search
REKLAMA
Archiwum

OKO

Adam Łudzeń

16 grudnia 2018

REKLAMA

Niektórzy ludzie mówią, że ten świat jest brzydki, ale jednocześnie
jest on piękny. Nie wiem czy mają rację. Ale niedługo ocenię ten
świat świeżym spojrzeniem…

The Eye (oryginalny tytuł to Jian Gui) to azjatycki horror wyreżyserowany przez braci Pang (Oxide Pang i Danny Pang). Jest to drugi film tej produkcji (a konkretnie Hong-Kong) i z tego gatunku, który miałem okazję obejrzeć. A obejrzałem go zaraz po Dark Water – innym (japońskim) filmie grozy, którego obejrzenie oczywiście w tym miejscu polecam. A także polecam przeczytanie recenzji do niego, w której prócz samego filmu opisuję dodatkowo jak się zaczęła moja “przygoda” z azjatyckimi horrorami i jaki miałem wcześniej stosunek do nich. Dlatego nie będę się tutaj powtarzał i od razu przejdę do sedna sprawy, czyli właściwej recenzji The Eye.

Bohaterką filmu jest młoda dziewczyna, niewidoma od drugiego roku życia. Lecz teraz los dał jej szansę i dzięki przeszczepowi rogówki znów będzie mogła cieszyć się wzrokiem. Tak też się dzieje – operacja się udaje, a wzrok Won Kar Mun (tak ma na imię główna bohaterka) zaczyna stopniowo się polepszać. Z początku wszystko zamazane, z czasem zaczyna się wyostrzać i nabierać odpowiednich kształtów i barw. Lecz odzyskanie wzroku ma także inną, mroczną stronę… Mun zaczyna widzieć rzeczy dziwne i niewyjaśnione. Zaczyna widzieć rzeczy i osoby, których inni nie dostrzegają. Z początku sprawa jest niewyjaśniona, ale im dalej posuwa się fabuła, tym bardziej wszystko zaczyna nabierać sensu. Ale czy można tu mówić o sensie? Raczej o przekleństwie, jakim dla Mun staje się jej wzrok. Bowiem – jak się okazuje – dziewczyna zaczyna widzieć… duchy. A z czasem także dziwne cienie, które pojawiają się w różnych miejscach. Jeśli nie chcecie wiedzieć co jest dalej – przeskoczcie do następnego akapitu. W ten sposób unikniecie ewentualnych i niepożądanych spojlerów. Reszta ciekawskich i Ci, dla których spojlery nie mają znaczenia – mogą śmiało czytać dalej. Bo jak się później okazuje – Mun widzi między innymi osoby, które popełniły samobójstwo. A najgorsze jest to, że dusze zmarłych nie zaznają spokoju i cyklicznie powtarzają swój śmiertelny krok – o tej samej porze. Dlaczego główna bohaterka to widzi? Tu z rozwiązaniem przychodzi rodzina dawcy. Bowiem jakiś czas temu, w małej wiosce żyła młoda dziewczyna – Ling, która także widziała dziwne i niewyjaśnione rzeczy. Potrafiła przewidzieć czyjąś śmierć i nieszczęście, dlatego ludzie uważali ją za wcielenie zła i trzymali się od niej z daleka. Była poniżana i wyśmiewana. W końcu nie wytrzymała i popełniła samobójstwo… A dręcząca ją klątwa przeszła teraz na Mun…

