search
REKLAMA
Analizy filmowe

KING KONG. Film, który burzy schematy

Adrian Szczypiński

30 sierpnia 2020

REKLAMA

Lecz ta romantyczno-przygodowa opowieść o tragicznym wydźwięku zawdzięcza swą dosłowną wielkość nie tyle scenariuszowi, aktorstwu, czy architekturze miasta, co koncepcji wizualnej, sprzęgniętej z warsztatem efektowym Willisa O’Briena. Jego animacja poklatkowa do dziś robi wrażenie swą komiksową wręcz dynamiką. O’Brien postawił na szybkość. Odbyło się to co prawda kosztem płynności animacji, gdzie każdy ruch modelu sprawia wrażenie pozbawienia go efektu gęstszego fazowania, ale dzięki temu wszystkie monstra z Wyspy Czaszek imponują zwinnością i szybkością, co w prostej linii przełożyło się na zadziwiającą nawet dziś dynamikę całego filmu. Model Konga wysokości 45 cm udawał kolosa mierzącego 5,5 metra. Lecz w scenach nowojorskich, ze względu na walory widowiskowe, zmieniono skalę do 7,2 metra. Modelarz Marcel Delgado stworzył wszystkie monstra z metalowych szkieletów pokrytych gumą. Model Konga ubrany został w futro z królika, które, co widać na filmie wyraźnie, zmienia swoją fakturę nawet co kilka klatek. Winowajcą był sam O’Brien, który dłońmi naruszał futerko między rejestracją kolejnych faz ruchu. W kilku mrożących krew w żyłach ówczesnej widowni zbliżeniach (ludzie pożerani przez Konga) widać pełnowymiarowy model głowy, stopy i dłoni, w której wiła się biedna Ann Darrow. Walka Konga z T-Rexem powstała na podstawie czegoś, co dziś można nazwać motion-capture. Obaj reżyserzy posiadali bokserską przeszłość i po prostu wykonali przed kamerą symulację walki między obiema bestiami, co później posłużyło za animacyjną referencję dla Willisa O’Briena. Ryk Konga powstał przez zmiksowanie dźwięków wydawanych przez lwa i tygrysa, a następnie odtworzonych do tyłu. Czego by nie mówić o ograniczeniach animacji poklatkowej, zwłaszcza w tak prekursorskim wydaniu, King Kong O’Briena posiadał osobowość, niwelującą wrażenie oglądania małej marionetki. A w historii efektów ta sztuka udała się tylko nielicznym.

Animacja poklatkowa na większości ujęć została bardzo pomysłowo połączona z żywą akcją za pomocą tylnej projekcji w kilku wariantach. Wcześniej nakręcone ujęcie wyświetlano na wielkim ekranie, przed którym grali aktorzy w dekoracjach. Dzięki odpowiedniemu ustawieniu kamery oba plany – prawdziwy i wyświetlony – zlewały się ze sobą w jedną całość, co pozwoliło na łączenie w jednym kadrze animacji monstrów i gry aktorów. Tym sposobem Fay Wray mogła wrzeszczeć na widok wyświetlanego na ekranie przed nią King Konga. Tylną projekcję wykorzystano także przy poklatkowej rejestracji miniaturowych modeli, jak chociażby w scenie, w której Kong próbuje złapać ukrytego w skalnej rozpadlinie Driscolla. Uprzednio nakręcone zdjęcia aktorskie rzutowano na ukryty wśród zmniejszonej dekoracji miniaturowy ekran z prędkością jednej klatki na jedną fazę ruchu modelu Konga. W kilku scenach efekt ten był nakładany na siebie wielokrotnie. Pomysłowość autora tych efektów, Linwooda G. Dunna, twórcy filmowi wykorzystywali aż do początku lat 90. (RoboCop, RoboCop 2). Dopiero cyfrowa animacja odesłała techniczną myśl genialnych pionierów do lamusa.

Miniaturowe plany dżungli zapełniono roślinnością zarówno sztuczną, jak i prawdziwą. Pewnego razu cały dzień pracy animatorów trafił do kosza z powodu jednego kwiatu, który niezauważenie dla wszystkich zakwitł, co w przyspieszonym tempie zobaczono dopiero na gotowym filmie. Natomiast pełnowymiarowa scenografia King Konga to osobna historia hollywoodzkiego recyklingu. Sporo zaoszczędzono na dekoracjach Wyspy Czaszek, bowiem wykorzystano scenografię do nakręconego rok wcześniej filmu The Most Dangerous Game Ernesta Schoedsacka i Irvina Pichela (zresztą z Robertem Armstrongiem i Fay Wray w rolach głównych). Z kolei olbrzymią dekorację wrót na Wyspie Czaszek odziedziczono po “Epizodzie babilońskim” z monumentalnej Nietolerancji D.W. Griffitha (1916). A ta scenografia przetrwała aż do 1938 roku. Wtedy to producent King Konga David O. Selznick uznał, że ogromna palisada świetnie nada się do scen pożaru Atlanty, którymi rozpoczęto produkcję Przeminęło z wiatrem.

Avatar

Adrian Szczypiński

REKLAMA