Recenzje

KREW BOGA. Historia, mit, religia

Reżyser zręcznie wykorzystuje historyczną konwencję do zbudowania ciekawej wypowiedzi artystycznej, nie oglądając się na wysokobudżetowe widowiska.

Autor: Tomasz Raczkowski
opublikowano

Jest coś fascynującego i zarazem intuicyjnie filmowego w historycznym momencie ścierania się ze sobą świata pogańskiego i chrześcijaństwa, a w rezultacie – mozolnego wyłaniania się znanego z podręczników społeczno-politycznego kształtu schrystianizowanej Europy. Ten mglisty, zastanawiający okres naszej historii przyciągać może otwartą pierwotnością realiów, nieoczywistą konfiguracją kulturowych instytucji, a także – a może przede wszystkim – relatywnie małym udokumentowaniem i przez to wyeksploatowaniem za pośrednictwem tekstów kultury. Wejście w ten świat otwiera przed filmowcami szerokie możliwości, nieograniczające się jedynie do efektownej rekonstrukcji historycznej, co udowadnia w swoim najnowszym filmie nominowany do Oscara Bartosz Konopka.

Krew Boga opowiada historię niemłodego już rycerza Willibrorda (Krzysztof Pieczyński), który w sekwencji otwarcia (przywodzącej na myśl schemat inicjacji rozgrywki w serii gier RPG The Elder Scrolls, oparty na pierwszoosobowej perspektywie przypadkowego wrzucenia w historię) nie bez komplikacji przybywa na ostatnią pogańską wyspę na Bałtyku. Przed zgubą ratuje go mieszkający na plaży młody mężczyzna (grany przez Karola Bernackiego Bezimienny), nie tylko władający mową misjonarza, ale też wyraźnie związany z jego cywilizacją. Willibrord przekonuje Bezimiennego do towarzyszenia mu w wyprawie do wioski zamieszkującego wyspę ludu, uznającego zwierzchność również zaznajomionego z zewnętrznym światem Geowolda (Jacek Koman). Przy pomocy zagadkowego towarzysza główny bohater stara się nawrócić pogan na wiarę chrystusową, obiecując nie tylko zbawienie ich duszy, ale także polityczną emancypację i ochronę przed mającym przybyć wkrótce na wyspę wojskiem królewskim.

Prosty, przygodowy schemat jest w filmie Konopki tylko fabularnym punktem wyjścia dla intrygującej wizji zderzenia dwóch kultur i odmiennych duchowości, ontologicznego kłębowiska, z którego wyłoniły się zręby dzisiejszego kształtu cywilizacji europejskiej. Zamiast na skrupulatnym rozwijaniu opowieści polski reżyser koncentruje się więc na subiektywnej narracji, oddającej atmosferę wchodzenia w archaiczną rzeczywistość pogan oraz napięcie pomiędzy ich autochtonicznym światem a napierającą nań siłą chrześcijaństwa. W efekcie Krew Boga, bardziej niż oferować rzetelną historycznie rekonstrukcję dawnego świata, zdaje się zapraszać do intuicyjnego podążania za ciągiem niesamowitych, sugestywnych wizualnie, naturalistycznych impresji na bazie epoki. Odpowiedzialny za zdjęcia Jacek Podgórski znakomicie wykorzystał „niesamowity” potencjał plenerów – przede wszystkim dolnośląskich Gór Stołowych – tworząc unikatową filmową fakturę ambitnej formalnie emanacji przeszłości i pierwotnej dziewiczości świata.

Krew Boga to gnostycki obraz świata stworzonego przez Złego Boga

Ta strategia określa bardziej antropologiczną niż historyczną wymowę Krwi Boga. Konopkę interesuje przede wszystkim wejście do mitycznej przestrzeni formowania się społecznych struktur i symboli, w której realizuje się tytułowa mistyka organicznych doświadczeń religijnych, łączących cielesność ze sferą idei. Przerysowanie proponowanej przez autora wizji średniowiecznej rzeczywistości (odrealniony wizerunek pogan, niesamowite rytuały, fantastyczny język) skutkuje pewnym oderwaniem od traktowanego dogmatycznie realizmu na rzecz uniwersalnej refleksji na temat istoty Boga, boskości i religii jako instytucji kulturowej. Proponowana w filmie wizja to gnostycki obraz świata stworzonego przez Złego Boga, zdegenerowanego, brudnego i okrutnego, gdzie wzniosłe idee zostają wynaturzone, tworząc egzystencjalne więzienie brutalności i zepsucia.

Krew Boga przesycona jest fenomenologicznym podejściem do otaczającej człowieka natury, poszukuje sensów poza logicznie uporządkowaną narracją i dającymi się wyrazić w słowach doświadczeniami, proponując frapującą, trudną, ale momentami porywającą wizję. Zgodnie z hasłami promocyjnymi formalna tożsamość filmu Konopki przywodzić może na myśl Nicolasa Windinga Refna, a konkretnie jego Valhallę. Mrocznego wojownika. Na miejscu, ze względu na proponowaną przez reżysera estetykę oraz znaczenia, wydaje się także skojarzenie z dwoma legendarnymi dziełami ze słowiańskiego kręgu kulturowego – Trudno być bogiem Aleksieja Germana oraz Na srebrnym globie Andrzeja Żuławskiego. Z rosyjską ekranizacją klasycznej powieści braci Strugackich Krew Boga łączy uniwersalny, quasiconradowski motyw zbawiania archaicznego „jądra ciemności” oraz naturalistycznie brudna i brutalna wizja dawnych realiów. Łączność z niedokończonym arcydziełem Żuławskiego w przypadku filmu Konopki polega z kolei na ładunku antropologicznej eksploracji mistycznego zaplecza cywilizacji oraz inscenizacyjnym podobieństwie, zwłaszcza w sekwencjach pogańskich rytuałów. Krew Boga lokuje się więc w szczególnej filmowej tradycji społeczno-religijno-egzystencjalnych wizji, proponując autorskie spojrzenie polskiego twórcy na nieoczywistość kulturowego dziedzictwa, w którym funkcjonujemy.

Ostatnio dodane