Czarno na białym

MIRAŻ

Zagadkowy, hipnotyzujący thriller w duchu Hitchcocka.

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Miraż to zjawisko optyczne polegające na tym, że pojawiają się przed oczyma obrazy nieistniejące. Najczęściej ukazuje się na pustyni, gdy wycieńczony wędrowiec swoim zmęczonym od słońca wzrokiem zauważa bujną roślinność, miasto lub po prostu źródełko, gdzie można ukoić pragnienie. Ale Miraż Edwarda Dmytryka to nie jest film o wędrówce przez pustynię. To klasyczny thriller o meandrach umysłu. Nigdy nie wiadomo, jakie wydarzenia pozostaną w naszej pamięci na długo. Zdarza się, że jakaś sytuacja, rozmowa lub film ulatniają się z niej już po kilku tygodniach, ale są przecież i takie wydarzenia, które pamiętamy po upływie 20 lat. Czy człowiek może decydować o tym, co chce zapamiętać, czy mają na to wpływ inne, niezależne od niego, czynniki?

Pierwsze ujęcie filmu przedstawia nowojorskie wieżowce, w jednym z nich dochodzi do awarii prądu – gasną światła i można urządzić imprezkę w „systemie Braille’a”. Jeden z mieszkańców, David Stillwell, musi zejść 27 pięter, by wyjść z budynku. Pierwszy miraż, jaki dostrzega, to schody prowadzące cztery poziomy pod ziemię – szybko okazuje się, że tych schodów ani dodatkowych poziomów nie ma w tym budynku. Z czasem wychodzą na jaw inne dziwne fakty, np. że firma, w której przepracował ostatnie dwa lata, w ogóle nie istnieje. Ale co najdziwniejsze, nie pamięta on, czym zajmował się przed podjęciem pracy w tej firmie. Gdy opisuje swój problem lekarzowi, ten bierze go za oszusta, bo taki rodzaj amnezji nie istnieje (nie jest możliwe, że dwa lata był nieświadomy utraty pamięci). Tak więc, o co tu chodzi? Dlaczego David Stillwell nie funkcjonuje tak jak normalni ludzie, nie pamięta tego, co powinien, nie widzi tego co inni?

Po Szaradzie (1963) scenarzysta Peter Stone ułożył kolejną skomplikowaną zagadkę kryminalną. Miraż jest jak ludzki umysł wypełniony strzępkami informacji i okruchami pamięci, które należy poskładać w całość. Główny bohater musi sam mierzyć się z problemami, ponieważ odpowiedzi na dręczące go pytania znajdują się w jego głowie. Nikt mu nie powie, o co chodzi, dopóki on sam nie wygrzebie z zakamarków pamięci potrzebnych informacji. Co sprawiło, że je zapomniał? Czy zaliczył ciężki upadek, doznał szoku, który uszkodził jego mózg, a może tylko udaje, by uniknąć odpowiedzialności za swoje błędy? Czy ma coś wspólnego z awarią prądu w budynku i tajemniczym samobójstwem pewnego finansisty? Siłą wielu thrillerów jest to, że wszystkie elementy układanki muszą do siebie pasować i wiele wskazuje na to, że także tutaj nie ma zbędnych kawałków. Każdy szczegół musi być ważny, by odkrywanie prawdy miało sens.

Film zdradza pokrewieństwo z dwoma psychothrillerami Hitchcocka dotyczącymi amnezji: Urzeczoną (1945) i Marnie (1964). Aby podkreślić to pokrewieństwo zatrudniono aktorów, którzy w nich zagrali. Gregory Peck oszczędnymi środkami skonstruował postać skołowanego i zdumionego osobliwymi zdarzeniami jegomościa, próbującego krok po kroku odkryć prawdę. Jego partnerką miała być Tippi Hedren, lecz Hitchcock miał wobec niej inne plany. Dzięki temu swoją szansę otrzymała Diane Baker, znana z drugoplanowej roli w Marnie. W filmie Dmytryka zbudowała postać o zamaskowanym wnętrzu, dlatego widz zastanawia się, czy jest perfidną oszustką, czy może trzymaną w szachu bezradną figurą. Na wyróżnienie zasługuje Walter Matthau jako Ted Caselle, prywatny detektyw z drugiej ligi, próbujący dopiero udowodnić swoją przydatność – człowiek skromny, z poczuciem humoru, kumaty i czujny. Nie jest on widzowi obojętny – trzyma się za niego kciuki, by rozwiązał tę skomplikowaną szaradę.

Film zdradza pokrewieństwo z dwoma psychothrillerami Hitchcocka dotyczącymi amnezji.

W opracowaniach dotyczących amerykańskiej kinematografii nazwisko Edwarda Dmytryka pojawia się najczęściej w związku z nagonką na komunistów z przełomu lat 40. i 50. Dmytryk spędził pół roku w więzieniu za swoje poglądy. Przynależność do partii komunistycznej była w czasie wojny formą sprzeciwu wobec nazistowskiego terroru, ale po wojnie komunistów zaczęto postrzegać w Stanach jako wrogów amerykańskiego stylu życia. Rzeczywistość jest tak skonstruowana, że sytuacja z minuty na minutę może ulec zmianie: dawni przyjaciele mogą stać się wrogami i vice versa, a z ludzi spokojnych może opaść maska, ujawniając ich mroczne oblicze. Z takiego myślenia zrodził się thriller – w tym gatunku granica między dobrem i złem jest cienka, każdy może ją przekroczyć. Mistrzem thrillera był Alfred Hitchcock i to jest opinia powtarzana do znudzenia, z którą niewielu polemizuje. Jednak filmy w hitchcockowskim duchu realizowali też inni twórcy.

Miraż zawiera kilka wybornych pomysłów, takich jak motyw arbuza rozbijającego się o ziemię. Znakomite są sceny początkowe rozgrywające się w ciemnościach. Wiele efektów, niezauważalnych na pierwszy rzut oka, jest dziełem Alberta Whitlocka, specjalisty od matte paintingu, który przez wiele lat współpracował z Alfredem Hitchcockiem. Muzykę skomponował legendarny trębacz Quincy Jones i jest ona niemal niesłyszalna, wtapiająca się idealnie w tło opowieści. Operator Joseph MacDonald miał większe pole do popisu i wykreował serię intrygujących obrazów, dobrze oddających przewrotność historii o labiryntach ludzkiego umysłu. Edward Dmytryk, realizujący filmy różnych gatunków, dobrze poradził sobie z thrillerem. Korzystając ze scenariusza zawierającego elementy czarnego kryminału i psychologicznego dramatu, stworzył obraz hipnotyzujący, zagadkowy i godny polecenia.

Ostatnio dodane