Recenzje

NIEPOKÓJ (2007)

Trochę rozrywki nie zaszkodzi.

Autor: Piotr Żymełka
opublikowano

Podglądanie sąsiadów stanowi doskonały materiał na film, ponieważ twórca może podążyć właściwie w dowolnym kierunku, mając tylko punkt wyjściowy – bohatera obserwującego otoczenie. Znajdziemy zatem całkiem sporo obrazów, których osią akcji jest „szpiegowanie za pomocą lornetki”. Rozrzut gatunkowy takich produkcji sprawia, iż każdy wyszuka coś dla siebie: thriller (Okno na podwórze Alfreda Hitchcocka), komedię z elementami czarnego humoru (Na przedmieściach Joego Dantego) czy też komedię romantyczną (Dziewczyna z sąsiedztwa Luke’a Greenfielda – choć tu wątek podglądania występuje tylko przez chwilę). Do wspomnianych tytułów należy dodać film D.J. Caruso Niepokój (Disturbia), którego klasyfikacja nastręcza jednak pewnych trudności. Ale o tym w dalszej części niniejszej recenzji.

Pierwsze skrzypce gra Shia LaBeouf i właściwie musi dźwigać całe widowisko na swoich barkach.

Kale (Shia LaBeouf) zostaje skazany na trzy miesiące aresztu domowego za pobicie nauczyciela. Specjalny czujnik na nodze ma zapewnić, iż młodzieniec nie złamie nakazu sądowego. Na domiar złego matka chłopca (Carrie Anne-Moss), aby wymusić na nim znalezienie konstruktywnego zajęcia, odcina mu dostęp do iTunes oraz ogranicza inne rozrywki. Kale zaczyna zatem obserwować sąsiadów i ogólnie życie na swojej, zdawałoby się spokojnej, ulicy. Do domu obok wprowadza się małżeństwo z atrakcyjną córką Ashley (Sarah Roemer). Dziewczyna regularnie opala się i pływa w przydomowym basenie, ku ogromnej uciesze Kale’a. Uwagę młodego człowieka przykuwa także sąsiad – sprawiający wrażenie outsidera pan Turner (David Morse). Chłopak podejrzewa, iż Turner ma co nieco na sumieniu. Postanawia więc, w miarę swoich możliwości, nieco dokładniej poobserwować poczynania tajemniczego mieszkańca ulicy.

Disturbia bardzo wyraźnie dzieli się na dwie główne części. W pierwszej, zawierającej sporo motywów komediowych, przedstawiono próby zalotów Kale’a do Ashley. W drugiej natomiast obraz zamienia się w całkiem nieźle zrealizowany thriller, w ramach którego Kale stara się przyłapać sąsiada na gorącym uczynku. Taki nietypowy miks gatunkowy zawsze stanowi dla twórcy spore wyzwanie. Na szczęście Caruso stanął na wysokości zadania, udowadniając niedowiarkom, iż potrafi zrealizować sprawne widowisko (a patrząc na wcześniejsze dokonania reżysera, można było mieć co do tego faktu uzasadnione wątpliwości). Wypada pochwalić również scenarzystów (Christopher B. Landon, Carl Ellsworth) – potrafili oni wycisnąć z wyeksploatowanych tematów całkiem sporo, a nawet tchnąć w nie nieco świeżości. Plotka głosi, iż oryginalny skrypt powstał w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i trafił na półkę, ponieważ dostrzeżono duże podobieństwa z znajdującym się wtedy w produkcji remakiem Okna na podwórze z Christopherem Reevesem w roli głównej (kręconym dla potrzeb telewizji). Dopiero w 2004 roku przypomniano sobie o „czekającym” scenariuszu, który następnie nieco zmodyfikowano i uwspółcześniono.

