Recenzje

NA CELOWNIKU. Osaczeni w śniegu

Przyzwoity thriller - bez fajerwerków, bez udziwnień, za to z prawie do bólu rzemieślniczym wykonaniem gatunkowego wzorca.

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Niewinni ludzie, przypadkowo wplątani w morderczą rozgrywkę; pozornie błahe, przypadkowe spotkanie, które okazuje się wstępem do prawdziwego koszmaru; odcięta od świata okolica, która zamienia się w arenę okrutnej zabawy w kotka i myszkę. Brzmi to dość znajomo – niemal niezliczona ilość filmów różnej jakości (od klasy A do głębokiego Z) opierała się na tych fundamentach, realizując schemat thrillera „na ściganego”. Do szerokiego grona takich tytułów dołącza właśnie szwedzkie Na celowniku, udostępniane w Polsce przez Netflixa. Że film to konwencjonalny, wiadomo praktycznie od samego przeczytania opisu. Istotniejsze jest jednak, czy przy pomocy tej konwencji twórcy oferują coś atrakcyjnego dla widza.

Protagonistami filmu Alaina Darborga są David i Nadja, para dwudziestoparolatków na związkowym zakręcie. On – skromny i sympatyczny inżynier; ona – energiczna i ambitna studentka medycyny. Poznajemy ich podczas rozdania dyplomów na uczelni Davida. Świętując zakończenie studiów wyższych, chłopak wykonuje na poły komiczną próbę oświadczyn, których nieporadność nie zniechęca jednak Nadji i wszystko kończy się szczęśliwymi zaręczynami. Przedstawiwszy nam parę bohaterów i dynamikę ich związku, Darborg przeskakuje o półtora roku w przód, gdy życie Davida i Nadji nie wygląda już tak sielankowo. Ich relacja przechodzi wyraźny kryzys, dziewczyna czuje się osamotniona w codziennych obowiązkach i coraz bardziej widzi się staczającą w rolę kury domowej, podczas gdy David zdaje się pozostawać w dziwnej apatii. Ta raptowna zmiana zostanie nam wyjaśniona dokładnie pod koniec filmu, na razie jednak scenarzyści sugerują, że ot, po prostu zakochanych dopada proza życia. Emocjonalny mętlik zyskuje dodatkowy podtekst, gdy wychodzi na jaw, że dziewczyna jest w ciąży, o czym jednak na razie nie chce mówić partnerowi – jedyną osobą, której się zwierza, jest dobroduszny sąsiad z bloku, Tomas.

Tak spozycjonowani główni bohaterowie zostają następnie popchnięci na zimową wycieczkę gdzieś w odludny górski zakątek. Piszę „popchnięci”, bo moment, gdy para decyduje się na wyjazd, aż trzeszczy w szwach, pospiesznie przechodząc do głównego punktu fabuły, a twórcy niespecjalnie silą się na porządne podprowadzenie całego wyjazdu. Nie do końca wiadomo, czy to po prostu pomysł na spędzenie wolnego czasu, próba naprawy nadwyrężonego związku, czy ucieczka do przodu przed domowym marazmem. Dość, że ruszywszy w drogą David i Nadja znów wydają się szczęśliwi i zakochani, jakby ich problemy pozostały w pustym mieszkaniu. Jednak sprawy zaczynają się komplikować jeszcze po drodze do zimowej samotni. Na stacji benzynowej nasza para spotyka dwóch dość niepokojących myśliwych, z których jeden przesadnie przykleja się do psa Davida i pozwala sobie na obcesowy komentarz pod adresem wyglądu Nadji. Tym gorszym jest fakt, że ruszając spod dystrybutora, David obija zderzak niezbyt sympatycznych jegomości, a następnie pospiesznie odjeżdża. Oczywiście dwójka bohaterów spotyka myśliwych w schronisku i następnego ranka rozpoczyna się złośliwa utarczka między Davidem i Nadją a nieprzyjemną dwójką. Gdy tego samego wieczora protagoniści w końcu znajdują się na lodowym pustkowiu, na ściankach namiotu zauważają czerwoną kropkę celownika myśliwskiego karabinu.

