Recenzje

QUEBONAFIDE: ROMANTIC PSYCHO FILM. Quebo by Quebo

Dokument zrealizowany przez Quebonafide oraz Red Bull Media House to drobny, niespełna 40-minutowy zapis z podróży – przyjemny w odbiorze, miejscami szczery, ostatecznie pozostawiający jednak widza z intelektualnym niedosytem.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Podróż jest najwyższą formą wolności” – mówi w pewnym momencie tytułowy bohater Quebonafide: Romantic Psycho Film. To enigmatyczne, a zarazem nieco pompatyczne zdanie mogłoby posłużyć za motto dokumentu poświęconego temu popularnemu polskiemu raperowi. Przez cały seans Quebo znajduje się bowiem w nieustannym ruchu – przemierza Azję w poszukiwaniu inspiracji do nowej płyty.

Symptomatyczne jest pod tym względem już ujęcie otwierające filmu – głównego bohatera widzimy bowiem po raz pierwszy w pociągu. Artysta pokłada się na stoliku w wagonie restauracyjnym, nucąc pod nosem: „Mam modny dom, jestem bogaty / Lecz cóż mi po bogactwach tych? / Męczą sukcesy bliżej świata / Męczy pustego życia szyk / Zbędna mi jest ta maskarada / Bo ja bym oddać już był rad / Cały ten szum i zgiełk i czad / Za półkę książek, dziki sad”. Wypowiedziane w pierwszych sekundach filmu słowa ustanawiają tak naprawdę ton całości dokumentu, w którym Quebo jawi się przede wszystkim jako, jak sam siebie określa, „zblazowany raper” owładnięty kryzysem twórczym.

Obserwując podróż muzyka do Azji, którą zwiedza wraz z przyjacielem i bliskim współpracownikiem Krzysztofem Kondrackim (znanym szerzej jako Krzy Krzysztof), trudno nie pozbyć się jednej refleksji – czy oglądamy na ekranie prawdziwe oblicze Kuby Grabowskiego, a może to tylko kolejny wytwór sceniczny, kolejna precyzyjnie zaprojektowana przez artystę maska? Warto zauważyć, że Quebonafidę ma nad projektem filmowym właściwie pełną kontrolę artystyczną – jest nie tylko głównym bohaterem, ale również współreżyserem dokumentu. Oglądamy więc tylko tyle, ile raper chce nam pokazać; tyle, ile ma ochotę i siłę odsłonić.

(...) czy oglądamy na ekranie prawdziwe oblicze Kuby Grabowskiego, a może to tylko kolejny wytwór sceniczny, kolejna precyzyjnie zaprojektowana przez artystę maska?

Z tego powodu Quebonafide: Romantic Psycho Film może przypominać miejscami coś na kształt vloga – ma to, rzecz jasna, swoje dobre i złe strony. Dokument wydaje się w takiej perspektywie wypowiedzią w pierwszej osobie, odautorskim komentarzem artysty do własnej osoby oraz twórczości, a zarazem relacją z dalekiej, egzotycznej wyprawy, w której bierze udział. Wiąże się to niestety z brakiem dystansu względem filmowanego bohatera – nie warto doszukiwać się w Quebonafide: Romantic Psycho Film pogłębionego portretu artysty, który znalazł się na rozdrożu kariery. Kryzys twórczy ogranicza się tu w zasadzie do kilku rzuconych jakby od niechcenia zdań, paru smutnych min i dzikiego tańca na pustyni. Być może w roli reżysera lepiej sprawdziłby się ktoś z zewnątrz, ktoś, kto znalazłby sposób na wniknięcie do wnętrza polskiego rapera. Inna sprawa, że z pewnością o wiele trudniej byłoby nakłonić Quebo do udziału w takim przedsięwzięciu.

Dla mnie najcenniejszymi fragmentami dokumentu o Quebonafide są, cytując klasyka, przypadkowe spotkania (tak, to właśnie one wpływają na nasze życie). Podróżując koleją transsyberyjską, Kuba i Krzysztof trafiają m.in. na grupę sympatycznych Polaków oraz miłego staruszka, z którym gawędzą przy użyciu oryginalnej mieszanki polskiego, rosyjskiego i angielskiego. Sceny z udziałem napotkanych w trakcie wyprawy osób są z jednej strony świadectwem dokumentalnej rzetelności twórców, z drugiej zaś dowodem na to, że nasi bohaterowie to w gruncie rzeczy całkiem równi goście, którym sława nie uderzyła do głów.

Warto więc podejść do Quebonafide: Romantic Psycho Film z odpowiednim nastawieniem. Nie oczekiwać, jak zwykł mawiać do swoich studentów Nicholas Ray, zbyt wiele. Dokument zrealizowany przez Quebonafide oraz Red Bull Media House to drobny, niespełna 40-minutowy zapis z podróży – przyjemny w odbiorze, miejscami szczery, ostatecznie pozostawiający jednak widza z intelektualnym niedosytem. Dla fanów polskiego rapera to z pewnością wielka gratka, być może pozycja obowiązkowa. Dla całej reszty? Cóż, reszta raczej po ten film nigdy nie sięgnie.

Film można obejrzeć legalnie i za darmo na stronie internetowej producenta: KLIK.

Ostatnio dodane