Recenzje

ODWAŻNA. Żeński remake „Życzenia śmierci”

Wszystko to już widzieliśmy i znamy bardzo dobrze.

Autor: Marek Klimczak
opublikowano

W zaułkach dużych miast bez trudu można spotkać ukrytych w mrokach bram i klatek schodowych typów, których nawet w świetle dziennym przeciętny człowiek omija szerokim łukiem, by nie ściągać na siebie uwagi. Któż choćby raz w życiu nie słyszał „próśb” o 20 groszy albo „szluga”, tonem bynajmniej nie proszącym i nie pozostawiającym wątpliwości, iż oto szykuje się coś bardzo, bardzo, bardzo niedobrego…

Z pewnością jest to zjawisko częste i z pewnością dlatego bohaterowie, którzy potrafią wymierzyć łotrom naszą sprawiedliwość, łatwo zyskują sobie sympatię widzów – Batman, Spider-Man, Punisher, Harry Callahan, Wyatt Earp czy Eric Draven to idole, którzy reprezentują siłę i odwagę, jakiej sami często nie mamy, choć bardzo byśmy chcieli. Najłatwiej jednak taką sympatią obdarzyć bohatera, który nie jest twardzielem z natury, nie ma nadprzyrodzonych mocy ani żadnych innych predyspozycji do walki z bandami złoczyńców. Bohatera, który jest taki sam jak przeciętny człowiek. Taki właśnie był Paul Kersey kreowany przez Charlesa Bronsona w znanej serii Życzenie śmierci. Najnowszy film Neila Jordana Odważna do złudzenia przypomina remake Życzenia śmierci, tyle że zamiast Charlesa Bronsona mamy Jodie Foster… i na tym niestety różnice się właściwie kończą.

Erica Bain, ofiara brutalnego napadu, w którym ginie jej narzeczony, nie mogąc poradzić sobie z przenikającym ją strachem, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i stopniowo coraz bardziej zuchwale wymierza sprawiedliwość przy pomocy zakupionej nielegalnie broni. Jednocześnie przyjaźni się z policjantem, który poszukuje nieuchwytnego mściciela. I to w zasadzie cała fabuła. Wszystko to już widzieliśmy i znamy bardzo dobrze, jednak po filmie twórcy Wywiadu z wampirem należałoby się spodziewać czegoś znacznie lepszego. Na szczęście całość zrobiona jest na tyle poprawnie, że nietrudno uwierzyć, iż krucha Jodie Foster jest w stanie walczyć z ludźmi, dla których połamanie komuś kości bądź nafaszerowanie ołowiem to uliczna codzienność – jej największą bronią jest zaskoczenie, bo któż by się spodziewał, iż ta niewinna z pozoru osoba może kryć za plecami naładowany pistolet, którym potrafi się posługiwać? Dzięki wiarygodności, w tym psychologicznej, film ogląda się bez zgrzytów i kręcenia nosem na nielogiczności scenariusza czy nieprawdopodobne zbiegi okoliczności.

Zemsta jest bardzo wdzięcznym tematem dla filmowych fabuł, niestety w Odważnej tematem lekko tylko dotkniętym, bez wgłębiania się w niuanse, stawiającym jednoznaczną tezę, iż branie sprawiedliwości we własne ręce jest rozwiązaniem właściwym. W świetle tego, co obserwujemy na ekranie, trudno temu zaprzeczyć, bo poczucie sprawiedliwości jest dla człowieka znacznie ważniejsze niż przywiązanie do przestrzegania prawa, zwłaszcza gdy oficjalne środki okazują się zupełnie nieskuteczne. Ale skoro tak, to po co nam prawo, policja i sądy? Neil Jordan postawił na sytuacje jednoznaczne, oszczędzając Erice Bain pomyłek w ocenie sytuacji, nie pozostawiając wątpliwości, iż swoimi celnymi strzałami każdorazowo przyczyniła się do zmniejszenia na świecie liczby ludzi, którzy zasłużyli na śmierć. Szkoda, bo dylematy i rozterki zawsze są, w aspirującym do miana psychologicznego filmie, znacznie bardziej interesujące i bliższe światu realnemu.

Odważna nie jest filmem złym, nie jest nawet filmem nudnym. Jego największą wadą jest nieznośna przeciętność i wtórność, które sprawiają, iż łatwo go zapomnieć. Neil Jordan wycisnął z przeciętnego scenariusza chyba wszystko co się dało, dzięki czemu trudno doszukiwać się w nim realizatorskich uchybień. To jednak za mało, żeby mówić o filmie udanym, nawet mimo dobrej roli Jodie Foster.

Tekst z achiwum film.org.pl (12.10.2007)

Ostatnio dodane