Recenzje

OPIEKUNKA: DEMONICZNA KRÓLOWA. Zwariowany horror Netfliksa powraca

Druga "Opiekunka" jest jak drugi "Terminator" - to samo, ale bardziej!

Autor: Filip Pęziński
opublikowano

Opiekunka 2: Dzień sądu

Opiekunka powraca! Film Netfliksa z 2017 roku z Samarą Weaving w roli tytułowej właśnie doczekał się sequela, który oczywiście również możecie obejrzeć na popularnej platformie streamingowej. W kontynuacji ponownie pojawiła się główna obsada pierwowzoru, a za kamerą jeszcze raz stanął McG (Aniołki Charliego, Terminator: Ocalenie).

Dwa lata po wydarzeniach z oryginalnego filmu Cole (ponownie Judah Lewis) wciąż próbuje pozbierać się i ruszyć do przodu po masakrycznym starciu z sektą. Nie jest to łatwe, bo nikt nie wierzy w jego historię, inni uczniowie nadal się nad nim znęcają, a na dodatek rodzice chcą wysłać syna do zakładu psychiatrycznego. Ucieczką przed troskami ma być wspólny wyjazd z przyjaciółką Melanie (znana już z części pierwszej Emily Alyn Lind). Niestety, w czasie weekendu koszmar powraca. Cole ponownie musi zmierzyć się z powstałymi z martwych dawnymi sojusznikami (wracający do ról Robbie Amell, Bella Thorne, Andrew Bachelor i Hana Mae Lee) swojej martwej opiekunki.

Opiekunka: Demoniczna królowa opiera się na schemacie fabularnym oryginału, ale po pierwsze dorzuca do niego nowe wątki (jak szersza rola rodziców Cole’a czy postać nowej uczennicy w szkole głównego bohatera), a po drugie stawia na większy rozmach. Wciąż – mimo lekkiej wtórności – całość potrafi zaskoczyć, ale przede wszystkim równie mocno bawić. Jeśli poziom humoru zaserwowany w części pierwszej przypadł wam do gustu, to i tutaj znajdziecie coś dla siebie. W wielkim stylu powracają karykaturalne postaci, hektolitry krwi i zabawa konwencją slashera. W finale twórcom udało się nawet spiąć obie części swoistą klamrą (nieco ckliwą, trzeba przyznać), co pokazuje, że ambicje scenarzystów nie zatrzymały się na odtwórczej powtórce z rozrywki.

Siłą filmu, podobnie jak w części pierwszej, pozostaje obsada, która świetnie czuje się w obranej konwencji. Judah Lewis to naprawdę porządny protagonista (co cieszy – młodzi aktorzy szybko potrafią stracić swoją dziecięcą charyzmę), a Emily Alyn Lind i Jenna Ortega sprawnie zapełniają lukę po istnym magnesie oryginału, którym bez wątpienia była wspaniała Samara Weaving (Zabawa w pochowanego). Z radością przyjąłem także powrót demonicznej watahy w postaci Robbiego Amella, Belli Thorne, Andrew Bachelora i Hany Mae Lee, którzy ponownie świetnie bawią się swoimi absurdalnymi bohaterami. Mocniej na pierwszy plan wysuwa się też Ken Marino (filmowy ojciec głównego bohatera), który nie po raz pierwszy udowadnia, że w komediowej konwencji czuje się jak ryba w wodzie.

Duże wrażenie robi też strona wizualna produkcji. Wyraźnie czuć tu większy rozmach, reżyser może pozwolić sobie na jeszcze więcej (walka w stylu dwuwymiarowej bijatyki, wow!), bohaterowie swobodnie przemieszczają się pomiędzy kolejnymi lokacjami, a wszystko to ujęto w naprawdę świetnych zdjęciach, wykorzystujących ejtisowe neonowe barwy.

Jeśli znacie i lubicie pierwszy film, to w Opiekunce: Demonicznej królowej znajdziecie ten sam zestaw atrakcji – zwariowany mariaż teen dramy, czarnej komedii, horroru i slashera. W filmie kilkukrotnie wspomniane są Terminatory Jamesa Camerona i jest to wyraźna wskazówka co do podejścia, którym kierowali się twórcy. Sequel korzysta z tego samego schematu fabularnego co jedynka, ale dokręca śrubę, dociska pedał gazu i zabiera nas w jeszcze bardziej zwariowaną, krwawą i efektowną podróż. 

Bawiłem się świetnie. Tak jak bawiłem się na oryginalnej Opiekunce. I chętnie wrócę do tego świata jeszcze raz, bo kolejną odsłonę zapowiada już scena w trakcie napisów Demonicznej królowej. Trzymam kciuki za realizację.

Ostatnio dodane