Recenzje

PŁASKOZIEMCY. Ekstremalna teoria spiskowa

Clark nie idzie na łatwiznę - portretuje płaskoziemców w swoim filmie jako ludzi z krwi i kości, a nie jako opętanych szaleńców.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Kim jesteście, płaskoziemcy?

Płaska? A może jednak okrągła? Kształt naszej planety przez lata pozostawał kwestią sporną, która rozgrzewała do czerwoności najtęższe umysły tego świata. Jeszcze przed narodzinami Chrystusa kulistość Ziemi proklamowali greccy uczeni – Pitagoras, Arystoteles czy Eratostenes. W praktyce udowodnił to jednak dopiero Ferdynand Magellan, który w roku 1519 wyruszył na wyprawę dookoła świata. I choć jemu samemu nie udało się powrócić do Hiszpanii (zmarł podczas potyczki z ludem tubylczym na Archipelagu Filipińskim), to rejs dokończył za niego Juan Sebastián Elcaño wraz z siedemnastoma pozostałymi przy życiu członkami załogi. Wiele lat później pojawiła się możliwość lotów w przestrzeń kosmiczną. Wtedy to właśnie ostatecznych dowodów na kulistość naszej planety dostarczyły fotografie (pierwsze z nich wykonane zostały w 1956 roku przez amerykańską rakietę V-2). A więc na sto procent okrągła, prawda?

No właśnie nie do końca. Tak przynajmniej twierdzą członkowie Towarzystwa Płaskiej Ziemi, czyli tzw. płaskoziemcy. Ignoranci? Szaleńcy? A może zwyczajni idioci? Daniel J. Clark postanowił zbadać to zjawisko i poświęcić grupie płaskoziemców pełnometrażowy film dokumentalny, który dziś odnaleźć można w ofercie Netfliksa.

Pierwszym, którego poznajemy, i najprawdopodobniej najważniejszym wyznawcą teorii płaskiej Ziemi jest Mark Sargent. Mężczyzna w dużym stopniu przyczynił się do rozpropagowania ruchu w internecie poprzez nagrywanie filmów na YouTube (kanał: markksargent), w których dzielił się z widownią swoimi przemyśleniami na wiadomy temat. Wkrótce stał się w środowisku płaskoziemców kimś w rodzaju celebryty. Zaczął otrzymywać pocztą od fanów różnorakie gadżety, takie jak paletka do odbijania kuli (oczywiście ziemskiej), książki, zegarki czy wreszcie ogromny model płaskiej Ziemi. Co ciekawe, Mark okazuje się wielkim fanem kina. Z tego też powodu kilkakrotnie w narrację dokumentu Clarka zostają wplecione fragmenty z filmów, za pomocą których Sargent stara się wytłumaczyć niektóre omawiane zjawiska. Przykłady? Kopuła z Truman Show jako metafora czegoś, co czeka nas na krańcu świata, albo kłótnia wyznawców o sandał z Żywota Briana jako wizualizacja podziałów wśród płaskoziemców.

Drugą najważniejszą postacią wśród członków Towarzystwa Płaskiej Ziemi wydaje się Patricia Steere. Kobieta rozpoczynała swoją karierę od prowadzenia podcastów dotyczących teorii spiskowych. Wkrótce jednak przerzuciła się na streamowanie oraz nagrywanie filmów na YouTube (kanał: Flat Earth And Other Hot Potatoes). Dzięki wspólnym zainteresowaniom Patricia nawiązała kontakt z Markiem Sargentem, co zaowocowało narodzeniem się bliskiej przyjaźni oraz owocnej współpracy.

