Recenzje

NOSFERATU WAMPIR, czyli odwieczna klątwa… samotności

Choć to osobliwy komplement w stosunku do utworu, którego głównym bohaterem jest wampir, Nosferatu Herzoga to przede wszystkim niezwykle piękny film – duchowo, na poziomie idei, ale również na płaszczyźnie czysto estetycznej.

Największym tematem utworu Herzoga jest jednak samotność. Porywczego Klausa Kinskiego i natchnionego Wernera Herzoga połączyła wieloletnia i artystycznie owocna, burzliwa znajomość. Stanowili jeden z najbardziej niezwykłych kinowych duetów; omawiany film zaś jest jednym najlepszych owoców ich współpracy. Drakula w tej interpretacji z początku zdaje się bliski roli Maxa Schrecka ze słynnego pierwowzoru: jego przedziwny wygląd i takież zachowanie zdają się odbijać tamten właśnie portret, niby wciąż ludzki, lecz jakby już bliższy jakimś tajemnym, bardziej pierwotnym i naturalnym siłom. Bohater Herzoga powodowany jest jednakże głęboko ludzkimi emocjami i pragnieniami. Oczy Nosferatu nie są nienawistne, agresywne czy władcze, lecz bezbrzeżnie smutne. Kinski we wspaniały, natchniony wręcz sposób wyraża tragizm jego egzystencji, wyalienowanej i pozbawionej ciepła uczuć, nierzadko czyniąc to głównie za pomocą mimiki. „Śmierć to nie wszystko. Są rzeczy straszniejsze”– mówi hrabia w pamiętnym monologu i kontynuuje: „Czas jest otchłanią sięgającą głębi tysiąca nocy. Mijają wieki. Czy wyobraża pan sobie, że można przeżyć stulecia i wciąż doświadczać tej samej marności?”. Drakula Kinskiego nie pragnie przerażać; to ciężar jego losu, jego przeszłości, jego duszy, która tak bardzo oddaliła się od świata ludzi, sprawia, że jakiekolwiek relacje pomiędzy nim i jakimkolwiek innym człowiekiem są już niemożliwe. „Tak chciałbym zaznać miłości, którą darzysz Jonathana” – mówi do Lucy i sam Werner Herzog zdaje się w owej chwili mówić coś do nas – to, iż możemy, jako ludzie, wyzbyć się niemal wszystkiego – oprócz pragnienia uczuć właśnie.

Również w Isabelle Adjani znalazł niemiecki reżyser idealną odtwórczynię roli Lucy. Jej niezwykła, eteryczna uroda idealnie koresponduje z charakterystyką tej postaci. To archetypiczny kulturowy obraz kobiety posiadającej instynktowną, pozarozumową łączność z tym, co nadnaturalne i niemożliwe do empirycznego poznania. Jej uczucia są żarliwe i gwałtowne, a zarazem tak głębokie, że aż wiodące ją do największych poświęceń w ich imieniu.

Do samego końca dzieła realizują się w nim tak klasyczne dla twórczości Herzoga motywy potęgi ludzkiego ducha, również w swej najbardziej ekstremalnej, szaleńczej postaci (w tym kontekście zwraca uwagę głównie postać Renfielda, pracodawcy Jonathana z początku filmu) i słabości rozumowego, naukowego poznania, w którego zbawczą moc tak bezrefleksyjnie wierzymy. Tę ostatnią uosabia postać doktora van Helsinga, który powoli przekonuje się, jak zgubna jest jego zapamiętała i pozbawiona emocjonalnej głębi, zimna, scjentyczna wizja świata.

Choć to osobliwy komplement w stosunku do utworu, którego głównym bohaterem jest wampir, Nosferatu Herzoga to przede wszystkim niezwykle piękny film – duchowo, na poziomie idei, ale również na płaszczyźnie czysto estetycznej. Piękno to najczęściej niepokoi czy onieśmiela, jak we wspomnianych wizjach przyrody, czy późniejszych, frenetycznych niemal obrazach dotkniętego przyniesioną przez Drakulę zarazą miasta. Innymi razy jednak jest ono eteryczne, rozmarzone i wręcz subtelne. To jeden z najdoskonalej sfotografowanych filmów; to nie wizualna stylizacja na wiek dziewiętnasty, lecz prawdziwe zanurzenie w atmosferze i mentalności tego stulecia, w całej magii i tajemniczości, z jaką wiąże się ono w naszych wyobrażeniach.

Jedną z najważniejszych cech wielkiej sztuki jest umiejętność przekroczenia granic dalekiej od otaczającej nas rzeczywistości fabuły i dotarcia do naszych wnętrz, do głębi naszych myśli, marzeń, wspomnień. Tak, większość z nas najprawdopodobniej nigdy nie spotka wampira ani też nawet nie odwiedzi wciąż enigmatycznej i dzikiej Transylwanii. Lecz Herzog potrafi w swej wizji dotrzeć do naszych uczuć mimo to, sprawić, by tego typu fundamentalne pragmatyczne aspekty stały się całkiem nieistotne. Gdy bowiem muzyka płynąca z ekranu milknie i ze zgrzytem otwierają się wrota starego zamku, wokół nas zapada całkowita cisza. Cisza wypełniona wszakże dźwiękami: tykaniem starego zegara, wyciem wilków, pohukiwaniem sów. Obraz ten sprawił, że moje myśli popłynęły ku chłodnym, jesiennym i zimowym nocom spędzanym pośród gęstwiny lasów Puszczy Białowieskiej. Wiatr zawodził wówczas w szczelinach okiennych, z oddali dochodziły moich uszu nawoływania puszczyków; widok zza okien był tak doskonale statyczny, tak nieporuszony, że zdawał się chwilami wizją wprost ze snu. I gdyby opuścić przytulne wnętrze ogrzewanego kaflowym piecem pokoju, oczom ukazałby się mrok borów wszędzie dookoła i to, co ponad nim: niebo połyskliwe tysiącami dalekich, małych świateł. „Rzeki wciąż będą płynąć, gdy przeminiemy, a czas – biec przed siebie. I nawet gwiazdy, które nas ze sobą zetknęły, patrzą na nas z oddali, ze zdziwieniem”.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane