Recenzje

PASAŻER. Szklana pułapka z Liamem Neesonem w pociągu

Bohater walczący o życie na zamkniętej przestrzeni, Liam Neeson w roli doświadczonego twardziela - znane i ograne, ale także fajne i lubiane.

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Jaume Collet-Serra i Liam Neeson stanowią dobrany duet. Pasażer jest bowiem czwartą ich kolaboracją (po TożsamościNon-Stop Nocnym pościgu), a efektem ich pracy są całkiem udane thrillery akcji, w których napięcie i tajemnica są ważniejsze od efektownych eksplozji. Na próżno szukać tu silenia się na oryginalność czy prób odkrycia gatunku na nowo, ale w zamian dostajemy porządną dawkę rozrywki, która nie obraża inteligencji widza (pomimo okazjonalnych fabularnych naciągnięć i głupotek). Szczególnie zadowoleni powinni być fani Neesona, który w moim odczuciu jest idealnym herosem kina akcji. To nie rzucający cwane one-linery przystojniak pokryty górą mięśni, a starzejący się mężczyzna, który przeciwników pokonuje sprytem i determinacją. Jedno jego spojrzenie i gniewne warknięcie wystarczy, żeby odprawić samozwańczego, wymachującego Glockiem gangstera prosto do jego zawiedzionej mamy z blokowiska.

Niektórych być może zaskoczy to, że tym razem grany przez Neesona protagonista nie jest wykolejeńcem zmagającym się z depresją i alkoholizmem. To kochający mąż i ojciec stawiający dobro rodziny na pierwszym miejscu. Naturalnie ma za sobą lata spędzone podczas służby w policji, ale obecnie trudni się znacznie spokojniejszym (żeby nie powiedzieć nudniejszym) fachem, jakim jest sprzedawanie ubezpieczeń. Jego względnie poukładane życie zaczyna się jednak sypać już po kuriozalnie (wciąż nie wiem, co myśleć na temat użytych tu zabiegów) zmontowanym prologu. W ciągu kilku minut starannie przemyślany plan finansowy na najbliższe miesiące i lata rozpada się, a zrezygnowany bohater wsiada do pociągu, którym kursuje między pracą a domem od ponad dekady. Zaburzona wcześniej rutyna dnia zostaje jeszcze bardziej naruszona przez tajemniczą kobietę (zimna i enigmatyczna Vera Farmiga). Rzeczona dama prezentuje swojemu rozmówcy cokolwiek dziwną propozycję dotyczącą jednego z pasażerów pociągu, po czym ulatnia się, zostawiając za sobą więcej pytań niż odpowiedzi. “Jakim jesteś człowiekiem?” – zadaje przed wyjściem pytanie naszemu protagoniście. Zdesperowanym i motywowanym ludzką ciekawością, można by odpowiedzieć. Haczyk zostaje bowiem połknięty, a bohater wplątuje się w śmiertelnie niebezpieczną grę, której miejscem akcji jest pociąg.

Skojarzenia z Non-Stop są jak najbardziej na miejscu (nie mówiąc już o Szklanej pułapce, która zapoczątkowała ten nurt kina akcji), ale tym razem, zanim zaczniemy zgadywać “kto”, musimy najpierw zrozumieć “dlaczego”. Intencje tajemniczej nieznajomej i jej ewentualnych pracodawców są nieznane, podobnie jak zakres ich kontroli nad wydarzeniami w pociągu. Działania protagonisty są bowiem w jakiś sposób monitorowane, zaczepiają go pozornie przypadkowi, ale wtajemniczeni w całą sprawę ludzie, a każda interakcja wydaje się podejrzana. Dezorientacja i narastająca paranoja bohatera udziela się także widzowi, a sporą rolę odgrywa tym niezawodny jak zawsze Neeson oraz reżyser świetnie radzący sobie z pokreśleniem chaotyczności sytuacji oraz ciasnoty miejsca akcji. Klaustrofobiczne wnętrze przepełnionego pociągu to świetne tło dla stresującego wyścigu z czasem i jestem pewien, że doceni to każdy miłośnik zamykania udręczonych bohaterów na małej przestrzeni.

Niemniej fabuła zapewnia widzowi trochę główkowania, bawi się jego oczekiwaniami i kilka razy zaskakuje.

Czasem działa to na korzyść scen walk, których uczestnicy robią właściwy użytek ze swojego otoczenia i w pomysłowy sposób atakują przeciwnika. Są jednak momenty, w których nadmierne zbliżenia i nieco sztucznie krążąca wokół postaci kamera wytrącają z równowagi. Kilka cięć więcej nie zaszkodziłoby, ale z drugiej strony bez namysłu wybiorę takie podejście zamiast poszatkowanego w montażowni bałaganu, jaki jeszcze parę lat temu był standardem w kinie akcji (nieudolne próby naśladowania stylu Paula Greengrassa to zdecydowanie krok w złym kierunku). Na miejscu byłoby także kilka scenariuszowych poprawek, głównie w kwestii ekspozycji – ta momentami jest zbyt niezgrabna (hej, przecież byliśmy partnerami przez siedem lat, pamiętasz?) albo pozostawia trochę niepotrzebnych niejasności.

Okazjonalne czerstwe kwestie wywołują krzywy uśmiech, a dość standardowy finał częstuje nas pewnymi oczywistościami, ale czy to ważne? Przez cały seans ani razu nie sprawdziłem godziny, akcja trzymała w napięciu, które okazjonalnie rozładowywał niezły humor, a Liamowi Neesonowi nie sposób było nie kibicować do samego końca. Czego tu chcieć więcej?

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane