Recenzje

PAMIĄTKI CLAIRE DARLING. Duszące wspomnienia

Julia Bertuccelli przesadnie skupiła się na licznych retrospekcjach, przez co zaniedbała zarówno wątek główny swojego filmu, jak i bohaterów.

Autor: Dawid Konieczka
opublikowano

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Claire Darling (Catherine Deneuve) to typowa ekscentryczna starsza pani mieszkająca w wielkim domu pełnym niepotrzebnych bibelotów, której dokucza samotność. Do pełnego obrazu stereotypu brakuje tylko stadka kotów. Tymczasem kobieta nie odczuwa szczególnego osamotnienia. Tym, co staje się dla niej ciężarem nie do zniesienia, jest obecność niezliczonych przedmiotów, którymi jest otoczona. Claire kojarzą się one z przeszłością, a ta nie składa się z pięknych, nostalgicznych wspomnień.

Gdzie nie spojrzeć, w domu bohaterki piętrzą się góry staromodnych mebli, nakręcanych zabawek, wypchanych zwierząt i od dawna nieczytanych książek. Znaczna część z tych rzeczy wiąże się z minionymi, nieprzyjemnymi wydarzeniami. W swoim życiu, które według samej Claire ma zakończyć się lada chwila, nie otaczała się najbliższymi osobami, ale właśnie przedmiotami. Te ewokują kolejne retrospekcje, które przywołują bolesne wspomnienia: tragiczną śmierć syna oraz jej równie przykre następstwa, jak załamanie relacji z córką Marie zakończone jej ucieczką z domu. Poustawiane na półkach drobiazgi miały być sposobem na zastąpienie utraconego szczęścia, jednak nie zdaje on egzaminu.

claire-darling-chiara-mastroianni-2

Reżyserka Pamiątek Claire Darling, Julie Bertuccelli, kapitalnie pokazuje, jak myśli tytułowej kobiety oraz jej najbliższych nieustannie i nierozerwalnie splecione są z przeszłością. W większości scen bohaterowie mijają się z młodszymi wersjami samych siebie, a przestrzenie zmieniają się z teraźniejszych w minione w sposób niezauważalny. W jednym ujęciu Claire jest grana przez zagubioną i roztrzęsioną Catherine Deneuve, by po cięciu zmienić się w oziębłą i wyniosłą Alice Taglioni. Bertuccelli przepływa między porządkami czasowymi niezwykle swobodnie, wzorowo wykorzystując inscenizację, przestrzeń pozakadrową i montaż. Niemniej trzeba wspomnieć, że ten ostatni raz zadziwia swoją niezauważalnością, by za moment wprawić w konsternację nieporadnością. Autorce Drzewa czasami zdarzają się dziwne, niechlujne przeskoki montażowe oraz niezręczne elipsy, które mogłyby sprawdzić się w filmie o ambicjach artystyczno-awangardowych, a Pamiątki… do takich nie należą.

Niestety Bertuccelli zaczęła tak doskonale radzić sobie z lawirowaniem między tym, co jest, a tym, co było, że zbudowała swój film prawie wyłącznie na retrospekcjach. Nagromadzenie wspomnień jest tak duże, że w pewnej chwili zaczyna wręcz irytować (czego apogeum jest pierwsza scena z udziałem księdza Georgesa, w której przebłyski przeszłości pojawiają się tak licznie i natarczywie, że zakrawa to na parodię). Reżyserka tak bardzo skupiła się na przedstawieniu tragicznych zdarzeń z przeszłości bohaterów, że zupełnie zapomniała o teraźniejszym wątku głównym. A w tym przez większość czasu nie dzieje się po prostu nic.

claire-darling-alice-taglioni-colomba-giovanni-3

Zdecydowanie brakuje tu punktu odniesienia dla wszechobecnych wspomnień.

Claire, dorosła już Marie (Chiara Mastroianni) i pozostali bohaterowie zdają się pojawiać na ekranie wyłącznie po to, by sprowokować jakieś wspomnienie. Bertuccelli chce pokazać, co w przeszłości odcisnęło piętno na psychice i relacjach postaci, ale zapomina przyjrzeć się temu, czym owo piętno jest. Bohaterowie dostają zdecydowanie zbyt mało dialogów i scen współczesnych, by Pamiątki… mogły osiągnąć wyższy poziom emocjonalnego zaangażowania widza niż tylko przeciętny. Zdecydowanie brakuje tu punktu odniesienia dla wszechobecnych wspomnień. Dopiero finał zyskuje na dramaturgii, bo i retrospekcje, i wątek teraźniejszy zagęszczają się treściowo, ale w tamtym momencie jest już za późno, by odegnać wrażenie oglądania niespełna półtorej godziny pobieżnie potraktowanych okruchów życia.

Nie sposób odmówić Julii Bertuccelli ciekawego pomysłu przenikania się dwóch planów czasowych i doskonałej jego realizacji. Sceny, w których zauważa się (albo właśnie nie zauważa!), że przenieśliśmy się wraz z bohaterami w przeszłość robią wspaniałe wrażenie. Tylko co z tego, skoro punktem wyjścia do nich jest bardzo zaniedbany wątek główny pełen tkwiących w martwym punkcie postaci, o których dowiadujemy się zbyt mało, by móc na seansie Pamiątek Claire Darling po prostu się nie nudzić.

Ostatnio dodane