Dokument Daniela J. Clarka ma też jednak swojego antagonistę. Na takiego bowiem wyrasta Math Powerland (a tak naprawdę Matt Boylan) – „jeden z najstarszych weteranów społeczności płaskoziemców”. Człowiek, który wraz z rozwojem i rozrastaniem się Towarzystwa zdaje się popadać w coraz większą paranoję. Kiedy Mark zaczął coraz częściej udzielać się medialnie, występować w telewizji, programach internetowych itd., Powerland rozpoczął krucjatę, której nadrzędnym celem było zdyskredytowanie kolegi po fachu. W swoich nagraniach (kanał: TheNASAchannel) nazywał Sargenta wprost agentem podstawionym przez Warner Brothers, „zwiadowcą” pracującym dla rządu oraz CIA. Daniel J. Clark próbował skontaktować się z Powerlandem, aby i on mógł wtrącić swoje trzy grosze do wymowy jego dokumentu. Math wysunął jednak żądania, których twórca Płaskoziemców nie mógł zaakceptować. W oświadczeniu znajdującym się w dokumencie czytamy: „Matt, zapytany o udział w filmie, zażądał 5000 dolarów, 12 procent zysków, twórczej kontroli, gwarancji, że pojawi się w minimum 25-50 procentach materiału, oraz tego, że poprzemy jego teorie dotyczące Marka Sargenta jako sekretnego agenta Warner Brothers. Nie byliśmy w stanie spełnić jego żądań”.

Znaczna większość płaskoziemców, którzy pojawiają się dokumencie Clarka, to naprawdę sympatyczni i pełni pozytywnej energii ludzie.

Powerland zdaje się jednak w swojej obsesji oraz mowie nienawiści odosobniony. Znaczna większość płaskoziemców, którzy pojawiają się dokumencie Clarka, to naprawdę sympatyczni i pełni pozytywnej energii ludzie. Tym bardziej przygnębiający wydaje się fragment, w którym podczas jednego ze zlotów grupa fanów Sargenta dzieli się przed kamerą swoimi przykrymi doświadczeniami związanymi z wyznawaną przez nich teorią: „Dwóch chłopaków nie chciało się ze mną umawiać, gdy powiedziałam, że wierzę w płaską Ziemię”; „Mam czwórkę dzieci. Synowie dorastają. Oni i ich mama, moja była żona, uważają, że tata postradał zmysły”; „Właśnie skończył się mój rozwód. Nie rozmawiam już z rodzicami, z bratem też nie”. Jasne, można się nie zgadzać z teorią płaskiej Ziemi, ale czy naprawdę różnica poglądów na taką sprawę jak kształt naszego globu jest wystarczającym powodem do tego, aby zerwać z przyjacielem bądź członkiem bliskiej rodziny wszelki kontakt, tym samym spychając niedoszłego kompana na margines społeczeństwa?

Clark odpowiada na to pytanie, rzecz jasna, przecząco. Nie idzie na łatwiznę – portretuje płaskoziemców w swoim filmie jako ludzi z krwi i kości, a nie jako opętanych szaleńców. W całym dokumencie odnajdziemy tak naprawdę jednego człowieka, który wydaje się popadać w związku z kontrowersyjną teorią w obłęd i jest to – the one and only – Math Powerland. Jednocześnie, co warte jest odnotowania, Clarke zachowuje względem bohaterów swojego filmu niezbędny dystans. Najlepszym tego przykładem jest scena rozgrywająca się w Centrum Kosmicznym w Houston. Mark i Patricia odwiedzają to miejsce w celu prowadzenia transmisji na żywo, podczas której mogliby wspólnie z widzami pośmiać się z największego wroga wszystkich płaskoziemców – NASA. W pewnym momencie Sargent zaczyna korzystać z jednego z dostępnych tam symulatorów. Kilkakrotnie próbuje go uruchomić za pomocą ekranu dotykowego, w końcu jednak daje za wygraną, komentując całą sytuację ze śmiechem: „Naciskam przycisk wodowania i nic się nie dzieje. Dalej. Dalej. Symulator Orion nie działa”. Chwilę później Patricia i Mark odchodzą kilka metrów dalej, aby wyśmiewać kolejne urządzenia znajdujące się w centrum kosmicznym. Kamera pozostaje jednak przy „zepsutym” symulatorze nieco dłużej i po chwili otrzymujemy zbliżenie dużego, zielonego przycisku „START”, znajdującego się tuż obok fotela, na którym jeszcze kilka sekund wcześniej siedział Sargent. No cóż, najwyraźniej każdy widzi na tym świecie to, co chce zobaczyć.

Ostatnio dodane