Recenzje

OBCY KONTRA PREDATOR 2. Znacznie lepszy niż część pierwsza

Autor: Adam Łudzeń
opublikowano

Pierwsza rzecz to klimat. Jak tylko usłyszałem o tym, że miejscem akcji Obcego kontra Predatora 2 ma być zwykła, ziemska, małomiasteczkowa sceneria, to obudziła się we mnie ciekawość. Pomyślałem, że to będzie coś nowego i oryginalnego. Wprawdzie Predator do tej pory polował zarówno w tradycyjnej dżungli, jak i miejskiej, ale Obcy zawsze kojarzony był (i będzie) z otchłaniami kosmosu. Niemniej jednak Alien w kanałach miejskich, w szybie windy, w ciemnych zakamarkach szpitala, w deszczowej, nocnej scenerii to jest coś, co zwyczajnie przypadło mi do gustu. I zdecydowanie wolę oglądać coś tak nowego, pomysłowego i oryginalnego, niż śledzić poczynania mojego ulubionego monstrum po raz kolejny w kosmosie, po raz kolejny w jakiejś bazie kosmicznej czy na jakimś statku. Dzięki temu zabiegowi zagrożenie staje się jakby… realniejsze. Do tej pory Obcy był daleko stąd, ale w końcu dotarł na Ziemię. I kto wie, może i na Was zza winkla wyskoczy taki czarny sukinsyn, gdy będziecie nocą chodzić po klatce schodowej. Druga rzecz to samo wykonanie techniczne. Mimo iż budżet filmu był niski, to w ogóle tego nie widać – bo bracia Strause wiedzieli, jak wykorzystać kasę i jak dzięki niej zrobić dobry wizualnie film. Mnie najbardziej cieszył swoisty powrót do korzeni – karbowane łby Obcych jak w Obcym: Decydującym starciu, Predator bardzo przypominający tego z filmu McTiernana, klasyczny widok termowizji, no i odgłosy wzięte żywcem z filmu Camerona i nie tylko. Teraz dopiero dotarło do mnie, jak bardzo brakowało mi tego klasycznego, genialnego SFX w Obcy kontra Predator Andersona… Zresztą trzeba przyznać, że film jest znakomicie udźwiękowiony – co ma brzmieć potężnie, tak właśnie brzmi, a dźwięk jest bardzo dobrze rozlokowany w systemie 5.1. No i jeszcze muzyka – miód dla uszu! Wkrótce w dziale muzycznym pojawi się pełna recenzja ścieżki dźwiękowej, jednak już teraz napiszę, że to, co stworzył Brian Tyler, zasługuje na słowa uznania dzięki jednemu, ale jakże szalenie ważnemu zabiegowi – chodzi o nawiązania do poprzednich partytur! Najwięcej słychać tu z Aliens Hornera, Alien 3 Goldenthala i Predatorów Silvestriego. Gdy w czasie filmu usłyszałem słynne bębenki bądź jakiekolwiek echo innego motywu muzycznego z Predatora, albo słynne „uderzenia” z Aliens, to po prostu ciarki przeszły mi po plecach…

A Łowca, nazwany przez twórców Wolf, jest kapitalny. To nie żaden adept, niedoświadczony młodzik jak w filmie Andersona - to doskonale wyszkolony osobnik, niczym Predatorzy z filmów McTiernana i Hopkinsa, działający zdecydowanie i poruszający się z odpowiednią gracją.

