Recenzje

MOJA GWIAZDA: TEEN SPIRIT. O spełnianiu marzeń na emigracji przez Polaków

Autor: Marcin Kempisty
opublikowano

Wszyscy to znamy: biedna nastolatka ma talent i związane z nim marzenia, lecz okrutny los wrzuca ją w sytuację pozornie bez wyjścia. Otoczenie szydzi, rodzina nie rozumie, przeszkody mnożą się jedna za drugą, a serce nadal ciągnie ku niemożliwemu, ku światełku na końcu ciemnego tunelu życia. Taki właśnie jest też film Moja gwiazda: Teen Spirit debiutującego w roli reżysera Maxa Minghelli. Twórca bezwstydnie czerpie z powszechnie wykorzystywanych schematów narracyjnych, a mimo to prezentuje łatwo przyswajalną, ujmującą opowieść o potędze marzeń i sensie walki o samorealizację.

Już otwierająca sekwencja zdradza wszystkie elementy filmu, które z biegiem czasu będą sukcesywnie wykorzystywane przez Minghellę. Oto nastoletnia Violet Valenski (Elle Fanning) mieszka na niewielkiej wysepce u wybrzeży Wielkiej Brytanii razem z matką (Agnieszka Grochowska). Rodzicielka jest emigrantką z Polski, którą wiele lat wcześniej porzucił mąż, więc razem z córką ledwie wiąże koniec z końcem. Dni mijają kobietom na pracy w barze, doglądaniu niewielkiego gospodarstwa oraz na wizytach w pobliskiej parafii. Sytuacja jest beznadziejna, ale od czego są marzenia, jeśli nie od wyrywania się z objęć ponurej rzeczywistości?

Bo Violet potrafi śpiewać. Robi to znakomicie, dając najpierw próbkę umiejętności w lokalnej knajpie, by później zgłosić się do talent show zwanego „Teen Spirit” i tam spróbować swoich sił. Dziewczyna przechodzi kolejne szczeble konkursu, mimo że nigdy nie brała profesjonalnych lekcji wokalu ani nie epatuje nadmierną pewnością siebie. Ot, przychodzi w wysłużonym dresiku, bez żadnego makijażu, staje przed szacownym jury i zaczyna czarować świetnie nastrojonym głosem. Wprawdzie matka nie blokuje jej artystycznych zapędów, ale protagonistka najwięcej pomocy uzyskuje od przypadkowo poznanego Vlada (Zlatko Burić), podstarzałego mężczyzny o aparycji kloszarda, który usilnie twierdzi, iż w przeszłości był cenionym śpiewakiem operowym. 

teen-spirit

Nie ma co ukrywać: Moja gwiazda: Teen Spirit trzyma się na fabularnych nogach właśnie dzięki mentorsko-przyjacielskiej relacji między Violet a Vladem. Mężczyzna jest dla bohaterki trochę ojcem, ale też nauczycielem i oparciem w trudnych chwilach. Chorwat znakomicie bawi się swoją rolą, rzucając luźnymi żarcikami. Niestety znacznie gorzej wypada zaprezentowanie rodzicielskiej więzi. Agnieszka Grochowska została wtłoczona w format bogobojnej, przemęczonej Matki Polki i nie pozostawiono jej więcej miejsca na rozwinięcie odgrywanej postaci.

Twórca bezwstydnie czerpie z powszechnie wykorzystywanych schematów narracyjnych, a mimo to prezentuje łatwo przyswajalną, ujmującą opowieść o potędze marzeń i sensie walki o samorealizację.

