search
REKLAMA
Archiwum

OBCY KONTRA PREDATOR. Niezasłużenie skreślony

Adam Łudzeń

12 czerwca 2019

REKLAMA

Teraz chciałbym poruszyć pewną ważną kwestię – otóż chodzi o wszelkie wady i błędy, które posiada Alien vs. Predator. Mógłbym – wzorem wielu fanów serii – zamienić się w megalomana i wyolbrzymić każdy filmowy szkopuł do rangi nieprawdopodobnego dziadostwa czy nielogiczności. Ale tego nie zrobię, gdyż w przypadku AvP mocno przymykałem oczy na wszelkie niedociągnięcia. Skupiłem się na tym, co dobre, a tego podczas oglądania mi nie brakowało. Zatem mógłbym się czepiać tego, że Predatory są zbyt “wysportowane”, że cykl życiowy Obcego znacznie przyspieszono, że kwas Obcych działa na część wyposażenia Predów, a na część nie (przyznam, że to dość dziwna niekonsekwencja), że miejscami dialogi nie są najwyższej jakości, że brakuje bardziej wyrazistych postaci, a także tego, że kilka scen znalazło się w filmie niepotrzebnie i można je było spokojnie wyciąć lub zastąpić innymi. To wszystko mi nie przeszkadzało, zeszło na dalszy plan, nie wadziło w taki sposób, by wywołać we mnie niechęć czy zniesmaczenie. Nawet takie sceny, jak – uwaga na spojlery w kolejnym zdaniu (i już do końca akapitu) – sojusz człowieka z Predatorem nie wywołały we mnie poczucia zażenowania, gdyż to akurat element wzięty żywcem z pierwszego komiksu z serii “Aliens vs. Predator”. Okazuje się, że ów wątek bardzo przeszkadza widzom, szczególnie fanom, a warto wspomnieć, że komiks paradoksalnie uznawany jest przez większość z nich za najlepszy z cyklu “AvP” – cóż za przewrotność… To samo tyczy się postaci Predaliena, widocznej w ostatnim ujęciu filmu (zapowiedź sequela) – przecież i ta postać była obecna w komiksach, i nie tylko – nawet w grze komputerowej na licencji 20th Century Fox. Ba, pojawił się też zarzut, że główna bohaterka jest… czarna! I że próbuje naśladować słynną Ripley, co jest oczywiście zwykłą przesadą. W komiksie główną bohaterką była Azjatka – i to już nikomu nie przeszkadzało. Zatem czyżby przez fanów nagle zaczął przemawiać złośliwy rasizm?

To, na co mógłbym naprawdę ponarzekać, to długość filmu (zaledwie półtorej godziny), jednak dzięki temu AvP posiada pewien stonowany wydźwięk i pozostawia lekki niedosyt – rzekłbym, że mimo wszystko w pozytywnym znaczeniu. Zatem nie znajdziemy tutaj fajerwerków czy efekciarstwa, wszystko dzieje się szybko, aczkolwiek konkretnych akcji mamy zaledwie kilka. Ale gdy już mamy z takimi do czynienia – są to prawdziwe perełki. Scena najdłuższego w filmie pojedynku Obcego z Predatorem jest kapitalna i przejdzie do małej klasyki science-fiction. Retrospekcja również wyszła znakomicie. Nie brakuje też innych, często krótkich scen, które robią wrażenie i na zawsze zapadają w pamięć. Dobrym posunięciem było “udoskonalenie” Obcych – w AvP nie są one zredukowane do mięsa armatniego dla Predów, lecz stanowią wręcz równorzędnych, godnych przeciwników. Potwory są szybsze, zwinniejsze, silniejsze, mają dłuższy i bardziej morderczy ogon, a także bardziej rozwiniętą inteligencję. Zatem nasi wspaniali Łowcy będą mieli nie lada orzech do zgryzienia, a nie zapominajmy, że to “młodziki”, bez doświadczenia – i tak udało się postawić te dwa gatunki na równi w walce. Pewnie większość spodziewała się harców Predatorów siekających setki Obcych, ale jako olbrzymi miłośnik tych drugich – miałbym prawo protestować, gdyby do tego doszło! Anderson zwyczajnie nie chciał wywyższać żadnego z tych dwóch gatunków – co w przypadku takiego filmu jest posunięciem jak najbardziej odpowiednim. Szkoda, że mimo wszystko wycięto wiele brutalnych ujęć. Gdzieś wyżej wspomniałem o tym, że w amerykańskich kinach była wyświetlana również wersja nieocenzurowana (wieczorne lub nocne seanse), wzbogacona o wiele krwawych wstawek (więcej tzw. “flaków”, odciętych kończyn i ogólnie gore). Ciekawe, czemu była tak mało popularna w USA i dlaczego nikt o niej nie wspomina w internetowych minirelacjach czy recenzjach. A wiem o niej od klubowego kolegi, który obejrzał AvP w amerykańskim kinie zarówno w jednej, jak i drugiej wersji. Jego opinia jest jednoznaczna (pomijając fakt, że film raczej go nie zachwycił) – krwawsza edycja jest lepsza – zresztą nie mogło być inaczej. Miejmy nadzieję, że na DVD pojawi się właśnie Obcy kontra Predator w wersji “Uncut”, jak już zdążył zapowiedzieć reżyser.

REKLAMA