Recenzje

POWER. Superbohaterskie science fiction od NETFLIXA

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Oryginalny tytuł – Project Power – znacznie lepiej pasuje do filmu. W polskiej wersji jakby czegoś brakowało. Ktoś jak zwykle chciał skoczyć wyżej niż własne siedzenie, lecz najwyraźniej zabrakło mu nawet polskiego słowa, żeby przetłumaczyć tytuł. Na szczęście samemu filmowi, jak na dzieło młodych twórców, niczego nie brakuje, a trochę się obawiałem. Bo wiecie, na mieście już od dawna konkurencja nie śpi i rozpuszcza plotki, że Netflix nie potrafi zrobić dobrego filmu akcji, zwłaszcza połączonego z kinem superbohaterskim i fantastyką naukową bądź fantasy. Prawo do arcydzieł mają tylko wielkie wytwórnie, no i ewentualnie HBO. A przecież powstały takie perełki jak Anihilacja, Wiedźmin czy Umbrella Academy. Power może nie ma aż takich aspiracji, żeby dołączyć do tego szacownego grona, ale z drugiej strony oferuje pełnokrwistą rozrywkę spod znaku fantastyki w stajni Netflixa.

Superbohaterem może stać się każdy i robić niekoniecznie dobre rzeczy.

Nie tak dawno narzekałem na słabsze obsady w filmach Netflixa, aż wreszcie doczekałem się Jamiego Foxxa i Josepha Gordona-Levitta oraz paru innych aktorów, których skądś tam jednak znam, jeszcze z przedstreamingowych czasów. Moim odkryciem okazała się też urocza i wyjątkowo autentyczna na tle starych wyjadaczy Dominique Fishback. Wszyscy oni zagrali w filmie akcji z elementami kina superbohaterskiego, lecz podanego nieco inaczej, niż to zwykle się obecnie robi. Pomysł faktycznie jest nowy – na czarnym rynku pojawia się traktowana jak narkotyk pigułka. U każdego człowieka na 5 minut aktywuje losową supermoc, która jest jakąś zwierzęcą sprawnością. Można dostać np. siłę słonia, szybkość kota, odporność na obrażenia jaszczurki itp. Superbohaterem więc może stać się każdy i robić niekoniecznie dobre rzeczy. Właściwie większość ludzi właśnie tak się zachowuje – stając się na kilka minut nadludźmi, wcale nie ratują świata od zagłady, a coraz bardziej pogrążają go w chaosie. Pigułka zmienia ich w półzwierzęta. Na chwilę modyfikuje ludzką naturę, a może po prostu pozwala jej na moment być prawdziwą? Wszystko to wydaje się świetną podstawą do mnóstwa twistów wzbogaconych o wizualne fajerwerki. Czy jednak realizacja Powera pod względem głębi historii ZADOWALA? Z pewnością warta uwagi jest ścieżka dźwiękowa, obszernie wykorzystująca rap i nuty R&B. Już zdążyłem ją znaleźć na Spotify i właśnie słucham. Osobno jest playlista z piosenkami, a osobno soundtrack autorstwa Josepha Trapanese’a.

Netflix, jak to często robi, postawił na młodych twórców z multikulturowym podejściem, chcącym realizować kino z zupełnie nowym, społecznikowskim zacięciem. Power jest więc mocno „czarnym” kinem akcji, niestroniącym od podziału świata na złą korporację, którą rządzą biali, i resztę nowoorleańskiej społeczności, której prezentacja zdominowana została przez ujęcia biednych dzielnic zamieszkanych głównie przez Afroamerykanów, emigrantów i nielicznie pojawiających się najbiedniejszych białych. Główny bohater, Art, były ranger, nie stroni od jednoznacznych, buntowniczych i anarchizujących wypowiedzi w stosunku do świata białych, którzy mają władzę, np. takich: „Jesteś młodą, czarną kobietą”, „System cię pożre” albo „System trzeba dymać mocniej niż on dyma nas”.

Wielkie znacznie ma również to, że owe kwestie z wyraźnym zacięciem na twarzy i determinacją wygłasza nie kto inny, jak Jamie Foxx. Aktor, muzyk z wykształcenia, wychowany w rzeczywistości, gdzie obowiązywał irracjonalny podział rasowy i toalety wyłącznie dla białych. Foxx przez całe swoje młode życie musiał udowadniać, że jest coś wart, że umie to, tamto, biega dalej, potrafi grać na fortepianie, a i jeszcze kilka innych rzeczy wychodzi mu lepiej niż innym. Musiał przeskoczyć sto razy lepiej poziom przeciętności białego, inaczej nie przestałby być szary i nie zrobiłby kariery. Stąd wypowiedzi Arta w jakimś sensie są dla Foxxa osobiste.

To rady czarnoskórego, skłóconego ze światem mężczyzny kierowane do czarnej nastolatki (Dominique Fishback jako Robin), równie skłóconej z otoczeniem, szkołą, białym nauczycielem, itd. Nazwalibyśmy ją marginesem społecznym, bo pochodzi z getta. Od dziecka ma wypalone znamię tak głęboko, że sama nie może się wyzwolić spod jego działania. Tak się właśnie stygmatyzuje ludzi. Tak biali Amerykanie przez wiele pokoleń wytworzyli w swoim społeczeństwie warstwę zbuntowanych czarnoskórych obywateli, których spora liczna jest biedna, nie przestrzega prawa i jest wykorzystywana przez białych demagogów, żeby oskarżać wszystkich Afroamerykanów o niechęć do współtworzenia wspaniałej i pięknej Ameryki. Przeciw takiemu traktowaniu mniejszości etnicznych występuje Power słowami Jamiego Foxxa. Bo posiadać moc, owo losowe superbohaterstwo, to mieć odwagę wystąpić przeciwko systemowi, nawet jeśli będzie to oznaczało działanie nie do końca zgodne z prawem.

Ostatnio dodane