Recenzje
MALOWANY PTAK. Krajobraz zła
MALOWANY PTAK to odważna ekranizacja kontrowersyjnej powieści Jerzego Kosińskiego, ukazująca brutalność świata i ludzką naturę.
Po przeczytaniu powieści Jerzego Kosińskiego zastanawiałem się, czy ktoś będzie miał na tyle artystycznej odwagi, moralnej odpowiedzialności i możliwości finansowych, żeby zekranizować jedną z najbardziej niesławnych w swojej sławie książek – Malowanego ptaka. Byłem przekonany, że taki film w naszym kraju nigdy nie powstanie, a na pewno nie zrealizuje go polski reżyser. Nawet jeśli sam Wojciech Smarzowski podjąłby się tego zadania, to przypuszczam, że problemy z produkcją okazałyby się jeszcze trudniejsze niż w przypadku obrazu Wołyń. Porównanie Malowanego ptaka z przedostatnim jak dotąd pełnometrażowym projektem Smarzowskiego jest zresztą nieprzypadkowe i jeszcze powróci w dalszej części recenzji.
Uwaga na drobne spoilery.
Film więc jednak powstał – po bardzo długich latach od publikacji książki. Do życia powołał go twórca czeskiego pochodzenia, Václav Marhoul, który przygotowywał skrypt do realizacji przez kilkanaście wiosen. Dzieło na etapie scenariusza powoli kiełkowało, przechodząc kolejne zmiany. Reżyser miał sporo czasu na dokładne przygotowanie treści, dostosowanie jej do ruchomego obrazu, zebranie materiałów, dobranie plenerów, wnętrz i w końcu ekipy filmowej. Co było do przewidzenia, PISF nie przyłożył ręki do adaptacji, lecz polski wkład w zakresie koprodukcji nie został pominięty.
Postacią wiodącą jest sześcioletni chłopiec bez imienia i tożsamości narodowej (uważany za Żyda lub Cygana), który błąka się po Europie Wschodniej podczas II wojny światowej. Jego rodzice wysyłają go do ciotki, żeby tam bezpiecznie przeczekał zbrojną zawieruchę; niestety Marta umiera, a chłopiec zostaje zdany tylko na siebie. Obserwujemy jego wędrówkę przez ogarnięte wojną tereny, gdzieś obok frontowych zmagań. Dziecko tuła się od miasteczka do miasteczka, traktowane jak odszczepieniec przez mieszkańców, zacofanych oraz zaślepionych prymitywnymi wierzeniami i uprzedzeniami. Podzielony na rozdziały obraz przybliża kolejne postacie nawiązujące z małoletnim bohaterem relacje, w których traktowany jest przedmiotowo, a często również niezwykle brutalnie.
Najpierw spotyka znachorkę, która podczas choroby chłopca zakopuje go po szyję w ziemi, przez co nie omal nie zostaje zadziobany przez kruki. Następnie trafia w ręce młynarza (Udo Kier) chorobliwe zazdrosnego o swoją żonę. Chłopiec zawsze musi uciekać z nowego miejsca, gdyż jest świadkiem albo ofiarą patologicznych zachowań. Za każdym razem, gdy znajduje azyl, schemat się powtarza. Łowca ptaków Lech (Lech Dyblik) wprawdzie nie robi mu krzywdy, lecz jego związek z niezrównoważoną psychicznie i nienasyconą cieleśnie Ludmiłą doprowadza do tragicznego wydarzenia i bohater znowu musi poszukiwać innego schronienia.
Chłopiec zostaje przez woźnicę sprzedany Niemcom, ale starzejący się esesman nie wykonuje na nim wyroku. Bohater wielokrotnie ociera się o śmierć i jest jej naocznym świadkiem. Nie zaznaje spokoju nawet wówczas, kiedy schorowany ksiądz (Harvey Keitel) wyciąga do niego pomocną dłoń. Przekazuje go Garbosowi (Julian Sands), który w tajemnicy przed duchownym molestuje i gnębi chłopca. Malec ponownie musi się ratować na własną rękę. Walcząc o przetrwanie, przechodzi bolesne inicjacje i z czasem w jego postawie zachodzą wyraźne zmiany.
Malowany ptak to opowieść o próbie odnalezienia ludzkiego pierwiastka w krwiożerczym świecie ulegającym degradacji, przypominająca zwiedzanie kolejnych kręgów dantejskiego piekła. Powieść gromadzi wiele momentów paskudnej przemocy, które wystawiają wrażliwość czytelnika na próbę. Wszelkie okropieństwa, jakie człowiek zadaje człowiekowi (i zwierzętom), są tam na porządku dziennym. Turpizm wojennej rzeczywistości zestawiony z najniższymi instynktami obcujących w niej ludzi – depczących niewinność dziecka oraz wykorzystujących jego bezbronność, bezsilność, potrzebę pomocy i wybawienia – stanowi główny rdzeń powieści.