Cały film to dobrze i sprawnie zrealizowany horror z kilkoma naprawdę mocnymi scenami. W przeciwieństwie do Dark Water – tutaj nie trzeba na takie sceny czekać aż do końcówki. Motywy te pojawiają się w różnych momentach, co jeszcze bardziej potęguje niepokój i świetny, filmowy klimat. Mocne sceny są na tyle dobre, że ciarki przechodzą po plecach i przeszywają całe ciało. Jeśli chodzi o fabułę i wykonanie – całość przypomniała mi nieco inny, nota bene bardzo dobry film – Szósty Zmysł. W The Eye fabuła może nie jest zbyt oryginalna (widzenie duchów to przecież nie nowość), ale samo wykonanie, pomysł, rewelacyjna końcówka (o tym trochę dalej) i wspomniane wyżej mocne sceny powodują, że film nie należy do klasy średniej. Wręcz przeciwnie – takiego obrazu prędko się nie zapomina. Skoro wspomniałem o rewelacyjnej końcówce, warto ten wątek nieco rozwinąć. I podobnie jak wcześniej – ostrzegam przed spojlerem. Kto nie chce czytać – niech przejdzie do następnego akapitu. Samo zakończenie The Eye bardzo przypomniało mi końcówkę z dość nowego filmu Przepowiednia (The Mothman Propecies – z Richardem Gere’m w roli głównej). Reżyserów wprawdzie można by “oskarżyć” o pewnego rodzaju plagiat i brak własnego pomysłu, ale da się to wybaczyć. A dlaczego? Bo końcówka The Eye jest zrealizowana po prostu rewelacyjnie! Tej z Przepowiedni daleko do tego, co stworzyli i zaserwowali widzom bracia Pang. Wielkie brawa! A w całą dość tragiczną i dramatyczną opowieść wpleciony jest dodatkowo wątek miłosny, a konkretnie uczucie jakie rodzi się i wciąż narasta między naszą główną bohaterką a młodym lekarzem, który opiekuje się Mun. Oczywiście wątek ów w żadnym stopniu nie zaciemnia głównego zarysu scenariusza.

Jeśli chodzi o samą konstrukcję filmu – po dwukrotnym obejrzeniu nasunęła mi się jedna myśl odzwierciedlająca jego chyba jedyną większą wadę. Mianowicie pierwsza część filmu jest po prostu lepsza i ciekawsza niż druga (prócz końcówki), która w przeciwieństwie do pierwszej jakoś niczym mnie nie zaskoczyła i nawet jakoś w ogóle nie przestraszyła… Szkoda, że twórcy w drugiej połowie nieco zluzowali i dali odetchnąć widzom. Można było pójść na całość i trzymać w napięciu, niepokoju i strachu aż do samego końca. Takie rozwiązanie mogłoby być chyba lepsze, no ale trudno. Na szczęście lekkie znużenie, które naszło mnie pod koniec, uratowała finałowa, świetnie zrealizowana sekwencja. I to by było na tyle jeśli chodzi o wady. Bo ewentualne drobne błędy czy niedociągnięcia i tak by nie wpłynęły w żadnym stopniu na ocenę końcową. Bo dalej właściwie do niczego nie można się przyczepić – porządny dźwięk, efekty, wykonanie, scenariusz i gra aktorska (szczególnie Mun, w którą wcieliła się Angelica Lee aka Lee Sin-Je, zagrała doskonale). Dobra jest także muzyka stworzona przez Orange Music. Szczególnie motyw słyszalny podczas napisów początkowych i końcowych jest doskonały! A całość jakże sprytnie skomponowana – chodzi mi głównie o sprawne przejścia między spokojną, optymistyczną i rozluźniającą widza melodią do głośniejszych, typowych dla horrorów dźwięków i zabiegów muzycznych. Za to także należą się wielkie brawa.

Podobnie jak Dark Water – film na stałe zapisał się w mojej pamięci, mogę go śmiało i bez przeszkód polecić innym. To także film, który razem z dziełem pana Hideo Nakata przekonał mnie do azjatyckich horrorów. No i szybko wskoczył do czołówki najlepszych horrorów w moim prywatnym rankingu. Mało wad, dużo zalet – taka jest rekomendacja dzieła braci Pang. Film dostaje pół oczka niżej niż Dark Water, który jednak trochę bardziej mi się podobał. A osoby, które lubią się bać i kochają ten klimat grozy i wciąż rosnące napięcie – dla was droga to The Eye (a właściwie obydwu) stoi otworem.

Od tamtego dnia Ling nigdy się już nie pokazała. Nie żywię do niej urazy, odkąd doświadczyłam tego bólu który ona odczuwała. Ale poza bólem widziałam piękno. Nie pytam już dlaczego jestem niewidoma. Wiem już, że widziałam najpiękniejsze rzeczy na tym świecie. Rzeczy których nigdy nie zapomnę…

Tekst z archiwum film.org.pl

REKLAMA