Osobny akapit należy się wykonawcom. Pierwsze skrzypce gra Shia LaBeouf i właściwie musi dźwigać całe widowisko na swoich barkach. Po seansie można jednak śmiało powiedzieć, że mimo młodego wieku LaBeouf świetnie czuje się przed kamerą. W odtwarzanej przez niego postaci nie ma sztuczności i widz łatwo „zaprzyjaźnia się” z Kale’em. To dobrze wróży przyszłej karierze młodego (21 lat) aktora. Mająca niewielkie doświadczenie Sarah Roemer również poradziła sobie bardzo dobrze. Wprawdzie jej rola ograniczała się do bycia ozdobnikiem, ale nie sposób odmówić postaci Ashley wdzięku, urody i witalności. Ciekawie przedstawia się bohater kreowany przez Davida Morse’a – tajemniczy pan Turner. Morse’owi wystarczy jeden i ten sam grymas, by pokazać skrajnie różne osobowości – od dobrotliwego i troszczącego się o innych człowieka aż po mordercę – socjopatę. Oprócz głównego bohatera, Turner to najbardziej interesująca postać w obrazie. Mężczyzna ceni sobie spokój i stara się nie rzucać w oczy. Sprawia wrażenie zwykłego, szarego mieszkańca przedmieść. Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że u podstaw jego opanowania i łagodnych spojrzeń leży jakaś mroczna tajemnica. Warto również zwrócić uwagę na Carrie Anne-Moss wcielającą się w matkę Kale’a.

Wiele osób dopatruje się w  Niepokoju nowej wersji wspomnianego na początku Okna na podwórze Hitchcocka. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka film Caruso może wywołać podobne skojarzenia. Jednak znajdziemy w nim wystarczająco dużo nowych elementów, by stwierdzić, że oba obrazy łączy właściwie tylko pomysł (i wynikające z niego konsekwencje). Scenarzystę, Christophera Landona (jak sam przyznał w wywiadzie) zainspirowała wizyta u rodziny mieszkającej na przedmieściach. Idąc ulicą i obserwując okolicę wpadł na pomysł, iż podobne miejsce świetnie nadaje się na fabułę thrillera – nigdy bowiem nie wiadomo, jakie tajemnice ukrywają z pozoru szczęśliwi i sympatyczni ludzie mieszkający w domach otoczonych starannie przystrzyżonymi trawnikami. Pod tym względem opisywany tytuł ma wiele wspólnego z Na przedmieściach. O ile tam jednak przez cały czas widz wiedział, że ukazane na ekranie zdarzenia należy traktować z przymrużeniem oka, o tyle w przypadku Disturbii (szczególnie w drugiej połowie) trudno oddalić powstające gdzieś na granicy świadomości uczucie niepokoju. W komedii Joego Dantego zachowania i wygląd podejrzanych sąsiadów były celowo przejaskrawione, natomiast pan Turner stanowi idealny przykład człowieka nierzucającego się w oczy, któremu mówi się „dzień dobry”, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem i nie poświęcając mu ani odrobiny uwagi. Kale zaczyna obserwować sąsiada z nudów i w jego umyśle rodzą się pomału wątpliwości. Problem w tym, że cała reszta świata funkcjonuje na starych zasadach – tylko sytuacja chłopca ulega zmianie i wytrąca go z rytmu codziennej rutyny. Pozostali mieszkańcy dzielnicy, zajęci własnymi sprawami, nie szukają rewelacji w swoim otoczeniu. Dlatego nikt nie wierzy Kale’owi. Do pomysłów młodzieńca sceptycznie odnoszą się (przynajmniej do pewnego momentu) nawet znajomi obserwujący z nim otoczenie. Czy można zatem pokusić się o potraktowanie Disturbii jako swoistej przestrogi bądź też próby zmuszenia widza do zastanowienia się nad jego codziennymi, „rytualnymi” czynnościami? A nuż w otaczającej nas rzeczywistości dzieją się niezwykłe rzeczy, tylko ich nie dostrzegamy, skupieni na przeżywaniu kolejnego „dnia świstaka”? Możliwe, iż to zbyt daleko idąca konkluzja, ale trudno polemizować z ziarnem niepewności zasianym w umyśle widza przez film Caruso…

Ostatnio dodane