Recenzje

PROFESOR MARSTON I WONDER WOMEN. Za kulisami powstania słynnej superbohaterki

Jeśli zarzucicie na mnie lasso prawdy i spytacie, czy warto się z tą pozycją zapoznać, to na pewno przytaknę.

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

W łóżku z Wonder Woman

Trójkąt miłosny, psychologia i amerykański komiks od lat mają wspólny mianownik w osobie profesora Williama Marstona. Jego historia wydaje się być wręcz skrojona pod film biograficzny, kumulując gros elementów stanowiących o atrakcyjności tego gatunku. Trudna miłość, naukowe odkrycia, dylematy moralne, cykliczne wzloty i upadki, wreszcie as w rękawie w postaci genezy powstania jednej z najsłynniejszych postaci popkultury. Z takim podłożem fabuła pisze się sama.

Relacja całej trójki przybiera wymiar daleko wykraczający poza kontakty służbowe.

Marstona poznajemy w 1945 roku, gdy rozliczany jest z nieodpowiednich treści zamieszczonych w komiksach spod jego pióra. Składane zeznania, mające uzasadnić takie, a nie inne wybory, stają się dla nas okazją do prześledzenia niemal dwóch dekad jego życia. Sięgamy wstecz do czasów, gdy w końcówce lat dwudziestych pracował jako uniwersytecki wykładowca, wraz z żoną Elizabeth studiując typy ludzkich zachowań i pracując nad prototypem wykrywacza kłamstw. Pewnego dnia państwo Marstonowie zapraszają studentkę Olive Byrne do współpracy. Wkrótce relacja całej trójki przybiera wymiar daleko wykraczający poza kontakty służbowe. Przed nimi droga pełna miłosnych uniesień, pożądania i namiętności, która ostatecznie zainspiruje Marstona do stworzenia postaci Wonder Woman.

Filmowy potencjał losów tytułowego profesora dostrzegła reżyserka i scenarzystka Angela Robinson. Jej największym artystycznym sukcesem pozostaje do tej pory krótkometrażowy D.E.B.S (2003), wariacja na temat Aniołków Charliego rozpisana na postaci lesbijskie. Zainteresowanie kobietami widać u Robinson również w filmie Profesor Marston. Choć to on jest postacią wiodącą, film kradną dla siebie właśnie jego partnerki, ze szczególnym wskazaniem na panią Marston w znakomitej interpretacji Rebecki Hall. Aktorka błyszczy, gdy przychodzi do ukazywania wewnętrznych konfliktów jej postaci. Robinson natomiast słusznie nie spieszy się w prowadzeniu fabuły, dzięki czemu wszystkie boki tego miłosnego trójkąta jesteśmy w stanie bardzo dobrze poznać. Akcentowane przez Marstona różnice między Elizabeth i Olive mają odzwierciedlenie w sposobie bycia obu pań, ich emocjach i decyzjach. Oto widz staje się czujnym obserwatorem. Szukamy w tej skomplikowanej relacji dowodów na poparcie teorii Marstona, wedle której istnieją cztery typy zachowania: dominujący, inspirujący, wspierający i rozważny. Pod kątem charakteru jego partnerki stoją w opozycji do siebie: Elizabeth reprezentuje tę mocniejszą stronę, Olive – uległą. Fabuła i bohaterowie stają się przedmiotem badań, a nam zostaje szukanie kolejnych tropów i wskazówek. 

Rozczarowany będzie ten, kto nastawia się na historię w pełni poświęconą powstaniu Wonder Woman. Jej pojawienie się na kartach komiksu jest oczywiście istotnym elementem fabuły, ale wynika właśnie z tej skomplikowanej, długiej relacji trojga kochanków. Dla Marstona Wonder Woman to połączenie dwóch kobiet, z którymi dzieli życie i łóżko. Atrybuty bohaterskiej Amazonki – bransolety, lasso prawdy, diadem czy nawet kostium – są wypadkową wspólnie spędzonych lat i doświadczeń. Eksperymentów naukowych i łóżkowych. To, jaka jest Diana Prince, w dużej mierze wynika z przeżyć, także negatywnych, Marstona i jego cudownych kobiet. Dominacja, seksualność, BDSM – elementy obecne w pierwszych komiksach z Wonder Woman wzięły się wprost z ich życia prywatnego i jego sfery erotycznej. Próżno więc szukać scen tworzenia komiksu sensu stricto, nie o tym to film –  tutaj ważna jest przyczyna i ważny jest skutek. 

Robinson znalazła złoty środek na sceny seksu.

Emocje i zgłębianie charakterów idą w parze z formą. Seksualne napięcie podkreślone jest zbliżeniami na rozanielone twarze, pełne miłości spojrzenia oraz drżące ciała gnane podnieceniem i pożądaniem. Robinson znalazła złoty środek na sceny seksu, jakże ważne przecież w obliczu całej historii. Dosłowność i dosadność w ukazywaniu aktu idzie bowiem w parze ze zmysłowością, fruwającymi w powietrzu iskrami i magnetyzmem, dzięki czemu aktorzy skąpani w nikło oświetlonych pomieszczeniach tworzą piękny miłosny spektakl, nawet jeśli moralnie wątpliwy.

Wątpliwości nie ma, gdy przychodzi do polecania filmu Profesor Marston. Historia prowadząca do powstania postaci Wonder Woman jest atrakcyjna nie tylko dla Amerykanów, lecz także wszystkich, którzy w tym momencie kojarzą tę bohaterkę z wiecznie roześmianą twarzą Gal Gadot. Co ciekawe, wizja Robinson nie spodobała się wnuczce Marstona, która w październiku zeszłego roku na Twitterze zaprzeczyła, jakoby przedstawiona historia była zgodna z rzeczywistością. Reżyserka wytłumaczyła się własną interpretacją faktów – i ja to usprawiedliwienie kupuję, bo w swoich ramach działa ona znakomicie. Szkoda, że Profesor Marston przeszedł bez większego echa, w Polsce ostatecznie nie trafiając do kinowej dystrybucji – to koncert świetnego aktorstwa, sprawnie poprowadzonych postaci i ciekawa analiza osobowości bohaterów. Jeśli zarzucicie na mnie lasso prawdy i spytacie, czy warto się z tą pozycją zapoznać, to na pewno przytaknę.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane