W stronę zachodzącego słońca

PRZEŁOMY MISSOURI

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Świat Dzikiego Zachodu kojarzy się być może z mitem pionierskich osadników budujących cywilizację pośród niebezpieczeństw oraz legendą romantycznej walki dobra ze złem. Jednak owa opowieść ma też ciemniejszą, prawdziwszą stronę – Dziki Zachód jako przestrzeń bezprawia, moralnej niejednoznaczności i brutalnej walki o wpływy i pozycję. Obydwa spojrzenia na ten fragment amerykańskiej historii oferuje współczesnemu człowiekowi gatunek westernu. Przez lata stworzono wiele klasycznych, wyidealizowanych obrazów szlachetnego triumfu wartości etycznych nad degeneracją, jednak liczne są także obrazy przeciwstawne, wskazujące na brudny, krwawy i występny charakter amerykańskiej kolonizacji zachodnich terytoriów. Są też i takie filmy z tego gatunku, które zdają się łączyć pozytywny i negatywny etos Dzikiego Zachodu w jedno. Takim właśnie filmem są Przełomy Missouri.

Zgodnie z tytułem film rozgrywa się w położonym w stanie Montana dorzeczu Missouri, który oferował pierwszym osadnikom rozległe pastwiska dogodne do hodowli i wypasania koni. Taka sytuacja sprzyjała działalności dwóch związanych ze sobą grup – hodowców i koniokradów. Właśnie o ich rywalizacji opowiada film z 1976 roku. Głównym bohaterem jest tu lider jednej z band zajmujących się kradzieżą koni i bydła, Tom Logan. W prologu Przełomów Missouri jeden z jego przyjaciół zostaje powieszony przez wymierzającego samodzielnie sprawiedliwość właściciela farmy, Davida Braxtona. Wywołuje to w złodziejach chęć zemsty, dlatego obrabowują pociąg i kupują niewielką działkę sąsiadującą z posesją Braxtona, chcąc niepostrzeżenie zbliżyć się do bogacza i pozbawić go całego inwentarza. Przy okazji zabijają także pracownika Braxtona, Pete’a Markera, który bezpośrednio odpowiedzialny był za śmierć ich kolegi.

Śmierć zarządcy i wyczuwalna groźba kradzieży skłaniają farmera do wynajęcia profesjonalnego „regulatora” Lee Claytona – najemnego zabójcy, który ma rozprawić się z nastającą na Braxtona bandą i położyć kres złodziejskiemu procederowi w okolicy. Ekscentryczny Clayton budzi wątpliwości okolicznych mieszkańców, a przede wszystkim niechętnej wobec samosądów i brutalnego wymierzania sprawiedliwości córki Braxtona, Jane. Dziewczyna nawiązuje bliższą relację z pozostającym na farmie pod nieobecność kompanów Loganem, który równocześnie zaczyna budzić podejrzenia Claytona. Konfrontacja pomiędzy łowcą głów a koniokradami jest nieuchronna, ale jej rezultat nie będzie wyglądał do końca tak, jak szukający sprawiedliwości pracodawcy Claytona sobie wyobrażają.

W momencie premiery Przełomy Missouri były filmem mocno wyczekiwanym ze względu na zaangażowanie w projekt głośnych nazwisk – w rolach głównych wystąpili Jack Nicholson, świeżo upieczony laureat Oscara za Lot nad kukułczym gniazdem, oraz Marlon Brando, niewiele wcześniej uhonorowany tą samą nagrodą za Ojca chrzestnego. Za kamerą stanął z kolei jeden z czołowych reżyserów amerykańskiej kontestacji, twórca Bonnie i Clyde’a, Arthur Penn, odpowiedzialny za jeden z ważniejszych westernów rewizjonistycznych, Małego Wielkiego Człowieka. Takie połączenie wydawało się wówczas niesłychanie elektryzujące, jednak ostateczny efekt spotkał się z chłodnym przyjęciem, nie osiągając też sukcesu komercyjnego. Dopiero po latach Przełomy Missouri doczekały się docenienia jako faktycznie udany projekt. I słusznie, bo tercet Penn, Nicholson i Brando oferuje w nim wiele dobrego, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się rzeczywiście, że w tej współpracy nie zaiskrzyło.

Historia o zemście w świecie bezprawia staje się niepokojącym teatrem rozlewu krwi i tragicznego wyścigu o przetrwanie.

Zaczynając od wad, trzeba przyznać, że bodaj najsłabszym elementem Przełomów Missouri jest scenariusz Thomasa McGuane’a i Roberta Towne’a, skądinąd znakomitego i wielokrotnie nagradzanego scenarzysty (na koncie mającego m.in. Chinatown i Mission: Impossible). Nieprzesadnie złożona i wymyślna historia konfliktu i zemsty słabo angażuje, sporo do życzenia pozostawia też tempo filmu, momentami zbyt wolnego, kiedy indziej zaś proponującego nieco dezorientujące skróty. Dodatkowo cały plan bandy Logana z zakupem farmy i późniejszą wyprawą na północ jest dosyć mętny i nie przekonuje. Właściwie akcję katalizuje dopiero pojawienie się Claytona, który wprowadza w całą tę układankę fabularną szczyptę chaosu i zaczyna prześladować rozproszoną bandę. Co może zaskakiwać, bardziej interesujący od inicjalnego sporu okazuje się wątek romantyczny pomiędzy sceptyczną wobec ojca Jane Braxton i otoczonym awanturniczą aurą Loganem. Ich relacja, oparta na swobodnych i zadziornych dialogach, ma więcej autentyczności, zaczepienia w realiach i po prostu narracyjnego pazura niż napięcie pomiędzy koniokradami a farmerem. Tak naprawdę jednak to nie sama historia jest w Przełomach Missouri najważniejsza – stanowi ona ledwie pretekst do bardziej zniuansowanej impresji na temat sprawiedliwości i westernowej mitologii.

Choć film Penna zaczyna się od egzekucji, jego pierwsze akty utrzymane są w pogodnej konwencji, przesyconej humorem i awanturniczą swadą zakorzenioną w klasycznej westernowej estetyce. Pobrzmiewają tu pewne nuty kontrkulturowej kontestacji – ukazanymi w pozytywnym świetle protagonistami są tu przestępcy, a na głównego sprawcę zła wyrasta broniący przed nimi swojej własności posiadacz – ale Przełomy… raczej wpisują się w mit dzikiego, ale przesyconego wartościami i moralnym kodeksem Zachodu. Osią konfliktu jest przecież wykroczenie wobec prawa dokonane przez zapędzających się w słusznej ochronie swoich stad hodowców, na które to reaguje banda Logana, co prawda trudniąca się kradzieżą i napadami, ale pozostająca przy tym braterską wspólnotą kierującą się jasnymi zasadami. Widać to chociażby w luźnej, zabawnej scenie napadu na pociąg, wskazującej na awanturniczy urok życia bohaterów. Obydwie strony dążą do sprawiedliwości i obydwie działają poza prawem, pozostając jednak w pewnej równowadze. Tę burzy dopiero postać Lee Claytona.

Ostatnio dodane