VHS

KALIGULA. „Ten pornos ze znanymi aktorami”

Gdy tyłki zasłaniają historię – bezprecedensowy odpał ze wstawkami porno.

Autor: Tomasz Bot
opublikowano

Film ten obejrzałem wiele lat temu po sylwestrowej zabawie. Seans uświadomił mi, że moje świętowanie nie stanowiło maksimum tego, co da się wycisnąć z życia. Dziś trzeźwym okiem ocenię, jak starzeje się Kaligulajeden z największych skandali kina. Obraz wyszydzany i mianowany zboczonym, do którego przylgnęła niesławna etykietka „tego pornosa z dobrymi aktorami” i wielkiego przerostu formy nad treścią. Film, przez który jego twórcy trafili do sądu pod zarzutem szerzenia obscenicznych treści.

Przebojowy serial Rzym udowodnił, że intrygi, seks i zbrodnie tworzą nie tylko losy świata, ale i materiał na mocne widowisko. Z podobnej recepty korzystał wcześniej Kaligula Tinto Brassa z 1979 roku, ale jego twórcy pretekstowo potraktowali realia historyczne. Uprościli też rysunek postaci i opis mechanizmów władzy, za to wprawili w ruch oryginalną filmową kreaturę, zionącą przemocą i seksualnym rozpasaniem. Film wygląda jak brudne i wulgarne alter ego „porządnego” obrazu historycznego; bękart kina „sandałowego” i pornografii. Zamiast wyrazistej i spójnej fabuły proponuje defiladę orgietek, dekapitacji i sadystycznych uciech. W tym tkwi jego siła i słabość jednocześnie.

Film wygląda jak brudne i wulgarne alter ego „porządnego” obrazu historycznego; bękart kina „sandałowego” i pornografii.

Młody Kaligula zostaje Cezarem. Wkrótce Rzym stanie się tłem okrutnych i perwersyjnych praktyk. Tyle o fabule…W Kaliguli Rzym to kloaka. Buchająca rozpustą, spływającą krwią wylęgarnia zła. Brak tu pozytywnych bohaterów. Zdrada płynie zewsząd, a władza oznacza zbrodnię – na rywalach lub niewinnych osobach. Zabijanie poprawia humor, rozprasza nudę, stanowi rozrywkę na arenach i w pałacach. Podobnie jest z seksem. Zabawy hetero i homoseksualne, kazirodcze orgie, tortury splecione z rozkoszą katów. Zwierzęta i zdeformowane, wyglądające na zmutowane postacie na tle plątaniny ciał. Frykcyjne ruchy na pierwszym planie i głębiej w kadrze jako nieodłączny element świata przedstawionego. Realia historyczne są tu traktowane bardzo umownie. Mają nie wadzić w festiwalu rozpusty i nie przyćmić fantasmagorycznego obrazka Rzymu jako wielkiego klubu BDSM u bram piekieł.

Kaligula to spektakl przesady. Pracowicie współkreuje ją Malcolm McDowell, grubą kreską odmalowujący postać tytułowego tyrana. Aktor wygląda tu jak zdegenerowany paw z ego wielkości Koloseum. I bawi się wybornie, jakby wiedział, że taka atrakcja – chełpliwe pląsanie w tunice pośród modelek – nie zdarza się często w karierze. McDowell jest tu narcystyczny i do cna zepsuty.  Nie uczłowiecza, nie usprawiedliwia bohatera. Gra na jednej nucie, ale pozostaje bardzo sugestywny i ewidentnie rozsmakowany w zohydzaniu nam Cezara. To ostra, odważna kreacja w typie „jutra nie ma”. Już w Mechanicznej pomarańczy aktor udowodnił, że jest stworzony do ról degeneratów. Tutaj umocnił swoją pozycję „zawodowego drania”, która miała potem zdominować jego karierę. McDowellowi towarzyszą inni utalentowani aktorzy sprzed dekad: Helen Mirren, Peter O’Toole, John Gielgud. Cóż z tego? Niewiele mają do zagrania. Ale lata temu był to medialny szok – topowi wykonawcy, a zgodzili się pokazać w „prawie pornosie”.

A co mówi nam obraz Brassa o świecie władzy? Jeśli zdarzyło wam się słyszeć w kolejce po bułki, że polityka to brud i zgnilizna, miejcie świadomość, że Kaligula celuje w podobne mądrości.

To był trudny film już od początku. Produkcja trwała trzy lata i kosztowała miliony. Poróżniła reżysera (marzącego o erotycznym kinie artystycznym) i producenta (wydawcę pieprznego „Penthouse’a”, który sam dokręcił tutaj sceny porno). Kaligula zszokował widzów, pozostawił niesmak u krytyków. Twór obiegł świat w kilkunastu wersjach – dostępny jest z elementami porno, jak i w łagodniejszym, przyciętym wydaniu. Ja oglądałem go z całym dobrodziejstwem inwentarza, co uważam za jedyne sensowne rozwiązanie. No bo co, mielibyście chęć na Commando lub Cobrę ze ściętymi sceny akcji?

Kino w złym guście. Żerowanie na najniższych instynktach. W takich etykietkach próbowano zamknąć to widowisko po premierze. No i jasne, fabularnie jest to dzieło liche. Etycznie – oparte na wątpliwych podstawach (szokować często i za wszelką cenę). Inscenizacyjnie – tak bogate, że wręcz przeładowane. Kadry zioną rozpustą, chucią i dekadencją. Rozbuchana scenografia jest tu właściwie pełnoprawnym bohaterem. Złoto, wymyślne kostiumy, dziwaczne maski i wszechobecny kult organów płciowych atakują nasze zmysły. Szczególnie wyróżnia się machina do „koszenia głów” – rekwizyt jak ze snu blackmetalowca. A jako że kamera prawie nie opuszcza pomieszczeń, widz naprawdę czuje zaduch tego świata.

Lichy scenariusz i przyciężkawa ręka reżyserska sprawiają, że Kaligula jest pokraczny. Na pewno też monotonny – nagość, trupy i dziki entuzjazm bohatera są bazowymi składnikami dzieła, powracającymi w regularnych odstępach. Film będzie zapewne nie dość historyczny dla historyków i nie dość pornograficzny dla fanów porno. Pretekstowość fabuły i zamiłowanie twórców do szokowania przypominają eurotrash spod ręki tandeciarzy pokroju Jesusa Franco. Z drugiej strony czuć tu też solidną podbudowę z amerykańskich dolarów; to one pozwoliły poszaleć scenografowi, który wcześniej wspierał choćby Felliniego. Jednak jak na filmowy mainstream, który miał swoje zarobić, był Kaligula stanowczo zbyt popaprany.

Ale ciężko o drugi obraz tak inwazyjnie i nieznośnie plugawy, tak pełen rozmachu w sianiu niezdrowej aury. Z tak pieczołowicie przygotowaną i wyeksponowaną defiladą fallusów i wagin – sztucznych i prawdziwych. Miejcie świadomość, że będziecie brodzić w campie i porzućcie wszelką nadzieję na gładkie wizje rodem z Gladiatora. Kto zaakceptuje teatralność i lepkość widowiska, być może uniesie kciuk do góry. Trudno mi odpowiedzieć na pytanie, czy film się zestarzał, bo odnoszę wrażenie, że nigdy nie był jakoś szczególnie „świeży” czy wstrzelony we właściwy czas. Kaligula porusza się po innej, osobnej trajektorii – i tam już pozostanie.

Wersja uncut trwa dwie i pół godziny. Dwie i pół godziny tyłków, cycków, scen mordu i sadyzmu. Wchodzicie w to?

Ostatnio dodane