Kosiński zarysował zło bardziej dojmująco, lecz z pewnością byłby zadowolony z adaptacji czeskiego reżysera. Jednak nie tylko takie elementy zdecydowały o kontrowersyjnym statusie dzieła. Lektura podzieliła odbiorców w naszym kraju – niektórzy z nich oskarżali autora o antypolskie przekonania ze względu na oczernienie chłopów polskiego pochodzenia przy jednoczesnej gloryfikacji Niemców i Sowietów. Ostrą krytykę wyrażali również w kwestii rzekomo autobiograficznej wiarygodności.
Jak się do tych opinii ma wersja filmowa? Czy mało znany, niemający wielkiego dorobku reżyser w ostatecznym rezultacie wyszedł z tej sytuacji obronną ręką? Zdecydowanie tak. Po pierwsze: podszedł do ekranizacji mądrze w sensie merytorycznym i profesjonalnie pod względem filmowym. Duch wizji Kosińskiego został zachowany. Marhoul dochował wierności literackiemu pierwowzorowi, uniknął jednak bezzasadnej, dosadnej przemocy i widoku krwi, umiejętnie operując mocnymi środkami wyrazu. Ekranizację Malowanego ptaka można nazwać poezją okrucieństwa. W filmie nie mamy do czynienia z normalnym podkładem muzycznym – dźwięk tworzy tutaj tło opowieści, a cisza jest równie wymowna co odgłosy.
Długie ujęcia, zbliżenia na twarze postaci, gra mimiką i gestami oraz ograniczone do minimum kwestie mówione koegzystują tu zarówno z symbolicznymi, jak i naturalistycznymi przedstawieniami zła. Operator i montażysta wykonali kawał dobrej roboty, sprawiając, że ocenianie filmu wyłącznie przez pryzmat jego brutalności byłoby uproszczeniem. Co więcej, postacie po raz pierwszy w dziejach kina posługują się językiem międzysłowiańskim, co zdecydowanie oddala posądzenia o antypolskie intencje, a prędzej przekonuje o uniwersalności historii. Widać, że reżyser bardzo rzetelnie i starannie zorganizował całość.
Czech przełożył na taśmę tyle scen ze stronic dzieła Kosińskiego, ile się dało, niektóre łagodząc i skracając. Rozmach niektórych sekwencji, jak najazd Kozaków na wioskę, dowodzi, że nie jest to wyłącznie kameralny, minimalistyczny dramat wojenny. Asceza dominuje w odpowiednich momentach, lecz kiedy przychodzi czas na gwałtowną zmianę tonu, reżyser sięga po takie zabiegi z pełną świadomością, nie pozbawiając jednak scen posągowej surowości cechującej kino europejskie.
Malowany ptak nie trafił na nasze ekrany kinowe. W Czechach został już wydany w formacie DVD i Blu-ray z polskimi napisami. Jak wiadomo, oficjalna premiera odbyła się w zeszłym roku na festiwalu w Cannes, a w Polsce podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Produkcja miała w naszym kraju problemy dystrybucyjne ze względu na trudny temat i reputację autora literackiego pierwowzoru. Obraz był bliski nominacji do Oskara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, ale finalnie został pominięty. Ta opinia może się wydać niektórym wewnętrznie sprzeczna, jednak moim zdaniem Malowany ptak zasługiwał na zwycięstwo w tej kategorii, skoro Parasite triumfował jako najlepszy film roku. Fotogeniczne ujęcia, klaustrofobiczne przestrzenie, przejrzysta poetyka cierpienia i śmierci, wyczucie kontrastów, dojrzałość małoletniego odtwórcy głównej roli, obecność znanych, międzynarodowych aktorów (w tym Stellana Skarsgarda i Barry’ego Peppera) – wszystko to świadczy o ogromnej sile filmu. Do tego dochodzi pozbawiona tanich chwytów podskórna groza „ciszy przed burzą” oraz unikanie nadmiernego patosu dzięki harmonii pomiędzy ulotnym spokojem i bezkompromisową dzikością.
Malowany ptak jest jakby pomostem pomiędzy Idź i patrz Klimowa i Wołyniem Smarzowskiego. Pierwszoplanowy aktor z rosyjskiego, antywojennego klasyka już jako dorosły człowiek trafił do obsady filmu Marhoula, natomiast Lech Dyblik pojawił się przecież w filmie o ludobójstwie na Kresach. Są to akcenty raczej nieprzypadkowe. Obraz Czecha nie należy do lekkich, łatwych i przyjemnych, lecz unika toporności filmu radzieckiego i realizacyjnej nierówności propozycji naszego rodaka.
Václav Marhoul stworzył długi pejzaż wojennego koszmaru widzianego oczami dziecka – dzieło poważne i ciężkiego kalibru, wymagające przetrawienia, lecz z pewnością potrzebne w okresie dominacji politycznej poprawności i cukierkowatości na rynku filmowym. Wojciech Smarzowski (obecny na polskiej premierze Malowanego ptaka) mówił o swoim Wołyniu, że chciałby, aby widzowie po jego obejrzeniu docenili czasy, w których żyją, a po powrocie z kina przytulili swoje rodziny. Ekranizacja książki Jerzego Kosińskiego jeszcze dobitniej nakłania do takich gestów.


