynął z całą pewnością najbardziej. Poszukiwacze, Miasto bezprawia czy wspomniany Dyliżans zapewniły Fordowi miejsce w panteonie gigantów amerykańskiego kina. Nie znaczy to jednak, że należy zapominać o niewesternach zrealizowanych przez autora Człowieka, który zabił Liberty Valance’a. Wręcz przeciwnie – biorąc pod uwagę ogromną liczbę (według obliczeń Łukasza A. Plesnara było to aż 59 tytułów!) i niewątpliwą jakość wyreżyserowanych przez Forda westernów, tym bardziej podkreślać należy, że Amerykanin z powodzeniem próbował swoich sił także w innych gatunkach filmowych, niezwiązanych bezpośrednio z Dzikim Zachodem. Jednym z najlepszych przykładów tego zjawiska jest Młodość Lincolna z Henrym Fondą w roli tytułowej.

Już na wstępie warto podkreślić jedną, szalenie istotną rzecz – obraz Forda nie jest tradycyjnym filmem biograficznym. Reżyser zdecydował się wraz ze scenarzystą, Lamarem Trottim, ograniczyć fabułę jedynie do krótkiego okresu obejmującego początki kariery prawniczej przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Intuicyjnie Młodość Lincolna podzielić można na trzy części: pobyt głównego bohatera w New Salem, przeprowadzkę do Springfield (Illinois) i batalię sądową, w której Lincoln uczestniczy jako obrońca.

henry fonda

Proces zainicjowany jest morderstwem, o które oskarżeni zostają dwaj będący w Springfield przejazdem bracia – Matt i Adam Clayowie. Lincoln podejmuje się obrony nieszczęśników, którzy o mały włos, a zostaliby zlinczowani przez dziki tłum zaraz po aresztowaniu. W tym fragmencie chyba najpełniej przejawia się zamiłowanie Forda do westernu – konia z rzędem temu, kto policzy w ilu dokładnie historiach z Dzikiego Zachodu odnajdziemy podobne sceny przedstawiające żądną krwi, małomiasteczkową społeczność forsującą bramę więzienia, aby sprawiedliwości „stało się zadość” (żeby nie być gołosłownym – sceny bliźniacze względem omawianej pojawiają się m.in. w Gwieździe szeryfa, Zdarzeniu w Ox-Bow [w tym przypadku nie ma nawet czego forsować – tłumowi udaje się pojmać „winnych” jeszcze przed aresztowaniem] i Dwóch złotych coltach [co ciekawe, we wszystkich wymienionych przeze mnie filmach Henry Fonda wcielił się w bohatera starającego się nie dopuścić do samosądu]).

Dzięki wyjątkowemu darowi krasomówczemu Lincolnowi udaje się powstrzymać rozwścieczoną tłuszczę. Wydaje się jednak, że bohater jedynie nieznacznie odwlekł w czasie egzekucję braci Clay – dowody przeciwko nim są niesamowicie mocne, a prokurator to stary wyjadacz, przebiegły, doświadczony i bezkompromisowy. Nie każdy wie, że batalia sądowa z filmu Forda nie jest służącym zbudowaniu dramaturgii wymysłem scenarzysty, lecz w dużej mierze oparta została na prawdziwym procesie, w którym czynny udział wziął Abraham Lincoln. Wydarzenie to miało miejsce w 1858 roku. Oskarżony o morderstwo został wówczas dwudziestopięcioletni William „Duff” Armstrong. Ojciec chłopaka, który zmarł niecały rok przed incydentem i procesem, był przyjacielem Lincolna jeszcze z New Salem. Przyszły prezydent USA znał więc rodzinę Armstrongów już wcześniej (filmowa rodzina Clayów jest początkowo dla Abrahama zupełnie obca). Zarówno w rzeczywistości, jak i w filmie Lincoln zaoferował oskarżonym swoje adwokackie usługi pro bono.

henry fonda

Pisząc o Młodości Lincolna, nie sposób nie wspomnieć w kilku chociażby słowach o odtwórcy głównej roli – aktorze, który z czasem wyspecjalizował się w portretowaniu prezydentów. Abraham Lincoln okazał się na tej długiej drodze pierwszym przystankiem Henry’ego Fondy. Ze swojego zadania aktor wywiązał się znakomicie, przypominając najsłynniejszego prezydenta USA nie tylko pod względem aparycji (efekt ten zwielokrotniły „doklejony nos”, specjalne buty na koturnach oraz sposób kadrowania zastosowany przez Forda – Fonda często kręcony był od dołu, niemalże z żabiej perspektywy, co sprawiło, że jego sylwetka wydaje się na ekranie jeszcze bardziej smukła i potężna), ale też charakterystycznych zachowań, odruchów (chodzi mi tu przede wszystkim o spokojny, acz stanowczy ton głosu, flegmatycznie zwisające ramiona oraz łagodny, wzbudzający zaufanie wzrok). Zauważył to również Zbigniew Pitera, który w Trzech wspaniałych (publikacji poświęconej Wayne’owi, Fondzie i Bogartowi) wyrażał się o występie przyszłego gwiazdora Dwunastu gniewnych ludzi w samych superlatywach: „Jego spokój, upór, konsekwencja, przenikliwość były może nawet bardziej przekonujące jako sygnały, błyski, sugestie w rodzajowych epizodach niż w wielkiej kulminacji – scenie sądowej z krzyżowym ogniem pytań, zeznaniami świadków, nagłym zwrotem itp., będącej raczej samograjem w praktyce scenicznej, a za nią filmowej”.

Młodością Lincolna zachwycał się również ponoć sam Siergiej Eisenstein, badając ten film przede wszystkim pod kątem montażu. Na łamach „Cahiers du Cinéma” w 1970 roku przeprowadzono obszerną analizę obrazu Forda, nad którą pracował nie jeden, lecz aż kilku redaktorów słynnego francuskiego czasopisma. Dziś jednak, osiemdziesiąt lat od premiery, mało kto pamięta o tej świetnej filmowej pozycji. Zdecydowanie więcej mówi się o Dyliżansie, który również datowany jest na rok 1939. Historia Ringo Kida i grupy podróżnych, a następnie kolejne wielkie westerny zrealizowane przez Forda zupełnie przyćmiły skromną opowieść o początkach kariery Lincolna, triumfie sprawiedliwości i prawdziwie chrześcijańskiej bezinteresowności – wielka szkoda.

Ostatnio dodane