Recenzje

POLAR. Dobrze zagrana, żenująca rozpierducha

Kino eksploatacji bardzo niskich lotów

Autor: Przemysław Mudlaff
opublikowano

7 stycznia 2019 roku rodzimy „oddział” Netfliksa wrzucił na swoje walle w przeróżnych serwisach społecznościowych zwiastun filmu Polar. W związku z występującym w nim Madsem Mikkelsenem, którego większość ludzi widziała już w roli Geralta z Rivii w zapowiadanym od ubiegłego roku serialu Wiedźmin, spece od promocji wspomnianej platformy streamingowej napisali, że „może nie ma dwóch mieczy, ale w jego fachu też nie umiera się w łóżku ze starości” i swoją przekornością oraz zadziornością rozbudzili mój apetyt na ten film. Głodny Mikkelsena w komiksowym sosie zasiadłem wreszcie do stołu, wystarczył jednak pierwszy kęs, abym zrozumiał, że to nie będzie smaczne danie.

Pierwsza scena obrazu Polar Jonasa Åkerlunda to bowiem właściwie streszczenie całości filmu. Oto obiektyw kamery z dużą prędkością zbliża się do posiadłości pewnego mężczyzny w średnim wieku (Johnny Knoxville). Podczas zbliżenia przed oczami odbiorców przelatuje ptak wygenerowany komputerowo, którego wygląd jest co najmniej kiepski jak na możliwości dzisiejszej technologii CGI. Wróćmy jednak do mężczyzny. Ten bowiem korzysta z życia jak niejeden młodzian. Najpierw wciągnie działkę, potem weźmie viagrę i rozpalony przez ten miks używek zabierze się za seksbombę pływającą jeszcze przed chwilą w basenie. Podczas gdy panienka robi mężczyźnie fellatio, ten jest już na celowniku snajpera, który wraz z resztą bandy zbliżającej się w okolice basenu ma na emeryta zlecenie. Zaczyna się jatka, rozedrgana kamera szaleńczo wiruje pomiędzy uczestnikami tej małej wojny, są też – a jakże mogłoby ich nie być – efekty slow motion, krew leje się strumieniami. Mężczyzna w średnim wieku wreszcie umiera. Jego zmasakrowane ciało spoczywa na leżaku, a uwaga odbiorców skupia się na niemijającej jeszcze przez chwilę erekcji.

Åkerlund zaryzykował i postawił wszystko na jedną kartę. Wydaje się bowiem, że przedstawioną powyżej sceną otwierającą Polar szwedzki reżyser mówi widzowi: taki właśnie będzie ten film, oglądaj albo spadaj. A ja, gdybym nie musiał go dla was oceniać, odpowiedziałbym reżyserowi: to spadam. Jest to bowiem ten typ kina eksploatacji i poczucia humoru, którego loty są bardzo niskie, chociaż potencjał na tzw. film kultowy był ogromny. Nie dość przecież, że obraz Åkerlunda powstał na podstawie popularnego komiksu autorstwa Victora Santosa, że muzykę do niego stworzył ciekawy kanadyjski DJ deadmau5, to reżyserowi udało się jeszcze zatrudnić do jego ekranizacji Madsa Mikkelsena. Tymczasem oklepany motyw odchodzącego na emeryturę płatnego mordercy, który ma do wykonania jeszcze jedno, najtrudniejsze zadanie, przedstawiono po prostu w sposób głupi i bezmyślny.

Wydaje się, że Polar celuje w widzów przechodzących właśnie okres burzy hormonów

Intencje reżysera są czytelne od samego początku. Åkerlund chce być cool, bo stworzył film dla zabawy. Pragnie oszołomić widza dynamiką akcji, nasyceniem kolorów, sposobami na efektowne mordowanie lub zadawanie bólu i czarnym humorem. Niestety dynamika zamienia się tu w zwykłą nadpobudliwość, komiks Santosa nie był w ogóle kolorowy, wbijanie gwoździ w jądra nie jest efektownym sposobem zadawania bólu, a zabijanie nieprzyzwoicie otyłego człowieka serią z kilku karabinów lub przypadkowe odstrzelenie psa nie są wcale śmieszne. Obrazowi szwedzkiego twórcy brakuje jakiegokolwiek uroku, a w to, że film ten świadomie bawi się schematami kina akcji, trzeba uwierzyć, ponieważ nie sposób tego dostrzec. Ponadto wydaje się, że Polar ze wszystkimi swoimi agresywnymi, krwawymi strzelaninami i wulgarnymi laseczkami z obfitym, sztucznym biustem celuje w widzów, którzy przechodzą właśnie okres burzy hormonów (z całym szacunkiem do wszystkich młodych ludzi, którzy zauważyli, że ten obraz wcale nie jest cool), a problematyczne to o tyle, że film przeznaczony jest dla osób powyżej 18. roku życia. Na dodatek „dzieło” Åkerlunda trwa prawie dwie godziny, a historię tu przedstawioną można by z powodzeniem skrócić do nieco ponad jednej godziny. Oczywiście tym samym nie moglibyśmy oglądać, jak główny bohater przedziera się przez tłumy padających jak muchy „kitowców”, ale być może wtedy z dna zupy, w której skład wchodzą hektolitry krwi i członki ludzkich ciał, nie trzeba by było wyławiać ciekawszych składników.

Tak! Są w Polarze rzeczy godne uwagi. To aktorzy, których reżyser najwidoczniej ma za nic, skoro większość ekranowego czasu poświęcił na bezsensowną rozpierduchę. Naprawdę trudno sobie wyobrazić, jak zły byłby to film, gdyby nie obecność Madsa Mikkelsena. Jego Duncan Vizla kryje w sobie jakąś tajemnicę, która nie pozwala mu spokojnie funkcjonować. Poza tym w zimnym zabijace o smutnej twarzy duńskiego aktora tkwi pragnienie sprawowania opieki nad czyimś losem, najpierw są to zwierzęta, później, jak się okazuje, dziewczyna z sąsiedztwa. Rolę Camilli zagrała Vanessa Hudgens i udowodniła tym samym, że ma talent do wcielania się w bohaterów naznaczonych traumą z przeszłości. Trochę gorzej na ich tle wypadają aktorzy z dalszych planów, jednak nie sposób odmówić im starań w wydobywaniu potencjału ze słabo rozpisanych i przerysowanych postaci.

Podsumowując Polar językiem samego Åkerlunda, który znany był wcześniej z tworzenia teledysków dla znanych gwiazd muzyki pop, można wysnuć taką historyjkę. W chłodnej Szwecji żyje sobie reżyser, który parokrotnie bawił odbiorców głośnymi, ale niewielkimi wybuchami petard. Pewnego razu otrzymał od losu szansę wystrzelenia całej skrzyni fajerwerków. Zrobił to, lecz zadowolił jedynie ludzi podobnych sobie, a na domiar złego oderwało mu obie dłonie. Koniec.

Ostatnio dodane