W ten sposób rozpoczyna się obława, w której zwierzyną są David i Nadja – wygonieni z zacisznego obozowiska, rozpaczliwie uciekają przed siebie w zimowy pejzaż. Trzęsąc się z zimna i strachu, gnając na oślep przez zamieć i pośród drzew, rozpoczynają walkę o przetrwanie. Od tego momentu Na celowniku, zgodnie z inicjalną obietnicą, staje się generycznym thrillerem z konwencji „uciekaj i walcz”. Dość szczegółowy wstęp do głównego dania fabuły wydaje się dosyć klarownie wskazywać na to, kto i dlaczego nastaje na życie bohaterów, mamy więc komfort emocjonalnego zaangażowania, współczując Davidowi i Nadji, których przypadkiem spotyka brutalna niesprawiedliwość. Darborg i Per Dickson (współscenarzysta) szykują nam jednak przynajmniej jedną niespodziankę, która w końcówce zmieni perspektywę na przedstawiane wydarzenia – piszę o tym wprost, bo też i w pewnym momencie czuć wyraźnie, że podprowadzenie konfliktu jest zbyt oczywiste i klarowne, nie dziwi więc pojawiający się w końcu plot twist. Zasadniczo opisuje to największy mankament filmu – jest wręcz do bólu przewidywalny, a twórcy tkają go ze zgranych schematów i nieszczególnie wysilają się, by opowiedzieć jakąś ciekawszą historię.

Pomimo tego Na celowniku ogląda się gładko i całkiem przyjemnie. Wcielający się w główne role Anastasios Soulis i Nanna Blondell kreują sympatyczne postaci, z którymi łatwo się zżyć i dobrze kibicować, co w przyjmowanej tu konwencji jest brzegowym warunkiem frajdy z seansu. Sama inscenizacja poszczególnych sytuacji także nie pozostawia wiele do życzenia – począwszy od oświadczyn, przez niepokojące spotkanie na stacji, aż po kluczową ucieczkę przez zaśnieżone ostępy dostajemy rzetelnie zrealizowane kino, w którym akcja wynika płynnie ze scen sytuacyjnych, a niebezpieczeństwo wydaje się realne i generuje odpowiedni suspens. Wszystko to nakręcone jest książkowo, ale to niekoniecznie zarzut. Nawet jeśli w Na celowniku brakuje pewnego polotu i mocniejszego chwycenia uwagi widza, mało tu poważniejszych potknięć, a schemat zostaje zrealizowany punkt po punkcie. Darborg nie wyważa otwartych drzwi i zadowala się nakręceniem sprawnego thrillera, co można uznać za wartość dodaną – lepsza w końcu solidna rzemieślnicza robota niż przekombinowany składak.

Finałowa przewrotka wprowadza do filmu nieco frapującego posmaku i mocniejszych emocji, sprawiając, że zakończenie okazuje się nie być wcale takie łatwe do przewidzenia (nie żeby było szczególnie trudne, ale do ostatnich momentów ma przynajmniej dwa równie prawdopodobne warianty). Szkoda tylko, że całkiem ciekawy pomysł na plot twist został w dużej mierze podkopany przez leniwe odkrycie kart na zasadzie „to lokaj!”, w dodatku z kiczowatym retrospektywnym montażem. Niweczy to finałowe podbicie stawki i ciągnie jakość całego filmu w dół, nawet jeśli końcówka dalej dostarcza solidnych emocji, a dla niektórych może nawet rzetelnej thrillerowej nerwówki.

Na celowniku to niepozbawiona wad, ale całkiem solidna rozrywka – w sam raz jak na jednorazowy wieczorny seans na Netflixie. Niewygórowany metraż (niespełna 85 minut), przyzwoita realizacja i koniec końców niezła fabuła czynią ze szwedzkiego filmu idealną propozycję na lekką rozrywkę przed ekranem, niewymagającą śledzenia piętrowej intrygi ani zgłębiania meandrów psychiki bohaterów. A że koło seansu łatwo przejść i dość szybko ulatuje z głowy – no cóż, jak mawia klasyk, nikt nie jest doskonały. Ale warto docenić, jeśli przynajmniej rzetelnie robi to, czego można od niego oczekiwać.

Ostatnio dodane