Skoro już jesteśmy przy nawiązaniach, to nie da się nie zauważyć, że ulubioną częścią sagi Obcego dla braci Strause jest Obcy: Decydujące starcie, a zaraz potem Obcy 3 plus pierwszy Predator. Nawiązań do tych tytułów jest w AvP:R cała masa – już sama czołówka z wielką, rozbłyskującą literą „I” spowodowała szybsze bicie mojego serca. I choć większość z tych nawiązań to rzecz rewelacyjna (mój ulubiony moment to wystrzelenie kapsuły z Predatorem w stronę Ziemi i jego późniejsze wyjście z wody), tak nie obyło się bez kilku niepotrzebnych i wciśniętych na siłę, o czym już wspominałem w akapicie z wadami (przykład: Obcy przybliżający szczękę do głowy kobiety to taka lekko nieudana kopia jednej z najbardziej pamiętnych scen sagi Alien). Zapomniałbym jeszcze o samej końcówce – bardzo ładny, smakowity kąsek dla znawców uniwersum Obcego. Jak tylko dopadnę Obcego kontra Predatora 2 na DVD, to z wielką przyjemnością zrobię obszerną analizę nawiązań – tak, jak zrobiłem to w przypadku filmu Andersona. Zostaje jeszcze kwestia filmowych postaci. PredAlien jak dla mnie zrobiony jest znakomicie. I nie ma go ani za dużo (czego obawiała się większość osób), ani za mało. Z Obcymi bracia Strause zrobili dokładnie to, co uczynił Cameron – robią za mięso armatnie. Królowej brak – co uważam rzecz jasna za plus, bo co za dużo, to niezdrowo. Ludzcy bohaterowie to tylko dodatek (warto dodać, że giną jak należy!) – nie ma żadnej postaci, która byłaby tu głównym bohaterem filmu. „Jak to?” – zapytacie? Ano właśnie tu tkwi największa niespodzianka. Bo głównym bohaterem tego filmu jest… Predator (no chyba że tylko ja odniosłem takie wrażenie). A Łowca, nazwany przez twórców Wolf, jest kapitalny. To nie żaden adept, niedoświadczony młodzik jak w filmie Andersona – to doskonale wyszkolony osobnik, niczym Predatorzy z filmów McTiernana i Hopkinsa, działający zdecydowanie i poruszający się z odpowiednią gracją. Aż dziw bierze, że w jego rolę po raz kolejny wcielił się Ian Whyte, który poruszał się i zachowywał zupełnie inaczej w poprzedniej części. Obserwując działania Predatora w „dwójce” miałem wrażenie, że w kostiumie siedzi ś.p. Kevin Peter Hall… Tak, tak – postać Predatora i akcje z jego udziałem to bezsprzecznie największa zaleta Obcego kontra Predatora 2.

Czas na podsumowanie, bo nie chcę się za bardzo rozpisywać. Jaki jest drugi Obcy kontra Predator 2? Inny. Całkowicie inny od pierwszego. I lepszy. Nawet znacznie lepszy. I podejrzewam, że przypadnie do gustu zdecydowanie większej liczbie osób, które zmiażdżyły falą potężnej krytyki obraz Andersona. Ale też nie wątpię, że i film braci Strause spotka się z wieloma nieprzychylnymi opiniami. Ale wierzę, że będzie ich znacznie mniej. Akcje są bardzo w porządku, technicznie film zrobiony jest bez zarzutu, a literka R w oznaczeniu wiekowym cieszy już przed seansem (a trzeba nadmienić, że jest tu kilka naprawdę hardcore’owych scen). Żadnej skomplikowanej fabuły tu nie uświadczymy, żadnej głębi postaci czy wyrazistych ludzkich bohaterów – bo nie o to w tym filmie chodzi. Tu chodziło po raz kolejny o starcie dwóch tytanów kina science fiction – a reszta to tylko mało znacząca otoczka. Obcy kontra Predator 2 absolutnie nie aspiruje do miana arcydzieła czy filmowej rewelacji. Absolutnie nie próbuje nawet dosięgnąć półki, na której znajdują się wcześniejsze filmy z Obcymi i Predatorami. Moje zdanie w tej kwestii jest takie samo, jak w przypadku pierwszej części – podoba mi się, jest w porządku, to miejscami świetny film, z wadami, które zupełnie mi nie przeszkadzają w odbiorze. I szybko stanie się jednym z moich ulubionych. A przecież ulubione filmy wcale nie muszą być tymi najlepszymi, jakie się w życiu widziało… Żadna z części Obcy kontra Predator nie jest w stanie zepsuć ani sagi Obcy, ani obu części Predatorów, bo to zupełnie inna historia, zupełnie inna seria, zupełnie inny rodzaj rozrywki. Ocena końcowa? Z tym mam problem. Znów bierze górę niesamowita subiektywność i słabość do postaci Obcego i Predatora. I cóż mam zrobić, że tak bardzo podobają mi się filmy z udziałem tych postaci? Właściwie to wiem, co zrobić – odwiedzić kino raz jeszcze. Znając życie, to pewnie na dwóch seansach się nie skończy. A teraz moja skromna osoba ponownie zostanie znienawidzona za pozytywne odczucia względem tego filmu – ale ok, już się zdążyłem przyzwyczaić. Będę dzielnie walczył niczym Predator z hordami Obcych w Requiem!

Tekst z archiwum film.org.pl (25.12.2007).

Ostatnio dodane