Recenzje

OBCY KONTRA PREDATOR. Niezasłużenie skreślony

Autor: Adam Łudzeń
opublikowano

Grzechem byłoby przedstawianie komukolwiek z odwiedzających tę stronę postaci Obcego i Predatora. Zarówno jedna, jak i druga kreatura to już kult w kinematografii science-fiction, kult, o którym każdy miłośnik kina powinien słyszeć – o obejrzeniu produkcji z udziałem tych potworów nawet nie wspominając. Przed obejrzeniem filmu Obcy kontra Predator przydałoby się chociaż przypomnieć wszystkie części obu serii. Zapewniam, że warto, gdyż bez nich AvP naprawdę wiele traci. Poniższa recenzja jest wersją skrótową w porównaniu z kolosem, który planowałem napisać pierwotnie – ale postanowiłem całość skrócić, pozostawiając tylko to, co najważniejsze, gdyż, szczerze mówiąc, nie lubię się mocno rozpisywać o ulubionych filmach. Tak, nie przejęzyczyłem się – o ulubionych…

Oczywiście (...) to nie ta sama klasa co wcześniejsze produkcje, ale AvP jest zupełnie innym filmem - gdzie siłą napędową jest wspólne obsadzenie dwóch tytułowych, kultowych postaci w jednym scenariuszu.

Na AvP czekało (lub zdecydowanie nie czekało) wielu fanów tych serii. Sam się przyznam, że śledziłem powstawanie filmu odkąd tylko pojawiły się pierwsze informacje o nim. Zatem niesamowicie często była odwiedzana przeze mnie strona oficjalna (nota bene świetnie zrobiona witryna), skrupulatnie przeglądałem każdy nowy, krótki dokument o realizacji, każdy nowy trailer, fotos, szkic, rysunek. Każda, nawet drobna i mało istotna informacja, była dla mnie na wagę złota. Ale czemu się dziwić, skoro saga Alien to najukochańsze filmy mojego życia (a na piedestale część druga, Aliens – ten jeden jedyny, najlepszy film, który stawiam zawsze ponad wszystko), a zaraz po nich właśnie „Predatory” (szczególnie gloryfikuję część pierwszą). Gdy ogłoszono, że reżyserem zostanie Paul Anderson, podniosły się pomruki zniesmaczenia i niedowierzania. Warto nadmienić, że sam Anderson należy do wielkich fanów tych filmów, szczególnie Aliena. Ja generalnie nie miałem powodów do absolutnie żadnych narzekań, gdyż podobały mi się Mortal Kombat i Resident Evil spod ręki tego pana, i zasadniczo odpowiada mi jego styl. Jednak sporym ciosem okazał się fakt, że film będzie należał do kategorii wiekowej PG-13, co wiązało się ze sporą cenzurą ze strony producentów. Warto nadmienić, że do tej pory wszystkie „Alieny” i „Predatory” należały do najwyższej kategorii wiekowej. Skąd zatem taka nagła zmiana? Chęć zdobycia większej popularności i widowni – szczególnie tej młodszej? Ameryka jest dziwnym krajem… Jednak i tym faktem się nie przejąłem, gdyż widziałem sporo rewelacyjnych filmów spod znaku PG-13, a część z nich do łagodnych wcale nie należała. Ale, panowie i panie należący do miłośników kategorii „R”,  nie wszystko stracone!

Otóż okazuje się, że w USA była pokazywana w kinach wersja nieocenzurowana (!), a na DVD ma wyjść również edycja opatrzona przydomkiem „Uncut” – ale o tym wszystkim będzie w dalszej części tekstu. Zatem, śledząc krok po kroku poczynania ekipy odpowiedzialnej za AvP, ogólnie wiedziałem, jak będzie wyglądał ten film. To nie miał być kolejny Obcy czy Predator. To nie miała być ta klasa, co wcześniejsze odsłony. Może dzięki takiemu nastawieniu nie zawiodłem się i dostałem to, czego oczekiwałem. Bo już teraz napiszę, że film niesamowicie mi się podoba… i nic na to nie poradzę! Polska premiera (i ogólnie europejska) mocno opóźniona (w USA AvP wystartował przecież 12 sierpnia). W naszym ojczystym kraju – 4/5 listopada. Ja miałem okazję uczestniczyć w pokazie przedpremierowym – tzw. wieczór Halloween, 30 października 2004 roku…

Obcy kontra Predator spotkał się z dużą, wręcz miażdżącą krytyką w USA, a wkrótce podobny los spotka go pewnie w Europie. Nieprzychylne recenzje, czepianie się (często na siłę) każdego szczegółu, nierzadko kupa bezsensownych i bezpodstawnych zarzutów. Cała ta niefortunna otoczka powstała moim skromnym zdaniem zupełnie niezasłużenie. Na szczęście znalazła się wcale niemała grupa osób, którym film mocno przypadł do gustu. Oczywiście, jak wspominałem w akapicie powyżej, to nie ta sama klasa co wcześniejsze produkcje, ale AvP jest zupełnie innym filmem – gdzie siłą napędową jest wspólne obsadzenie dwóch tytułowych, kultowych postaci w jednym scenariuszu. Sam scenariusz nie jest taki zły, jak można by sądzić z narzekań wielu osób. Oto mamy satelitę firmy Weyland (jeszcze nie Weyland-Yutani – taka ciekawostka), który wykrywa potężne źródło ciepła na Antarktydzie. Okazuje się, że pod lodowcem „spoczywa” piramida będąca mieszanką trzech różnych kultur (nota bene sprytnie wpleciony wątek niewyjaśnionego wyginięcia pewnych cywilizacji). Charles Weyland – właściciel firmy – zbiera wyszkoloną ekipę i wyrusza zbadać jakże cenne dla ludzkości odkrycie. Wśród ekipy znajdują się ludzie posiadający niesamowicie nowoczesny sprzęt, ochrona, archeolodzy oraz główna bohaterka – przewodniczka. Oczywiście na miejscu okazuje się, iż owa piramida to starożytna budowla Predatorów, którzy co 100 lat przylatują na Ziemię, „odmrażają” Królową Obcych i zwabiają na miejsce ludzi – to oni przecież będą nosicielami przyszłych potworów. I tak zaczyna się polowanie, test mający na celu przekształcenie młodych, niedoświadczonych Predatorów w prawdziwych Łowców. Właśnie w tym czasie, gdy ekipa głównych bohaterów zmierza ku Antarktydzie, na Ziemię zostaje wysłana trójka drapieżców…

Ostatnio dodane