Recenzje

NA TOPIE. Letni film na deszczowe popołudnie

To typowy film do obejrzenia w nudne, deszczowe popołudnie. Seans nie boli, aktorzy grają nieźle, są tu ładne widoczki i udane (pojedyncze) sceny muzyczne, ale zapomnicie o tej produkcji zaraz po napisach końcowych.

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Do trzech razy sztuka?

Kina po kilkumiesięcznej przerwie wreszcie się otworzyły. Powoli wracamy do normalności, ale na razie dostaliśmy jedynie jej namiastkę. Dlaczego? Repertuar to przede wszystkim starsze hity lub tytuły, co do których dystrybutorzy i tak nie mieli większych nadziei. Oczywiście łatwo zrozumieć taką strategię, niemniej kinomani z pewnością dalecy są od zadowolenia. Jednym z filmów, który może przyciągnąć szerszą widownię, wydawał się Na topie w dość dobrej, hollywoodzkiej obsadzie i z fabułą na papierze przypominającą Diabeł ubiera się u Prady. Niestety, to taka sobie produkcja. Jeśli ktoś wciąż ma obawy względem epidemii, nie warto ryzykować wyjściem do kina. Spokojnie możecie poczekać, aż tytuł pojawi się w VOD. Albo w ogóle go sobie odpuścić.

Rzecz opowiada o Maggie (Dakota Johnson), pracującej jako asystentka słynnej piosenkarki Grace Davis (znana z serialu Czarno to widzę Tracee Ellis Ross). Gwiazda wciąż cieszy się popularnością, koncertuje, ale ostatnią płytę wydała 10 lat temu. Nie można oprzeć się wrażeniu, że całe jej otoczenie to po prostu ludzie, którzy chcą na niej jak najwięcej zarobić, a jej ambicje mają gdzieś. Dlatego kiedy Grace zaproponowana zostaje kilkuletnia rezydentura w Las Vegas, wszyscy są przeszczęśliwi – to w końcu stały przypływ gotówki bez jeżdżenia po kraju i starania się o kolejne umowy. Jedyną osobą, która wie, że wokalistka nie powinna przyjmować propozycji, jest Maggie. Dziewczyna marzy o karierze producentki, ma świetne pomysły, ale przez Grace traktowana jest jako dyspozycyjna 24 godziny na dobę dostarczycielka kawy oraz doradczyni w sprawie tego, co wyrzucić z szafy.

Na topie Dakota Johnson

To mogła być przyjemna komedia o diwie i jej podwładnej – początek filmu sugeruje zresztą taką konwencję, ale bardzo szybko ją porzuca. Twórcy mogli też zaproponować film o kulisach show-biznesu i pozycji kobiet w branży. Po tym temacie zaledwie się jednak prześlizgnęli, wklejając dosłownie jedno zdanie o tym, jak niewiele wokalistek po czterdziestce, tym bardziej czarnoskórych, osiągnęło szczyty list przebojów. Ostatecznie dostaliśmy nie wiadomo co. Stanięto w rozkroku zarówno jeśli chodzi o treść, jak i formę. Druga część filmu skupia się głównie na romantycznym wątku relacji Maggie z poznanym obiecującym piosenkarzem. Ale tej miłości na ekranie też za bardzo nie widać. Tym, co miało uratować historię, był fabularny twist – tylko że on również się nie udał. Mimo że w teorii jest nieprawdopodobny, można się go domyślić na długo przed sceną końcową.

Reżyserka Nisha Ganatra w zeszłym roku nakręciła film Late Night z Emmą Thompson oraz Mindy Kaling. Tam również pokazywała relację szefowej-gwiazdy z pogardzaną podwładną, którą stać na o wiele więcej. Tamta produkcja była niespełniona (bo ani zabawna, ani szczególnie interesująca) i tak samo jest w przypadku Na topie. To propozycja letnia, nijaka, wtórna. Nawet sceny muzyczne nie zachwycają. Odkryty przez Maggie śpiewak rzeczywiście ma przepiękny głos, ale jego piosenki są tak denne, że to aż boli. Młoda producentka miała tworzyć ciekawe, nowe brzmienie, a pozwala śpiewać typowe pościelowe R’n’B o tym, że oczy ukochanej są głębokie jak ocean. No błagam… Występy Davis wypadają lepiej, ale niestety są ucinane i tak naprawdę widzowi nie jest dane się nimi cieszyć. Szkoda.

Film Na topie

Tracee Ellis Ross w Polsce jest praktycznie nieznana, a w USA cieszy się dużą popularnością.

Tym, co wychodzi ponad ogólnie przeciętny poziom, jest z pewnością aktorstwo. Dakota Johnson przez wielu miłośników kina uważana jest za drewnianą z powodu jej roli w serii 50 twarzy Greya, ale ona naprawdę potrafi grać. Wystarczy obejrzeć Suspirię, Nienasyconych albo Źle się dzieje w El Royale. Tutaj niby nie miała się czym wykazać, a jednak kibicujemy jej bohaterce – obchodzi nas i sprawia wrażenie wiarygodnej. Bardzo dobrze spisała się też Tracee Ellis Ross, czyli córka słynnej Diany. W Polsce jest praktycznie nieznana, w USA cieszy się dużą popularnością – ma na koncie nawet Złoty Glob i trzy nominacje do Emmy. Warto się nią zainteresować choćby ze względu na jej ogromne, pełne wyrazu oczy. To one odwalają całą robotę.

Liczyłem na o wiele więcej. W nudne, deszczowe popołudnie można Na topie bez bólu obejrzeć – choćby dla aktorów, ładnych widoczków czy pojedynczych scen muzycznych – ale zapewne zapomnicie o tym filmie zaraz po napisach końcowych. Żałuję tym bardziej, że ta historia miała potencjał. Mam wrażenie, że reżyserka nie wiedziała, w którą stronę chce pójść i postawiła na „dla każdego coś miłego”. A taka metoda rzadko się sprawdza. Obie produkcje Ganatry mają bardzo podobne wady. Raczej nie będę wypatrywał jej kolejnych projektów, chociaż… W końcu mówimy: „do trzech razy sztuka”.

Ostatnio dodane