Tymczasem Elle Fanning błyszczy w trakcie całego, około dziewięćdziesięciominutowego widowiska. Jest wycofana, szalenie introwertyczna, lecz gdy tylko pojawia się okazja do śpiewania, to wychodzi z niej prawdziwa sceniczna bestia. Wszelkie blokady pękają, kompleksy odchodzą w zapomnienie, a pozostaje jedynie naga prawda na temat jej utalentowanej duszy. Nie dość, że Amerykanka znakomicie śpiewa, to jeszcze porusza się przed widownią niczym doświadczona piosenkarka. Budowanie roli na skrajnościach – w tym przypadku życiowej inercji oraz artystycznej drapieżności – mogło okazać się ryzykowne, lecz aktorka umiejętnie przechodzi przez „odmienne stany świadomości”, by jak najlepiej oddać lęki i głód życia wzajemnie zwalczające się w jej wnętrzu.

Nie byłoby jednak mowy o tym sukcesie aktorskim, gdyby nie znakomita strona formalna produkcji, w tym praca kamery Autumn Durald. Operatorka wychwytuje wszelkie subtelności, raz obrazując wiejskie krajobrazy w stylu Terrence’a Malicka, by innym razem w duchu filmów indie skrupulatnie przyglądać się z bliska wszelkim drgnieniom na twarzach bohaterów. W jednej scenie zatapia postacie w mroku, by w kolejnej otulić je pulsującymi neonami. Panuje nad całą sferą wizualną, stwarzając możliwość widzom do zmysłowego zaangażowania się w świat przedstawiony.

Również pod względem dźwiękowym Moja gwiazda: Teen Spirit stoi na wysokim poziomie, choć nie obyło się bez wpadek. Twórcy mają ewidentny problem z kwestiami wypowiadanymi przez Fanning po polsku. Są one znacznie cichsze od pozostałych dialogów, a że aktorka nie mówi też płynną polszczyzną, to są często trudne do zrozumienia. Za to od strony muzycznej film został wymuskany w najdrobniejszych szczegółach. Młoda aktorka ma świetny głos i dobrano do niego na tyle chwytliwy i wpadający w ucho repertuar, że w trakcie wykonań noga sama rusza do cichego tuptania. Na soundtracku pojawiają się przeróbki utworów m. in. Robyn i Ellie Goulding, które w nowych aranżacjach wypadają bardzo przekonująco.

teen-spirit

Warstwa audiowizualna podkreśla przesłanie całej produkcji. Chyba już dawno nie było w polskich kinach filmu tak bezczelnie chwalącego eskapistyczny wymiar popkultury. Max Minghella nie sięga po muzykę popową tylko z powodu łatwości, w jaką wpada ona w ucho. Dostrzega w niej realną siłę, dzięki której wierząca nastolatka jest w stanie zrealizować swoje marzenia. Wydaje się, że Minghella świadomie konstruuje świat przedstawiony za pomocą pastelowych barw i cukierkowych dźwięków, bo uważa, że tylko w naiwnej wierze tkwi sekret zwycięstwa. To nie znój, ciężka praca i poświęcenie są niezbędnymi składnikami sukcesu, lecz otrzymana iskra boża wraz z niezmąconym przekonaniem o możliwości przełamania złej passy. Na wyrost byłoby stwierdzenie, że debiutant tworzy opowieść ku pokrzepieniu serc, lecz znamiennym jest, z jaką łatwością pomaga on protagonistce w pokonywaniu wszelkich barier. Z tego też względu propozycję Minghelli należy traktować przede wszystkim jako zachętę do osobistego przeżycia. Nastawienie się na psychologiczny wymiar seansu i intelektualny odbiór przyniesie tylko rozczarowanie. 

Reżyserowi zależy na wywołaniu pozytywnych emocji, stworzeniu obezwładniająco pięknej impresji. Wyobraźcie sobie, że jesteście ze znajomymi na plaży, jedynym źródłem światła jest wiszący na niebie księżyc, szumi morze, a w tle rozbrzmiewa wasza ulubiona muzyka. Taki właśnie jest film Moja gwiazda: Teen Spirit – pocztówką z młodzieńczych zachwytów, snem na jawie o spełnionych marzeniach, letnim wietrzykiem przechadzającym się po rozgrzanej skórze. Takie doznania ulatniają się szybko, lecz ślad po nich pozostaje na długo w ludzkiej pamięci. 

Ostatnio dodane